Zamek Grodziec. Niezwykła budowla na wulkanie
Kraina wygasłych wulkanów w Polsce to jeden najciekawszych historycznie i geologicznie terenów w naszym kraju. Zajmuje obszar ok. 1,3 tys. km kw. i pełen jest ciekawostek z przeszłości. Jedną z nich jest zamek Grodziec, nazywany twierdzą rycerzy-rabusiów. Wieczorami ponoć przechadza się po jego krużgankach i murach obronnych tajemniczy rycerz w szkarłatnym płaszczu.
Gdy wjeżdżamy na teren Pogórza Kaczawskiego (to obszar położony pomiędzy Jelenią Góra, Legnicą i Bolesławcem), z każdej strony witają nas tablice informujące, że zbliżamy się do krainy wygasłych wulkanów. Jest pofalowana niezbyt wielkimi wzgórzami, w większości porośniętymi lasami. Gdy się im dobrze przyjrzeć, rzeczywiście mają kształt stożków, ale próżno w nich szukać krajobrazu charakterystycznego dla terenów współczesnej aktywności wulkanicznej.
Zamek Grodziec - historia
Żeby dostać się do zamku Grodziec, trzeba wspiąć się na dosyć wysokie, blisko 400-metrowe wzgórze. Jest to góra z bazaltu, co potwierdza jej wulkaniczne pochodzenie. Wypływająca z wulkanu lawa utworzyła ten naturalny fundament zamku, choć oczywiście sama budowla powstała miliony lat później.
Zamek Grodziec (Fot. Katarzyna Wośko)
Gdy już wdrapiemy się na szczyt wzgórza (no dobrze, nie demonizujmy tego podejścia – jest to zwykła droga pod górę), zobaczymy dosyć masywny, ale zarazem strzeliście ukształtowany zamek, zachowany w dosyć dobrym stanie. Jego mury wydają się wyrastać ze skał i tworzą z nimi niejako całość. Sprawia wrażenie surowego i trudno dostępnego.
Historia tej budowli sięga XII wieku. Wzniesiony wówczas zamek był twierdzą obronną słowiańskiego plemienia Bobrzan. W tym samym wieku przeszedł we władanie księcia Bolesława Wysokiego (wnuka Bolesława Krzywoustego) i od tego momentu co kilkanaście lat zmieniał właścicieli. Byli nimi książęta i możni rycerze. Obiekt był rozbudowywany i udoskonalany, potem znów niszczony oraz plądrowany, i tak na przemian trwał przez setki lat na kaczawskim wzniesieniu.
Zniszczony na początku wojen husyckich (w XV w.) stał się siedzibą rycerzy-rabusiów. Znaleźli oni w warowni trudno dostępną kryjówkę, z której wypuszczali się na złodziejskie wyprawy. I choć rycerski kodeks honorowy tego nie akceptował, utrzymywali się w ten nielegalny sposób latami. Kres złodziejskiemu procederowi w Grodźcu położył dopiero książę legnicko-brzeski Fryderyk I, który zamek kupił, wyremontował, udoskonalił i tchnął w niego nowe, arystokratyczne życie. Zjeżdżała się tu cała śmietanka ówczesnej elity rycerskiej polskiej i niemieckiej. Odbywały się turnieje, uczty i polowania.
Ten renesans zamku trwał kilkadziesiąt lat, do czasu konfliktu między dwoma braćmi – Henrykiem XI i Fryderykiem IV. Jeden miał władzę (książę Fryderyk), a drugi potrzeby nie do zaspokojenia, jako że był wielkim hulaką, imprezowiczem i opojem. A do tego posiadał specyficzne wyobrażenie o tym, na czym polega ciężka praca. Henryk zajął się okradaniem majątków brata, a na "bazę wypadową" wybrał oczywiście doskonale do tego przystosowaną i idealnie usytuowaną warownię Grodziec. I znów zamek stał się siedzibą rycerzy-złodziei…
Z tamtego okresu pochodzi zapewne przerażająca legenda o duchu rycerza w szkarłatnym płaszczu, który pokazuje się ponoć czasami na murach warowni. Ja go nie widziałam...
Zamek Grodziec - pierwszy w Europie zaaranżowany dla turystów
Ale dość już o historii budowli. Wystarczy powiedzieć, że przez kolejnych 500 lat przechodziła jeszcze wiele razy z rąk do rąk kolejnych właścicieli, którzy rujnowali ją lub odbudowywali. Co ciekawe, na początku XIX wieku obiekt ten stał się pierwszym w Europie zamkiem specjalnie przystosowanym i zaaranżowanym na potrzeby turystów – pokazywano w nim pamiątki dawnych czasów, wytyczono szlaki do zwiedzania. W XX wieku, ze względu na malownicze położenie i surowy wygląd, Grodziec bardzo często gościł ekipy filmowe z różnych krajów, które w tutejszej scenerii przyrody i architektury nagrywały historyczne kadry.
Obecnie dominującymi elementami udostępnionymi do zwiedzania są pałac główny (tzw. palatium), wieża północna oraz potężny donżon, czyli charakterystyczna, bardzo duża wieża o boku 16 m i wysokości ok 26 m. Mury zamku u podstaw mają imponującą grubość ok. 5 m.
Kto wybierze się na zwiedzanie krużganków, musi się liczyć z tym, że na trasie wycieczkowej znajduje się bardzo wiele schodów oraz naprawdę ciasne i ciemne przejścia. Jeśli więc obawiacie się tego typu atrakcji, nie wchodźcie na wyższe kondygnacje i ograniczcie się do spaceru po przestronnych salach książęcych i murach.
Śmiałkowie, których nie przeraża legenda o rycerzu w szkarłatnym płaszczu, mogą skorzystać z oferty noclegów w zamkowej wieży - za niewielkie pieniądze przygoda jest gwarantowana, choć jak informują zarządzający obiektem, standard pokoi jest standardem raczej schroniskowym niż zamkowym.
Zamek Grodziec - jak się tam dostać?
Wstęp na zamek jest płatny i kosztuje 20 zł (bilet normalny) oraz 15 zł (bilet ulgowy – dzieci, młodzież, emeryci).
Zamek Grodziec znajduje się ok. 50 km od Jeleniej Góry – między Bolesławcem a Złotoryją. Jeśli jedziecie samochodem, z autostrady A4 należy zjechać na Bolesławiec, a następnie za Wilczym Lasem kierować się na Lubków i Iwiny. Z drogi 363 poprowadzą was już drogowskazy, bo nawigacji w tym terenie nie zawsze warto ufać. A, i nie pomylcie zamku Grodziec z pałacem Grodziec, bo to dwa zupełnie różne obiekty położone zaledwie kilka kilometrów od siebie i ten drugi mógłby was rozczarować.
Do wsi Grodziec można dostać się również autobusem lub busem ze Złotoryi.