Alexander Piegza zdobywa kolejne szczyty. Mont Blanc już za nim

Ma zaledwie 11 lat, a bez większego wysiłku podejmuje się wyzwań, którym nie sprostałby niejeden dorosły. W sierpniu chłopiec w asyście swojego taty zdobył szczyt Mont Blanc, stając się jednocześnie najmłodszym polskim zdobywcą Dachu Europy. Teraz chce zjechać z niego na nartach.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Alexander jest najmłodszym chłopcem w Polsce, który zdobył Mont Blanc
Alexander jest najmłodszym chłopcem w Polsce, który zdobył Mont Blanc (Przemysław Piegza)
WP

Brzmi to całkiem nieprawdopodobnie, tym bardziej, że chłopiec pokonuje trasę z wysokości 2370 m na 4810 m i ponownie na 2370 m w zaledwie 15 godzin. To osiągnięcie czyni go również najmłodszym człowiekiem na świecie, który pokonał tę trasę w tak krótkim czasie. O szczegółach wyprawy rozmawiamy z jego tatą, który zapewnił mu doskonałą opiekę w drodze na szczyt.

Monika Sikorska: Kiedy ostatnio rozmawialiśmy był maj. Alexander był wówczas najmłodszym polskim skialpinistą, który zjechał na nartach z Rysów. Waszym kolejnym górskim celem było zdobycie Mont Blanc i Matterhorn. Minęło pół roku, i co? I udało się. Alexander jest najmłodszym polskim zdobywcą Mont Blanc.

Przemysław Piegza: No prawie. Oba te szczyty mieliśmy w planach, ale niestety ze względu na niespodziewanie zaistniałe okoliczności musieliśmy skrócić wyjazd i pilnie wracać do domu.

WP

Czyli ile trwała cała wyprawa?

W Chamonix byliśmy łącznie 5 dni – od 24 do 28 sierpnia. Na Mont Blanc weszliśmy 27 sierpnia. Dzień przed wejściem na szczyt (4810 m) w ramach treningu weszliśmy najpierw na wysokość 3300 m. Dopiero kolejnego dnia, bardzo wczesnym rankiem wyruszyliśmy bezpośrednio na szczyt. Jeszcze tego samego dnia byliśmy z powrotem na dole.

WP

Jak wyglądały przygotowania do wejścia?

Przede wszystkim trafiliśmy na świetną pogodę. Dwa dni chodziliśmy po górach w ramach rozgrzewki, a trzeciego dnia postanowiliśmy spróbować wejść na szczyt. Wchodziliśmy "na lekko", bez ciężkiego sprzętu. Startowaliśmy z Orlego Gniazda na wysokości 2370 m, gdzie dojeżdża się specjalną kolejką zębatą. Można oczywiście dojść tam na pieszo, ale zajęłoby to cały dzień, więc warto po prostu zaoszczędzić ten czas. Stamtąd ruszyliśmy na wysokość 4810 m. Zazwyczaj jednak zdobywcy tego szczytu rozkładają czas wyprawy na 3 dni. Wjeżdżają, albo wchodzą na 2370 m, następnego dnia wchodzą na wysokość 3300 lub 3800 m, tam znów zostają i kolejnego dnia dopiero zdobywają szczyt. Mało kto wchodzi i schodzi jednego dnia. My zrobiliśmy to w 15 godzin.

WP

Kosztowało was to dużo wysiłku?

No właśnie nie! [śmiech] Sam jestem zdziwiony. Ale to chyba dzięki zasadzie "fast and light”, którą wyznaję. Kiedy ma się mało na plecach wydolność jest znacznie większa. Nie przygotowywaliśmy się tak naprawdę do wejścia na Blanc. Od maja byliśmy w Tatrach tylko raz. Sporo jednak jeździliśmy rowerami, żeby zwiększyć wydajność. Dziennie pokonywaliśmy ok. 20 km w górę, by zwiększyć wydolność organizmu w sytuacji zwiększonego zapotrzebowania na tlen.

Idąc na górę mieliście poczucie, że chcecie pobić jakiś rekord?

Ten rekord jest skutkiem ubocznym naszej przygody. Prawda jest taka, że wejście i zejście zaplanowaliśmy na dwa dni. Nie byliśmy pewni aklimatyzacji. Alexander był dwa lata temu na 4 tys. m, więc jego organizm zapamiętał tę wysokość. Jednak ze względu na jego młody wiek, chcieliśmy wcześniej wjechać kolejką na Aiguille du Midi na wysokość 3842 m i spędzić tam jeden dzień, żeby mieć pewność aklimatyzacji. Niestety, w dniu kiedy chcieliśmy kupić bilety kolejka zepsuła się na kolejne dwa miesiące. Z tego względu postanowiliśmy pokonać tę trasę w ciągu jednego dnia.

WP

Jak Alex czuje się z tym, że jest najmłodszym Polakiem, który wszedł na Mont Blanc?

Jest dumny i szczęśliwy. To było jego największe marzenie, planował je od 3 lat. Mieliśmy obaj moment wzruszenia na szczycie i trochę sobie popłakaliśmy ze szczęścia. Poza tym Alex jest niesamowicie świadomy tego, co się dzieje, więc tak, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, czego właśnie dokonał.

Przemysław Piegza
Podziel się
WP

Kiedy patrzę na jego wyraz twarzy, to mam wrażenie, że w ogóle go to nie rusza. Rzeczywiście tak jest?

Tak, masz rację. Alexander powiedział nawet, że trochę go ta góra rozczarowała. "Tak łatwo weszliśmy i tak szybko zeszliśmy”. Spodziewał się chyba, że trochę trudniej nam to wszystko przyjdzie. Chociaż trasa przez Filar Gutiera nie jest wcale taka prosta. Jest technicznie łatwa, ale tak naprawdę bardzo niebezpieczna. Filar Gutiera to ściana skalna o wysokości prawie 800 m i tam jest tzw. Grand Couloir – wielki żleb, w którym co 5 minut lecą lawiny kamienne. Ten żleb ma długość 50 m i trzeba go przejść w poprzek. Ma się na to jakieś 30 sekund. Co roku wiele osób ginie w drodze na Mont Blanc i ogromny procent tych ludzi traci życie próbując przejść właśnie przez Grand Couloir.

Są na tej trasie szczególnie niebezpieczne odcinki?

Jest jeszcze grań Mont Blanc, która jest ostra jak żyletka. Co prawda nie sprawia żadnej trudności technicznej, ale za to jest bardzo ekspozycyjna. Z jednej i z drugiej strony jest przepaść. Grań na kilku odcinkach ma szerokość ok. 30 cm, więc jeśli ktoś idzie bez zabezpieczenia i potknie się albo omsknie mu się noga, no to wiadomo co się stanie.

Skoro Mont Blanc poszło wam tak łatwo, to co będzie następne? Himalaje?

Nie. Teraz Alexander chce zjechać stamtąd na nartach. Akurat jak byliśmy na górze spadł świeży śnieg i strasznie żałowaliśmy, że nie mamy ze sobą nart. No ale niestety, musielibyśmy nieść całą drogę ciężki sprzęt, żeby zjechać tylko do połowy góry, bo latem śnieg leży tylko na określonej wysokości. Wtedy nasze wejście nie trwałoby 15 godzin, tylko o wiele dłużej. Zjazd na nartach planujemy na maj.

To kiedy zdobywacie Mont Everest?

Everest to jest już naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Zdobycie szczytu świata jest oczywiście marzeniem Alexandra i często o nim opowiada. Ale myślę, że to jeszcze nie czas. Myślę, że będziemy gotowi za jakieś 10/15 lat, bo Alex musi zdobyć jeszcze trochę doświadczenia. Pamiętajmy, że nie liczy się wysokość, tylko stopień trudności drogi, która prowadzi na szczyt. A droga na Everest jest troszkę trudniejsza... Poza tym, pozostaje jeszcze kwestia finansowa. Wyprawa w Himalaje nie należy do najtańszych, więc póki co pozostaje w strefie odległych planów.

Więcej zdjęć z wyprawy można zobaczyć tutaj.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Polacy wolą Alpy od Egiptu

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP