Trwa ładowanie...

Imigranci w europejskim raju - jak wygląda rzeczywistość

Uciekają ze swoich ojczyzn przez wojnę, zbrodniczy reżim, łamanie praw człowieka, a czasem ze względów ekonomicznych. Wśród tegorocznych imigrantów znajdują się uchodźcy z Syrii, Erytrei, Afganistanu czy Somalii, a także imigranci ekonomiczni z krajów afrykańskich. Szukają bezpieczeństwa i lepszego miejsca do życia. Jednak pojawienie się ich w dużej liczbie, skupionych w zaledwie kilku miejscach Europy, staje się problemem nie tylko dla władz, ale przede wszystkim dla mieszkańców oraz turystów. Czy ostatnia fala imigracji zagraża takim turystycznym kierunkom jak greckie wyspy, Lampedusa, Chorwacja czy Węgry?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Imigranci w europejskim raju - jak wygląda rzeczywistość
(LOUISA GOULIAMAKI / AFP)

Frontex, czyli Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Zewnętrznych Granicach Państw Członkowskich Unii Europejskiej, podała 15 września, że w tym roku zewnętrzne granice UE przekroczyło ponad 500 tys. migrantów. Tylko w sierpniu przybyło 156 tys. osób i był to piąty z rzędu miesiąc, gdy liczba przybyszów okazała się rekordowo wysoka. Większość z imigrantów, którzy docierają do Grecji, na wyspy położone blisko Turcji, takie jak Kos czy Lesbos oraz na Węgry czy do Chorwacji, to uciekinierzy z Bliskiego Wschodu, głównie z Syrii. Natomiast ci, którzy przez Morze Śródziemne uciekają z Libii do Włoch, lądując głównie na plażach Lampedusy, to w większości nielegalni imigranci ekonomiczni.

Grecki raj na drodze do Europy
Kos, grecka wyspa na Morzu Egejskim, do niedawna stanowiła wakacyjny raj, który przyciągał tłumy turystów. Polacy także latali tu chętnie, zarówno z biurami podróży, jak i na własną rękę - tanimi liniami. Jednak miejsce to od kilku miesięcy zmaga się z problemem imigrantów. Pierwsze doniesienia o problemach z imigrantami odnotowaliśmy w maju. W połowie sierpnia sytuacja stała się dramatyczna. Burmistrz Jorgos Kiritsis ostrzegał nawet, że może polać się krew. Na wyspie przebywało wtedy około 7 tysięcy nielegalnych imigrantów. Jednak według informacji uzyskanych z Greckiej Organizacji Turystycznej, pojawienie się ich na Kosie nie wpłynęło na liczbę odwiedzających tak, jak można się tego było spodziewać. Do końca sierpnia 2015 r. przyjechało jedynie o 2,1 proc. mniej turystów niż w tym samym okresie w roku poprzednim.

Również internetowe komentarze osób wyjeżdżających przez cały sezon na Kos są zaskakująco pozytywne. - Są uchodźcy przybywający z Kos do Tigaki, ale musisz wstać bardzo wcześnie, żeby ich zobaczyć – pisał jeden z użytkowników serwisu TripAdvisor. – Większość z nich zostaje blisko plaży i mariny mieście Kos. Czy czułem się zagrożony? Nie – odpowiada. To tylko jeden z wielu przykładów.

Slot

Polacy również nie zareagowali paniką na pojawianie się dużej liczby imigrantów na greckich wyspach. Sprawdziliśmy, jakie jest nastawienie naszych rodaków w tej chwili. – Biorąc pod uwagę rezerwacje dokonane od początku września, to Kos jest za Kretą i Rodos, trzecim *najpopularniejszym kierunkiem w Grecji *– mówi Wirtualnej Polsce Klaudyna Mortka z portalu Wakacje.pl. - Wzrost liczby rezerwacji na Kos, w porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku, jest na poziomie 85 proc. - dodaje.

Polskie MSZ nie wystosowało żadnych ostrzeżeń odnośnie podróży na greckie wyspy. Również brytyjskie Foreign Office informuje swoich obywateli, że „brytyjska ambasada przygląda się sytuacji i według bieżących informacji nie ma żadnych raportów o zagrożeniu dla obywateli Wielkiej Brytanii.”

Za chlebem przez najpiękniejszą plażę Europy
Pierwszym lądem na drodze z Afryki, przez Libię, do Europy jest natomiast włoska wyspa Lampedusa. Położona między Maltą a Tunezją, zaledwie 100 km od wybrzeży Afryki, stała się celem imigrantów z Czarnego Lądu. Ten skrawek ziemi o wymiarach 3 na 9 km stał się turystycznym hitem, znajduje się tu m.in. najpiękniejsza plaża w Europie. Jednak od 2011 roku przedstawiciele branży turystycznej zaczęli odnotowywać spadek liczby przyjezdnych, spowodowany obecnością dużej liczby imigrantów z Afryki. Na wyspie zbudowano dla nich ośrodek, ale nie jest on w stanie spełnić swojej roli. Jest w nim miejsce dla 800 osób, a według szacunkowych danych na Lampedusie znajduje się jednorazowo około 3 tys. osób. Władze organizują im transport na stały ląd, po czym przypływają kolejni. Wybierając się na tę wyspę wciąż nie można więc liczyć na sielankowy wypoczynek. Nasz pobyt może być zakłócony widokiem tłumów przybyszów z
Afryki, którzy nierzadko śpią na plaży, żebrzą, a nawet dopuszczają się kradzieży.

Węgierska walka o spokój i bezpieczeństwo

- Węgry wciąż są bezpiecznym kierunkiem. Taki jest prawdziwy obraz naszego kraju – zapewnił Tama Glazer, prezes Węgierskiej Organizacji Turystycznej, na konferencji prasowej, która odbyła się 11 września w Budapeszcie. – Atrakcje turystyczne są położone z dala od szlaków, którymi poruszają się imigranci. Na całych Węgrzech nie doszło do żadnych incydentów z udziałem turystów - dodał. Głównym przesłaniem przedstawicieli branży turystycznej było, aby odczarować zły obraz kraju prezentowany w międzynarodowych mediach. Również węgierski MSZ, w oświadczeniu z 10 września, zapewnia, że „na terenie Węgier bezpieczeństwo osób oraz własności pozostaje na tym samym wysokim poziomie, co w latach ubiegłych. (…) obecność uchodźców na terenie Węgier nie ma żadnego wpływu na życie codzienne obywateli kraju i przebywających w nim turystów.”

Slot

Jak udało się potwierdzić Wirtualnej Polsce, w samolotach z Polski do Budapesztu *wciąż jest zapełniona większość miejsc. - *Nasi rodacy jadą bez obaw zwiedzać Budapeszt, wypoczywać w ciepłych źródłach czy na winobranie do Egeru – mówi nam Bożena Hirling z Narodowego Przedstawicielstwa Turystyki Węgierskiej, która właśnie wróciła z kraju Madziarów. - Na szczęście uchodźcy koczują w Budapeszcie na dworcu Keleti, a w tamtej okolicy nie ma dużo ważnych zabytków, więc standardowe trasy turystyczne omijają ten teren. Kiedyś (lata 70. i 80. XX w. – przyp. red.) przyjeżdżali na Keleti pociągiem, w czasach handlu, teraz większość przyjeżdża własnym autem - dodaje.

Węgry w ostatnich miesiącach stały się głównym krajem tranzytowym dla uchodźców i imigrantów usiłujących dotrzeć do Europy Zachodniej drogą lądową. Od początku roku liczba nielegalnych przypadków przekroczenia granicy węgierskiej wyniosła ponad 200 tysięcy. Od 15 września weszły w życie nowe przepisy, według których za próbę nielegalnego przedostania się do kraju Madziarów grozi kara. W pierwszym dniu ich obowiązywania przekroczyło granicę 367 imigrantów - poinformowała w środę policja węgierska. Na początku września na budapesztańskim dworcu Keleti zebrały się tysiące ludzi, którzy czekali na pociągi jadące na Zachód. Jednak połączenia międzynarodowe na Keleti zostały wstrzymane, a stacja na jakiś czas zamknięta. 11 września większość imigrantów opuściła dworzec i ruszyła pieszo w kierunku Wiednia.

Chorwacja też jest w UE

Po zamknięciu granicy serbsko-węgierskiej część przebywających na terenie Serbii imigrantów swoje kroki może skierować do Chorwacji. 16 września Reuters poinformował o około 100 osobach zmierzających pieszo w kierunku granicy. Większość migrantów, którzy nad ranem dotarli na dworzec w Szidzie to Syryjczycy i Afgańczycy - podała AFP. Cytowany przez agencję 35-letni Amadou powiedział: "Słyszeliśmy, że wjazd na Węgry jest zamknięty, policja powiedziała nam, że mamy przyjechać tutaj". Tak jak inni migranci, którzy przybyli w tym czasie, Amadou nie słyszał wcześniej o Chorwacji i nie wiedział, że kraj ten należy do Unii Europejskiej - odnotowuje francuska agencja. Można więc podejrzewać, że kolejnym dworcem, z którego uchodźcy będą chcieli dostać się dalej na północ Europy będzie ten w Zagrzebiu. Turystyczne miejsca w Chorwacji nie powinny być jednak narażone na pojawienie się przybyszów z Syrii czy Afganistanu. Są one położone na zachodzie kraju i na wyspach – główny szlak imigrantów będzie prawdopodobnie
prowadził przez stolicę kraju na północ do granicy ze Słowenią.

Urszula Drukort-Matiaszuk/ik

Slot

Zobacz także: Polacy po zamachach w Tunezji:

Slot

Podziel się opinią

Share


Slot