Trwa ładowanie...

Para Polaków mieszka w kamperze. "To jest nasz dom"

Z podróżowania uczynili styl życia, a z kampera swój dom na kółkach. Pandemia koronawirusa zaskoczyła ich w Portugalii i zmusiła do radykalnej zmiany planów. Kwarantannę w Polsce odbyli oczywiście w... kamperze. - To jest nasz dom - opowiadają Kasia i Łukasz, którzy prowadzą bloga Podrozovanie.pl.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
- Przez długi czas mieliśmy wrażenie, że mieszkańcy Portugalii nie przejmują się epidemią - mówią Łukasz i Kasia
- Przez długi czas mieliśmy wrażenie, że mieszkańcy Portugalii nie przejmują się epidemią - mówią Łukasz i Kasia (Instagram @podrozovanie)

Aleksandra Wiśniewska: W podróży domem na kółkach jesteście już dwa lata?

Kasia i Łukasz, PodróżoVanie: Pod koniec maja 2018 r. wyruszyliśmy w podróż vanem, którego sami przerobiliśmy na kampera. Zdecydowaliśmy się na ten krok, ponieważ byliśmy zmęczeni pogonią za karierą i życiem w mieście. Czuliśmy, że czegoś nam brakuje, choć sami do końca nie umieliśmy tego nazwać. W ciągu dwóch lat odwiedziliśmy 29 krajów. Naszym celem początkowo było zobaczenie wszystkich państw Europy w rok, jednak z czasem podróż nauczyła nas, że statystyki nie są tak ważne, jak po prostu cieszenie się van life’m, doświadczanie wolności i odkrywanie świata.

Ale dalsze plany pokrzyżowała wam pandemia koronawirusa. Gdzie Was zastała?
Pandemia zastała nas w Portugalii. Wirus dotarł tu z początkiem marca. Dużo później niż do reszty państw Europy, co zapewne spowodowane jest położeniem geograficznym. Zakazy i obostrzenia z nim związane również zostały wprowadzone dość późno.

Jak na sytuację zareagowali Portugalczycy?
Przez długi czas mieliśmy wrażenie, że mieszkańcy Portugalii nie przejmują się epidemią. Dopiero kiedy sytuacja w Hiszpanii zaczęła stawać się poważna i liczba zachorowań gwałtownie wzrosła, Portugalczycy również się wystraszyli. Zaczęli naciskać rząd, by zamknął granicę z Hiszpanią, co wydarzyło się w połowie marca. Jednak jeszcze długo do Portugalii można było dostać się drogą powietrzną.

A jaka była wasza reakcja?

Slot

Wtedy my również zrozumieliśmy powagę sytuacji. Był moment paniki, ale szybko minął. Postanowiliśmy przeczekać jak najdłużej w Portugalii, a kiedy wszedł zakaz poruszania się, znaleźliśmy odludny teren w centralnej części – w regionie Alentejo – i tam się zatrzymaliśmy.

Zobacz też: Polacy utknęli u wybrzeży Antarktyki

Lokalne władze nie sprawiały wam problemów?

Początkowo policja, która przyjeżdżała na kontrole, nie robiła nam żadnych problemów. W końcu jednak musieli zamknąć teren, na którym staliśmy. Nie wskazali innego miejsca, gdzie możemy się zatrzymać. Ponieważ i tak planowaliśmy w następnych miesiącach powrót do Polski, w związku z sytuacją, postanowiliśmy go przyspieszyć.

Kiedy już zdecydowaliście się na powrót, jak go zorganizowaliście? Korzystaliście z pomocy rządowej, czy robiliście to na własną rękę?

Powrót do kraju organizowaliśmy na własną rękę. Próbowaliśmy skontaktować się z MSZ, przez podany na stronie internetowej numer telefonu dla powracających. Niestety przez 3 dni nikt nie odebrał. Z informacji na oficjalnych stronach oraz relacji youtuberów, którzy wracali z Portugalii do UK kilka dni wcześniej, wiedzieliśmy, że powrót do domu jest dozwolony.

W czasach przed pandemią przekraczanie granic państw strefy Schengen odbywało się niezauważalnie. Jak wyglądało to teraz?
Na granicy z Hiszpanią, Francją i Niemcami byliśmy kontrolowani przez policję. Sprawdzali nasze dokumenty, pytali o powód przejazdu i skąd jedziemy. Kiedy mówiliśmy, że wracamy do domu, do Polski, bez problemów dostawaliśmy pozwolenie na przejazd. Na terenie Hiszpanii mogliśmy przebywać jeden dzień. Co jakiś czas były patrole policyjne, które sprawdzały każdy samochód osobowy — bez ważnego powodu nikt nie powinien się poruszać.

We Francji musieliśmy mieć specjalne formularze z zaznaczonym powodem przejazdu. W Niemczech nie były wymagane żadne dodatkowe dokumenty, ani nie było ograniczeń czasowych. Na polskiej granicy zmierzono nam temperaturę, sprawdzono dokumenty i musieliśmy podać adres, gdzie będziemy odbywać kwarantannę. Wszystkie nasze dane zostały wprowadzone do specjalnego systemu, z którego policja wiedziała, gdzie nas znaleźć.

Jak w kwarantannie wygląda wasza codzienność – tak odmienna od codzienności podróżniczej?
Kwarantannę odbywaliśmy na prywatnym terenie – w kamperze, przy domu, gdzie obecnie nikt nie mieszka. Przyjeżdżały do nas codziennie patrole policji — zdarzyło się, że nawet trzy tego samego dnia — by sprawdzić, czy jesteśmy pod wskazanym adresem.

Ważne było dla nas, by zostać w kamperze, ponieważ to jest nasz dom. Mamy w nim wszystko, czego potrzebujemy do życia. Wbrew pozorom nasze życie nie zmieniło się tak bardzo, z jedynym wyjątkiem — na kwarantannie nie mogliśmy się swobodnie poruszać vanem. Do robienia zapasów jesteśmy przyzwyczajeni, podobnie jak do zatrzymywania się w izolacji, w naturze. Przez to, że ostatnie dwa lata byliśmy cały czas w podróży, w ruchu, czujemy się w pewien sposób spełnieni podróżniczo, a przymusowy postój traktujemy jako czas na pracę i odpoczynek. Mamy dużo do zrobienia, ponieważ przygotowujemy się do wydania książki o naszej podróży.

Slot

Czy mimo wszystko snujecie plany na dalszą podróż?

Na chwilę obecną nie planujemy zbyt wiele. Podróż nauczyła nas bycia elastycznymi, dostosowywania się do okoliczności. Jeśli epidemia się wygasi, ruszymy w podróż z promocją książki po Polsce. Możliwe, że zrobimy wypad na Bałkany, a na jesień i zimę chcielibyśmy powrócić do Portugalii. Jeśli taka możliwość się nie pojawi, będziemy na bieżąco zastanawiać się, co dalej. Bierzemy rzeczywistość taką, jaka jest. Tego nauczyła nas podróż.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Slot

Podziel się opinią

Share


Slot