Trwa ładowanie...

Polka na Wyspach Zielonego Przylądka. "Tu wiele rzeczy dzieje się spontanicznie"

Wyspy Zielonego Przylądka leżą około 600 km od zachodniego wybrzeża Afryki i przyciągają obcokrajowców pięknymi widokami. O tym jak naprawdę żyje się na co dzień w turystycznym raju i co warto tam zobaczyć, rozmawiamy z Kamilą Kowalewską, polską przewodniczką mieszkającą na wyspie Sal.

Share
Kamila na tle solanek na wyspie Sal Kamila na tle solanek na wyspie Sal Źródło: Archiwum prywatne, fot: Kamila Kowalewska
d41a8i0

Karolina Laskowska: W twoim podróżniczym CV można znaleźć informacje o odwiedzeniu ponad 50 krajów i częstym byciu w drodze. W Portugalii, Bośni i Hercegowinie, Australii oraz Timorze Wschodnim miałaś okazję mieszkać trochę dłużej. Aż w końcu przyszła pora na Wyspy Zielonego Przylądka. Dlaczego akurat one stały się twoim domem?

Kamila Kowalewska: O pojechaniu na Cabo Verde po raz pierwszy pomyślałam podczas Erasmusa w Portugalii, gdzie poznałam studentów z wysp i się z nimi zaprzyjaźniłam. Mam takie marzenie, by odwiedzić wszystkie byłe kolonie portugalskie na świecie i siedem lat temu byłam o krok od wakacji na wyspach. Koniec końców na Wyspy Zielonego Przylądka trafiłam… przypadkiem.

Kilka lat pracowałam jako pilotka wycieczek i dostałam propozycję wyjazdu do pracy na Wyspy Zielonego Przylądka. Nie wahałam się ani chwili. W wyspach zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Przez kolejne dwa lata dzieliłam życie między Polską a Cabo Verde, a potem przyjechałam tu na stałe. Przekwalifikowałam się z pilotki na lokalną przewodniczkę i pokazuję turystom mój wspaniały kawałek świata.

Plaża w Santa Maria - miejscowości, gdzie mieszka Kamila Archiwum prywatne
Plaża w Santa Maria - miejscowości, gdzie mieszka Kamila Źródło: Archiwum prywatne, fot: Kamila Kowalewska

Co zaskoczyło cię po przylocie na Wyspy Zielonego Przylądka?

Na pewno zaskakiwało mnie swobodne podejście mieszkańców do czasu. W większości przypadków przychodzą punktualnie do pracy, ale na prywatne spotkania często będą spóźnieni minimum o godzinę.

d41a8i0

Inne zaskoczenie dotyczyło zakupów. Ceny w sklepach są wyższe niż w Polsce przeciętnie o jakieś 20 proc. Tutaj oczywiście też jest spora inflacja. Co istotne, ok. 90 proc. towarów przypływa na wyspy, np. z Portugalii czy Wysp Kanaryjskich. Mamy lokalne warzywa oraz owoce, ale większość produktów trzeba sprowadzić z zagranicy. Transport przez ocean trwa długo i jest drogi, co przekłada się na wysokie ceny. Przykładowo, słoik pesto kosztuje osiem euro (ok. 38 zł). Jest też mała różnorodność w sklepowym asortymencie.

A co najczęściej zaskakuje turystów, których masz okazję oprowadzać po wyspach?

Często są zdziwieni wyglądem Kabowerdeńczyków. Gdy Portugalczycy przybyli na Wyspy Zielonego Przylądka w XV wieku, nie były one jeszcze zamieszkane. Zaczęli więc siłą ściągać do pracy ludzi z Afryki (np. dzisiejszego Senegalu, Gambii, Gwinei), a potem rozpoczęli proceder handlu niewolnikami.

Później przez wyspy przewijało się także wielu przedstawicieli innych narodowości, którzy pływali na statkach pomiędzy Europą a Ameryką Łacińską i zatrzymywali się po drodze na Cabo Verde. Byli to m.in. Anglicy, Hiszpanie, Holendrzy, a nawet Żydzi czy Hindusi. Oni wszyscy sprawili, że na wyspach mamy prawdziwy miks nacji.

d41a8i0

Znając historię wysp, nie powinny więc dziwić np. odcienie skóry (od bardzo jasnych do bardzo ciemnych) dzisiejszych Kabowerdeńczyków i ich europejskie rysy twarzy. Mieszkańcy Afryki bywają stereotypowo kojarzeni z płaskimi, szerokimi nosami i dużymi, wydatnymi ustami. A na Cabo Verde wiele osób ma wąskie usta, małe, spiczaste nosy czy zielone oczy. Geny się tu mocno wymieszały i mieszkańcy są naprawdę piękni.

Turyści zwracają uwagę oczywiście nie tylko na wygląd Kabowerdeńczyków, ale również na ich pozytywne nastawienie do życia i muzykę płynącą we krwi. Nie dziwi, że po zamówieniu kawy, kelner przynosi ją tanecznym krokiem, przy okazji podśpiewując.

Kamila podczas pracy Archiwum prywatne
Kamila podczas pracy Źródło: Archiwum prywatne, fot: Kamila Kowalewska

Na Wyspach Zielonego Przylądka jest wiele gatunków muzycznych.

Najstarszym z nich jest batuku. Wykonując go, panie zbierają się w okręgu i bardzo energicznie wybijają rytm na instrumentach o nazwie txabeta. Jedna z nich tańczy pośrodku, jej ruchy są coraz szybsze i wpada jakby w trans. To widowisko ujęło samą Madonnę, która widziała je w Lizbonie. Stworzyła nawet piosenkę "Batuka" i zaprosiła do współpracy grupę batukadeiras - kobiet wykonujących ten taniec.

d41a8i0

Dużo wolniejsze tempo ma z kolei rzewna morna, którą rozsławiła w świecie Cesária Évora. Polska publika ją uwielbiała, nagrała też piosenki z polskimi wokalistkami - Kayah i Dorotą Miśkiewicz.

Co zaskakujące, na Cabo Verde mamy też mazurka, który wywodzi się z Polski. Tutaj jest on powszechnie tańczony również przez młode osoby. Moi znajomi byli zdziwieni, że ja - Polka - nie potrafię go tańczyć, co dla nich jest naturalne.

Wszechobecna muzyka to jeden z atutów Wysp Zielonego Przylądka. A jakie inne atrakcje czekają jeszcze na turystów?

Zacznę od tego, że Cabo Verde jest bardzo różnorodne. Każda wyspa jest inna i polecam nie ograniczać się tylko do jednej. Większość turystów trafia na wyspę Sal, która jest najbardziej rozwinięta turystycznie. Mamy hotele all inclusive, to tu przylatują czartery z wielu krajów.

d41a8i0

Przyjęło się mówić, że "nic tam nie ma", bo Sal jest półpustynią. Ale to nieprawda, bo są tutaj m.in. przepiękne plaże, wygasłe wulkany, solanki, naturalne baseny i malownicze miasteczka Santa Maria czy Palmeira. Fani windsurfingu, surfingu i kitesurfingu znajdą idealne warunki do uprawiania tych sportów.

Wyspy Santo Antão, São Nicolau oraz Santiago są z kolei rajem dla miłośników trekkingu. Można eksplorować je tygodniami i codziennie być na innym szlaku.

Warto zobaczyć też miasto Mindelo z postkolonialną architekturą, a także aktywny wulkan Fogo będący jednocześnie najwyższym szczytem Wysp Zielonego Przylądka (2849 m n.p.m).

Źródło: Kamila Kowalewska, Archiwum prywatne
Szerokie plaże oblewane turkusową wodą na wyspie Sal

Przy odrobinie szczęścia uda się pewnie zobaczyć też różne gatunki zwierząt.

Tak, najłatwiej oglądać je podczas nurkowania. W wodach Cabo Verde żyje mnóstwo ryb, rekinów czy żółwi morskich. Żółwie Caretta caretta regularnie składają tu jaja. Organizuję dla turystów wycieczki właśnie m.in. na nocne obserwacje tego wyjątkowego momentu. Pierwsze żółwiki zaczynają wykluwać się we wrześniu. Wypuszczanie ich do oceanu to niesamowite doświadczenie.

Żółwica składająca jaja na Sal Archiwum prywatne
Żółwica składająca jaja na Sal Źródło: Archiwum prywatne, fot: Kamila Kowalewska

Między lutym a kwietniem mamy natomiast migrację wielorybów, a przez cały rok można oglądać rekiny. W tzw. zatoce rekinów na wyspie Sal żyją małe rekinki z gatunku żarłacza żółtego. Zobaczenie ich z bliska zapada w pamięć na długo.

Z opisów i zdjęć wyłania się bajkowa wizja Wysp Zielonego Przylądka. Dla turystów mogą być one chwilowym rajem i przyjemną odskocznią. Ale domyślam się, że życie codzienne mieszkańców nie zawsze jest takie kolorowe. Z jakimi problemami muszą sobie oni radzić?

Minimalna pensja mieszkańców to odpowiednik ok. 120 euro (ok. 580 zł) miesięcznie. Większość osób na Sal pracuje w hotelach i zarabia przeciętnie ok. 200-350 euro (ok. 960-1,7 tys. zł). Biorąc pod uwagę, że ceny na miejscu są wysokie, jest to naprawdę bardzo niskie wynagrodzenie. Opłaty za prąd czy wodę są wyższe niż w Polsce. Ponadto często są przerwy w dostawach tych mediów.

d41a8i0

Kolejny problem to jedynie podstawowy poziom opieki medycznej. Dostęp do specjalistów jest bardzo ograniczony, a wyposażenie szpitali ubogie. W razie większego wypadku na wyspie Sal, mieszkaniec zostanie przetransportowany do stolicy - Prai, a turysta do Portugalii lub na Wyspy Kanaryjskie. Mimo tego, że tu mieszkam i opłacam lokalny ZUS, to i tak mam wykupione na wszelki wypadek ubezpieczenie obejmujące ewakuację medyczną do Polski.

Rybak na pomoście w Santa Maria, gdzie odbywa się targ rybny Archiwum prywatne
Rybak na pomoście w Santa Maria, gdzie odbywa się targ rybny Źródło: Archiwum prywatne, fot: Kamila Kowalewska

Pomimo trudów życia Kabowerdeńczycy starają się żyć zgodnie z zasadami no stressmorabeza, czyli czerpać radość z małych rzeczy oraz unikać nadmiernego stresu. Celebrują życie z rodziną czy przyjaciółmi. Tu wiele rzeczy dzieje się spontanicznie, nie trzeba czekać tygodniami i wciskać się do napiętego grafiku znajomych, lecz można umówić się z dnia na dzień. Mimo że życie codzienne nie jest tu proste, to Kabowerdeńczykom możemy pozazdrościć spokoju, pogody ducha i poczucia humoru.

Czy turyści mogą jakoś pomóc mieszkańcom? Czego na przykład nie robić, żeby dodatkowo nie zaszkodzić?

Na pewno nie dawać pieniędzy, bo chodzi o to, by dać wędkę, a nie rybę. Przykładowo, niektóre dzieci proszą turystów o pieniądze. Widząc w tym łatwy zarobek, mogą zrezygnować z chodzenia do szkoły.

Warto z kolei wesprzeć kabowerdeńskie dzieci, np. przyborami szkolnymi. Współpracuję z lokalną organizacją Djunta Mo zajmującą się pomocą najuboższym rodzinom, których nie stać na wyprawkę szkolną dla swoich dzieci. Jeśli ktoś chciałby je wesprzeć, to zapraszam do kontaktu, a przekażę informacje o zapotrzebowaniu na konkretne przedmioty. Można je przywieźć ze sobą, wybierając się na Wyspy Zielonego Przylądka lub kupić w miejscowym sklepie papierniczym.

d41a8i0

Pamiętajmy też, aby nie częstować dzieci słodyczami, bo przyczynia się to do próchnicy i innych kłopotów z zębami. Miły gest może okazać się później problematyczny, ponieważ wielu rodzin nie stać na skorzystanie z usług dentysty.

Może jestem idealistką, ale wierzę, że wspieranie nawet jednej osoby może zmienić świat.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

"Halo Polacy". Od lat są zakochani w Chorwacji. "Ten kraj jest jak róg obfitości"

d41a8i0
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d41a8i0