Trwa ładowanie...

Vitor da Silva: "Społeczność postrzegana jako prymitywna nauczyła mnie więcej niż cokolwiek innego w rozwiniętym świecie"

Mógł być żołnierzem, policjantem, antropologiem, a nawet profesorem sztuki. W życiu spróbował wielu profesji, ale dziś Vitora da Silvę świat zna jako etnografa, gawędziarza, a przede wszystkim obrońcę praw tubylczych. - W Indiach znalazłem sens, nadzieję i nowy impuls. Tam narodziła się moja życiowa misja - mówi w rozmowie z WP.

Share
Vitor da Silva
Vitor da SilvaŹródło: Archiwum prywatne
d2w6rjz

Marta Andrzejewska: Jesteś etnografem. Skąd ten pomysł?

Vitor da Silva: Jestem bardzo ciekawą świata, praktyczną i analityczną osobą – te wszystkie cechy są kluczowe dla etnografa - ale moja podróż do stania się nim nie była wcale planowana. Był to raczej wynik serii wyborów w określonych momentach mojego życia.

Co konkretnie się wydarzyło, zanim doszedłeś do miejsca, w którym teraz jesteś?

Kiedy w liceum chodziłem na 18. urodziny moich przyjaciół, to pamiętam, że dawano im wtedy prawo do głosowania, picia alkoholu i prowadzenia samochodów. Impreza urodzinowa to był ich wielki dzień - kiedy po zdmuchnięciu magicznych świec natychmiast rozpoznano ich jako "dorosłych". W tamtym czasie nie byłem w stanie zrozumieć tego pseudo-rytuału przejścia, brakowało mi w nim czegoś fundamentalnie ważnego. To skłoniło mnie do podążania znacznie trudniejszą drogą, niż reszta moich rówieśników.

d2w6rjz

Mając 17 lat, zaciągnąłem się do portugalskich sił specjalnych w poszukiwaniu znaczącego rytuału przejścia w męskość, gdzie rozwinąłem niewyobrażalne poziomy dyscypliny, odporności i odwagi. Po roku opuściłem siły zbrojne, aby studiować sztukę, którą po kilu latach rzuciłem, aby zająć się kryminalistyką i antropologią. W końcu, po 3 intensywnych latach nauki, zostałem wyszkolonym śledczym pracującym dla brytyjskiej policji.

Vitor da Silva Archiwum prywatne
Vitor da SilvaŹródło: Archiwum prywatne

Praca w sądownictwie karnym była bardzo satysfakcjonującym doświadczeniem, nadal jednak nie byłem w stanie dokonać żadnej znaczącej, trwałej zmiany. Zdecydowałem się wszystko rzucić i wyruszyć w podróż do Indii, aby na nowo się zdefiniować. W tym miejscu kropki zaczęły się łączyć.

Co się stało?

Podczas tej wyprawy miałem okazję spędzić czas z rdzenną społecznością nomadów z Himalajów, która żyła zupełnie innym życiem niż moje. Tutaj pojęcie indywidualności, rywalizacji i chciwości, do których byłem przyzwyczajony, po prostu nie istniało. Ich życiem rządził raczej duch szacunku — nie tylko w stosunku do siebie nawzajem, ale także do otaczającego ich świata przyrody. Co ważniejsze, ich nauki były nie tylko niezbędne do przetrwania w jednym z najbardziej odległych regionów Ziemi, ale fundamentalnie ważne dla nas wszystkich jako gatunku w obliczu zmian klimatycznych. Jak na ironię, ta społeczność, która wciąż jest postrzegana jako prymitywna i zacofana przez dominujące społeczeństwo, nauczyła mnie więcej o byciu człowiekiem niż cokolwiek, czego nauczyłem się w rozwiniętym świecie.

d2w6rjz

W Indiach znalazłem sens, nadzieję i nowy impuls. Tam narodziła się moja życiowa misja.

Na czym polega teraz twoja praca?

Dostosowuję i łączę moje zróżnicowane doświadczenie z możliwościami, które pojawiają się na mojej ścieżce. Mógłbym powiedzieć, że w jednym projekcie oscyluję między śledczym kryminalnym, badaczem praw człowieka i antropologiem. W chwili obecnej moja praca skupia się głównie na badaniu i dokumentowaniu nadużyć państwowo-korporacyjnych wobec społeczności tubylczych.

Źródło: Vitor da Silva
Vitor skupia się na badaniu i dokumentowaniu nadużyć państwowo-korporacyjnych wobec społeczności tubylczych

Wszystkie moje projekty zaczynają się od etnograficznego dociekania na temat przeżytych doświadczeń społeczności, której mam służyć. Dla tych, którzy nie wiedzą, etnografia jest gałęzią antropologii, która bada zjawiska społeczno-kulturowe z punktu widzenia społeczności. Jest to forma dociekania, która w dużej mierze opiera się na obserwacji uczestniczącej, podczas której badacze zanurzają się w codziennym życiu społeczności.

d2w6rjz

Właśnie z takim zrozumieniem podchodzę do swojej pracy. Skupiam się na ujrzeniu wyzwań, z jakimi się mierzą społeczności bez przyjmowania pozycji wyższości.

Dlatego prowadząc badania etnograficzne na początku moich projektów – co wymaga życia z tymi społecznościami przez długi czas – jestem w stanie dogłębnie zrozumieć ich potrzeby i marzenia, co następnie pozwala mi, wraz ze społecznością, stworzyć projekt, który ostatecznie przyniesie im korzyści. Zamiast skoczyć ze spadochronem do tych społeczności z fałszywymi wyobrażeniami, o tym przez co przechodzą i obmyślać, czego potrzebują, najpierw siadam, słucham i doświadczam przeżywanej przez nich rzeczywistości.

Czy kiedykolwiek doświadczyłeś niebezpieczeństwa podczas takich badań?

Moje badania terenowe z rdzennymi społecznościami często prowadzą mnie do wrogich regionów, które są kontrolowane przez siły partyzanckie i/lub potężne korporacje. Badanie tych kwestii stało się równie niebezpieczne, jak reportaże wojenne. Kilka razy doświadczyłem niebezpieczeństwa w ramach mojej pracy - od bycia ściganym przez brutalnych partyzantów i niebezpiecznych korporacyjnych bandytów, po uciekanie przez las przed dzikimi słoniami i niedźwiedziami.

Vitor pokazuje innym, jak żyją koczownicze plemiona Himalajów Archiwum prywatne
Vitor pokazuje innym, jak żyją koczownicze plemiona HimalajówŹródło: Archiwum prywatne

Jak mówisz, twoją życiową misją jest służenie ludom tubylczym w walce o ochronę swoich praw. Mamy XXI wiek, a rdzenni mieszkańcy nadal są ofiarami marginalizacji i uprzedzeń. W czym jest problem?

Głównym problemem jest to, że większość ludzi nie wie, kim są rdzenni mieszkańcy. Jeśli zapytasz kogokolwiek w zachodnim społeczeństwie o rdzennych mieszkańców, powiedzą ci, że te społeczności przestały istnieć dawno temu, albo że rdzenni mieszkańcy to "Indianie Ameryki Północnej", jak mówią kolonialne zachodnie filmy. Prawda jest taka, że ​​ludy tubylcze nie należą do przeszłości, a są dziś obecne w 90 krajach, mówią w ponad 4000 językach i chronią 80 proc. światowej bioróżnorodności.

d2w6rjz

Z drugiej strony, jeśli zadasz to samo pytanie członkowi dominującej społeczności kraju, w którym nadal żyją rdzenni mieszkańcy, istnieje szansa, że ​​wyrażą oni swoje uprzedzenia wobec tych społeczności, które postrzegają jako zacofanych dzikusów. Jest to oczywiście produkt ich ignorancji, głównie z powodu neokolonialnego aparatu rządowego, który stara się trzymać rdzenną ludność w cieniu państwa.

To faktycznie dość skomplikowane.

Zaledwie 60 lat temu w australijskich podręcznikach dla dzieci znajdowały się aborygeńskie osoby należące do tej samej kategorii, co fauna i flora. Innymi słowy, po zmierzeniu się z brutalnymi prześladowaniami i przetrwaniem licznych kolonialnych kampanii ludobójczych, ocalała rdzenna populacja Australii była przedstawiona jako rodzaj podludzkiego gatunku! Chociaż od tego czasu książki dla dzieci w wieku szkolnym zostały zastąpione, uprzedzenia wobec rdzennej ludności są nadal zakorzenione w dominujących społeczeństwach, w których żyją.

Niestety, nadal w interesie wielu rządów jest utrzymywanie rdzennej ludności w ciemności. Można to zaobserwować na przykład w krajach takich jak Brazylia, gdzie rząd zawsze był zaangażowany w asymilację rdzennej ludności z dominującym społeczeństwem, a ostatecznym celem jest eksploatacja zasobów naturalnych ziem ich przodków.

Tak więc najbardziej niepokojącym problemem jest niewiedza o ich istnieniu i brak świadomości o wielu zagrożeniach, przed którymi stoją te społeczności. Jak powiedział mi kiedyś rdzenny mieszkaniec Brazylii, "nie można przejmować się czymś, o czym się nie wie".

d2w6rjz

Dużo w nas nietolerancji i ignorancji, a przecież mimo wielu różnic kulturowych i tysięcy kilometrów, które nas dzielą, wciąż jesteśmy do siebie bardzo podobni.

W bardzo dużym stopniu kultura dyktuje nam, jak doświadczamy rzeczywistości. Dlatego moja wersja świata jest zupełnie inna niż moich przyjaciół z brazylijskiej Amazonii. Niemniej jednak nadal łączy nas wspólne człowieczeństwo, ponieważ wszyscy jesteśmy potomkami kilkuset ludzi, którzy wyszli z Afryki około 60 tys. lat temu. Więc bez względu na to, z jakiej kultury pochodzimy, wszyscy spędzamy czas w łonie matki przed przyjściem na świat. Wszyscy potrzebujemy jedzenia i schronienia do spania. Wszyscy stawiamy czoła wyzwaniom i chorobom, starzejemy się i ostatecznie umieramy. Ale sposób, w jaki zorganizowały się ludzkie społeczeństwa — zwłaszcza zanim zachodnia myśl "zanieczyściła" resztę świata — zawsze bardzo różnił się między kulturami.

Dzisiaj społeczeństwa tubylcze dzierżą ostatni kompas moralny, który uczy nas, że możliwa jest inna droga. Taki, w którym nasi starsi są chwaleni, a nie porzucani, nasze dzieci są zachęcane zamiast nadmiernie chronione, a świat przyrody jest raczej szanowany, niż uszczuplony. Ponieważ zmiany klimatyczne zagrażają przetrwaniu naszego gatunku, uważam, że nadszedł czas, aby rozpoznać ograniczenia naszej własnej kultury i społeczeństwa oraz połączyć siły z rdzenną ludnością w ramach wspólnego zaangażowania na rzecz zdrowia naszej planety: takiego, które promuje współpracę, zrozumienie i wzajemny szacunek

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Nieznany lud na końcu świata. Ostatni, prawdziwie wolni ludzie na Ziemi

Oceń jakość artykułu:
Zależy nam na podnoszeniu jakości naszego dziennikarstwa. Twoja opinia jest dla nas ważna!
d2w6rjz

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2w6rjz
d2w6rjz