10 niesamowitych Bed & Breakfast w Bieszczadach
Bieszczady są pełne ludzi, którzy pewnego dnia spakowali swoje kuferki, sprzedali dobytek i ruszyli w góry tak szybko, że się za nimi kurzyło. W przypadku większości prezentowanych poniżej pensjonatów tak właśnie było. Przyjedźcie tu po spokój, widoki i życiowe historie gospodarzy, zakochanych w Bieszczadach na amen.
Najpierw była ziemia, trochę opuszczona przez właścicieli, którzy mieszkają na Wyspach. Ale to właśnie wyspa, pełna domków wykonanych w tradycyjnej technologii zainspirowała ich do wybudowania swojej własnej chatki z gliny. Właściwie z gliniano-słomianych bloczków, twardych jak beton, choć milion razy zdrowszych. Na bieszczadzkiej ziemi lepili i nosili te bloczki całą rodziną aż powstał ten dom, inny od wszystkich.
Chata z Gliny to świetne miejsce, aby zabrać tam dzieci, pobiegać po połoninie i pooddychać zdrowym powietrzem. Fajny plac zabaw i stół do biesiadowania na zewnątrz. Domek jest bogato wyposażony i komfortowy. Zadowoleni będą wszyscy entuzjaści ekologicznych rozwiązań.
Źródło: Slowhop.com / WP
Chata Magoda, Lutowiska
Niby to historia jakich wiele: ludzie z miasta porzucają codzienny pośpiech i wieją ile sił w nogach tam, gdzie małe, drewniane chatki trzeba od października codziennie odkopywać spod śniegu. Jagoda i Maciek to zbiegowie ze Szczecina. W Lutowiskach zasmakowali w odnawianiu stuletnich chat - mają na swoim koncie już trzy. Chaty Magoda i Bojkowska znajdują się na wysokości 700 m n.p.m. i goszczą przybyszów w pokojach z łazienkami i na tarasach z widokiem za milion dolarów. Jednak w znacznie niższej cenie.
Źródło: Slowhop.com / WP
Chata nad Wisłokiem, Wisłok Wielki
Podobno słowo „magiczne” mocno się zdewaluowało, ale idziemy pod prąd, bo rzeczywiście chyża (łemkowska chata) na skraju Bieszczadów i Beskidu Niskiego zrobiła na nas wrażenie. Gospodarze rzecz jasna z importu, więc w Bieszczadach całkowicie zakochani. Dla gości przygotowali trzy pokoje z łazienkami i kuchnię, o której śpiewają ptaki o poranku.
Chata nad Wisłokiem to idealny pomysł na wyjazd z przyjaciółmi lub rodzinami, choć kameralność chaty sprzyja nowym znajomościom - na przykład podczas długich kolacje przy wspólnym stole. Każdy pokój z przepięknym widokiem!
Źródło: Slowhop.com / WP
Hobbitówa, Krzywcza
Shire prawie w Bieszczadach. Bogdan Pękalski przenosi gości tam, gdzie sam chciałby się znaleźć, choć zdecydowanie nie jest małym ludzikiem, mieszkającym w jamce. Dlatego Hobbitówa jest przystosowana dla istot ludzkich o znormalizowanym wzroście. Zmieszczą się tam cztery osoby plus dwójka dzieci, ale dobrze jest zadzwonić do właściciela i dopytać.
Hobbitówa leży jakieś 90 km od Bieszczadów, jest więc na szlaku. Warto wpaść, żeby zobaczyć zrealizowany sen.
Źródło: Slowhop.com / WP
Chata Wędrowca, Wetlina
Legenda Bieszczadów, restauracja z pokojami gościnnymi. Stworzona przez Ewę i Roberta Chata Wędrowca jest regularną marką chronioną znakiem handlowym, a ich "Naleśnik Gigant" został Bieszczadzkim Produktem Regionalnym. Jeśli dodamy do tego fakt, że już trzy razy uhonorowano Chatę czapką Gault & Millau, najważniejszą po Michellinie nagrodą kulinarną, to w ogóle (nomen omen) czapki z głów.
Chata działa tylko przez 6 miesięcy w roku, wraca w maju i wtedy też można zatrzymać się w jednym z pięciu pokoi. Warto, choćby tylko dla kawy z oszałamiającym widokiem albo naleśników z oszałamiającym widokiem, albo tego, co akurat podają (oczywiście z oszałamiającym widokiem).
Źródło: Slowhop.com / WP
Gęsi Zakręt
Chata, o której wszyscy goście mówią wyłącznie dobrze. Właściciele, Ania i Paweł, to gospodarze jak się patrzy! Nie dość, że stworzyli miejsce, w którym każdy czuje się znakomicie, to naprawdę pilnują, żeby pobyt w Gęsim Zakręcie stanowił cudowne doświadczenie. Jest więc wielka przestrzeń, plac zabaw i tipi dla dzieci, malowniczy strumyk z ławeczką, domek z grillem, masaże, możliwość uprawiania sportów ekstremalnych. Do tego pływalnia w zasięgu 10 minut, niedaleki wyciąg narciarski, a nawet psie zaprzęgi.
Gęsi Zakręt to rodzinny biznes z pasją. Plus kuchnia, o której szepcze się na połoninach.
Źródło: Slowhop.com / WP
Miętowa Dolina, Roztoki Dolne
W miejscowości Roztoki Dolne, w dolinie górskiego potoku, na terenie Parku Krajobrazowego Cieśnińsko-Wetlińskiego stoi sobie zacna chata na wsi. Na wsi, jak to na wsi: można kupić świeże jaja od prawdziwej wolno-hasającej kury, zjeść jeszcze ciepły ser, zobaczyć jak się doi kozę. A chata jest naprawdę komfortowa, zmieści się w niej osiem osób oraz kucharz.
Jeśli macie dzieci, koniecznie zabierzcie je do Miętowej Doliny. Gospodarze znają się na maluchach, bo oprócz wykorzystania ogromnego wybiegu, zadbali o to, co przyda się rodzinom.
Źródło: Slowhop.com / WP
Wilcza Jama, Smolnik
Do znanej miłośnikom dań z dziczyzny karczmy przytuliły się domki z bali. Parter każdego z nich sprawia, że dwóm osobom jest tu miło i przytulnie. Łóżko we wnęce i kamienny kominek. Więcej chyba nie trzeba. Na górze jest bardziej rodzinnie, zmieści się swobodnie cała rodzina. Zarówno na parter, jak i pierwsze piętro prowadzą osobne wejścia, obie części mają też osobne łazienki.
Dobra knajpa z dziczyzną to skarb, a tu mamy prawdziwą bieszczadzką karczmę z solidnym, dzikim mięchem. Potem można się zaszyć w izbie, pogapić się w ogień i nie robić nic albo skorzystać z tego, co proponują gospodarze. Możliwości jest sporo - od jogi i zajęć przyrodniczo-edukacyjnych dla dzieci, po off-road, narty i kuligi.
Źródło: Slowhop.com / WP
Przystanek Cisna, Cisna
Dwa drewniane domy przeniesione przez właścicieli tak, by spoglądały na górę Hon, otoczone bieszczadzkimi łąkami, na skraju Cisnej. Urocze, bardzo przytulne pokoje, duży pokój dzienny z tarasem i kominkiem, a do tego kamienny kominek w piwnicy, gdzie gra się w bilard i godzinami rozmawia. Plus gospodyni zakochana w kuchni wege.
Przystanek Cisna to miejsce dla miłośników dobrej, wegetariańskiej kuchni, świętego spokoju i pięknego widoku. Jeśli zastanawiacie się, co wegetarianin może wiedzieć o gotowaniu, zdecydowanie powinniście tu wpaść.
Źródło: Slowhop.com / WP
Smolnikowe Klimaty, Smolnik
Tak wygląda historia o dziewczynie, która chciała mieć hamak. Tak się realizuje marzenie o domku na kurzej łapce. Paulina i Przemek postawili wszystko na jedną kartę i proszę bardzo - mieszkają w stuletniej, łemkowskiej chyży, pachnącej jodłą i goszczą tam wędrowców. Goście zamieszkują pięć klimatycznych sypialni i piją kawę na huśtawkach.
Gospodyni pewnie nie będzie miała pretensji, jeśli opiszemy Smolnikowe Klimaty jako głęboką wiochę, gdzie powietrze zawsze jest czyste, ludzie szczęśliwi, a właściciele mają pełne ręce fajnej roboty. Sama chata ma wszystko, co trzeba, łącznie z hulającym internetem. Celowo nie ma telewizora, więc wieczory spędza się jak drzewiej bywało - na wspólnym biesiadowaniu i opowieściach.
Źródło: Slowhop.com / WP