Trwa ładowanie...
d1r0bl4

"Nigdy tego nie robię, ale uległam". Żółtą taksówką po Maderze

Nigdy tego nie robię. Nie wynajmuję osobistego kierowcy, żeby woził mnie w czasie wakacji. Nie zwiedzam zza szyb samochodu, chyba że prowadzonego przeze mnie. Nie pozwalam, żeby ktoś mówił mi, co mam zobaczyć. Ale Prezydentowi się nie odmawia.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
baseny naturalnie wkomponowane w krajobraz wybrzeża zapewniają na Maderze bezpieczną kąpiel ze spektakularnym widokiem na ocean
baseny naturalnie wkomponowane w krajobraz wybrzeża zapewniają na Maderze bezpieczną kąpiel ze spektakularnym widokiem na ocean (Shutterstock.com)
d1r0bl4

Pozdrówcie go ode mnie, jeśli traficie do Machico. Znajdziecie go bez trudu. Jego stary żółty mercedes na pewno prędzej czy później zajedzie wam drogę. Wysiądzie z niego szpakowaty mężczyzna w ciemnych okularach. Oślepi was odbijające się w nich słońce, podobnie jak lśniąca złota biżuteria, wyglancowane buty i szeroki uśmiech. Otworzy tylne drzwi i gestem zaprosi do środka. Nie warto protestować, to nic nie da.

Sama na początku miałam opory. W podróży nie cierpię, kiedy ktoś mi się narzuca – od sprzedawców pamiątek po naganiaczy do knajp. A opalony taksówkarz wyglądał na niezły numer. – Numer jeden! – krzyknął po polsku, jakby czytając mi w myślach. – Supergość!

Magda Żelazowska

Na poparcie tych słów otworzył bagażnik i wyciągnął z niego opasły notes z dedykacjami od polskich pasażerów. Ale mnie bardziej zainteresowało to, co znajdowało się pod klapą. W środku bagażnika ukazały się setki przyklejonych na wewnętrznej stronie monet, figurki świętych, flagi, proporczyki, pocztówki i wycinki z gazet, przedstawiające kierowcę we własnej osobie. – Presidente – taksówkarz wskazał na siebie z dumą. Pośrodku bagażnikowego sezamu wisiała mapa Madery. Po chwili Presidente omawiał już ze mną trasę na następny dzień, a ja kiwałam bezradnie głową.

d1r0bl4

Uległam, bo wycieczki z Presidentem miały sensowną cenę, tym bardziej, jeśli podzielić cenę na kilka osób. Do wypożyczenia samochodu zniechęciły mnie karkołomne drogi Madery, biegnące przez klify i wulkaniczne skały (na wyspie jest ponad 150 km tuneli). O tym, jakim są wyzwaniem, przekonałam się już w stolicy wyspy, Funchal, która rozciąga się na gęsto zabudowanych wzgórzach. Strome uliczki pną się do dzielnic na kolejnych "piętrach". 550 m nad portem góruje wzgórze Monte, z którego roztacza się niesamowity widok na miasto. Presidente wręcza mi przewodnik po roślinności Madery i wysyła do ogrodu Monte Palace. XVIII-wieczny pałac w stylu kolonialnym otacza tropikalny park obejmujący m.in. część japońską, starożytne drzewa oliwne, hodowlę storczyków i kolekcję niebiesko-białych obrazów malowanych na kafelkach azulejos. W cenie biletu jest kieliszek wina madera. Sekret tego oryginalnego trunku tkwi w dodatku brandy (podobnie jak do sherry i porto) oraz podgrzewaniu, co odkryto po tym, gdy pewnego razu otwarto beczki z winem przybyłe na wyspę po długiej drodze statkiem.

Z Monte do Funchal można zjechać kolejką linową lub toboganami, wiklinowymi saniami sterowanymi przez carreiros, ubranych w słomkowe kapelusze, białe spodnie i buty na grubej podeszwie, służące do odpychania się nogami od asfaltu.

Magda Żelazowska

Po drodze można się przekonać, że całe miasto przypomina ogród botaniczny. Pełno tu palm, bugenwilli i tulipanowców. Centralny deptak, Avenida Arragia, rozpoczynający się obok dostojnej średniowiecznej katedry Sé, wiosną jest fioletowy od kwitnących dżakarand. Dzięki całorocznemu łagodnemu klimatowi nawet tutejsze ogródki działkowe przypominają tropikalny raj – zamiast naszych porzeczek rosną w nich bananowce, bambusy i drzewka cytrynowe.

d1r0bl4

Reszta wyspy jest równie zielona, choć skalista. Na chropowatych kamieniach pysznią się kępy błękitnych żmijowców i pomarańczowych strelicji, które rosną nawet na stromych klifach. Najwyższy z nich, Cabo Girão, został wyposażony w szklaną platformę, która pozwala spojrzeć na ocean znajdujący się 560 metrów w dole. Wybrzeże wyspy jest groźne, pchane wiatrem fale wściekle biją o brzeg. Problem rozwiązują baseny naturalnie wkomponowane w krajobraz wybrzeża, które zapewniają bezpieczną kąpiel ze spektakularnym widokiem na ocean. W centrum wyspy czeka więcej górskich emocji. Okolice miasteczka Curral das Freiras, osłoniętego zielonymi ścianami poprzecinanymi rolniczymi terasami, przypominają Andy. Taksówka Presidente wspina się nawet na Pico Arieiro (1818 m n.p.m.), skąd rozciąga się panorama najwyższych szczytów Madery.

Magda Żelazowska

Żółta taksówka Presidente mknie przez kręte drogi Madery. Na drzwiach widnieje zdjęcie Jasia Fasoli oraz hasło „Bóg ze mną, a ja z Bogiem”. Samochód co chwila wydaje z siebie gwizdy, muczenie, rżenie albo szczekanie, czym wprawia w osłupienie zwierzęta w mijanych gospodarstwach. Cześć z nich w odpowiedzi daje głos. Gdy milczą, Presidente tłumaczy mi, że nie znają angielskiego.

Zatrzymujemy się w pełnych południowego uroku miasteczkach, wyłaniających się zza każdego stromego zakrętu. Nie ma tu hotelowych wieżowców, tylko niewysokie domy. Biel ścian i czerwień dachów odcina się na tle wszechobecnej zieleni i błękitu oceanu. Presidente wiezie mnie na gwarny targ rybny w Câmara de Lobos, na filiżankę kawy z morskim widokiem w spokojnej Ribeia Brava. Staje pod romantycznym starym kościółkiem w São Vicente, pokazuje trójkątne kolorowe chatki w Santanie. Po drodze załatwia niezliczone sprawy. A to odbierze od kolegi siatkę melonów na zupę, a to wpadnie do piekarni po chleb z batatów. Jeden przynosi mnie. Próbuję i wiem, że ten kurs to był bardzo dobry pomysł!

d1r0bl4

Najlepsze kierunki na zimę. Zobacz wideo!

d1r0bl4

Podziel się opinią

Share

d1r0bl4

d1r0bl4