Trwa ładowanie...
d3mmhwv

Łódź - polskie miasto, które zmienia się na naszych oczach

Kiedyś tu była fabryka. Ulicą Czerwoną od dawna nie spływa już barwnik, kominy od lat nie wypluwają kłębów dymu, a mimo to kolor cegły jest żywszy niż kiedykolwiek. Wystarczyło dopuścić do głosu kreatywność.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Łódź - polskie miasto, które zmienia się na naszych oczach
(whitelook - Shutterstock)
d3mmhwv

Wyssała życie z Piotrkowskiej. Łodzianie to odczuli. Ale czy jest żal? Nie widać go wśród dzieciaków przesiadujących na wielkich żółtych literach. Para na ławce obok fontanny też nie wygląda na niezadowoloną. Ani rodzina stołująca się dziś po meksykańsku. Manufaktura szybko stała się *nowym centrum Łodzi *– rynkiem, którego mieszkańcom brakowało.

Przeszczep serca miasta

Z zewnątrz sprawia wrażenie fortecy. Nieotynkowane mury pysznią się intensywną barwą rudej cegły. Na ich tle sąsiadujące kamienice są wręcz niewidoczne. Masywna brama od strony ulicy Ogrodowej z zamontowanym w jej szczycie zegarem potęguje wrażenie twierdzy. Nie tak dawno prowadziła do imperium jednego z trzech łódzkich królów bawełny, Izraela Poznańskiego. Dziś w powietrzu nie unosi się już pył, a w uszach nie dudni echo pracujących warsztatów tkackich. Dziś brama prowadzi do centrum rozrywkowo-kulturalnego – jednego z większych w Europie. Manufaktura nie jest zwyczajną galerią handlową w niezwyczajnym opakowaniu. Owszem, można tu zrobić zakupy, ale przede wszystkim można się tu spotkać. Usiąść na rynku na ławce i napić się kawy. Wieczorem skoczyć do kina, a potem na piwo. Pograć w kręgle i wytańczyć się w klubie. Latem pograć w siatkówkę plażową, a zimą pojeździć na łyżwach. W pochmurne lub zbyt upalne dni *Muzeum Fabryki *da schronienie i przybliży historię zakładów Poznańskiego, a Ms2 wprowadzi
w świat sztuki XX i XXI w. Manufaktura w krótkim czasie przekształciła się w wizytówkę miasta, a mieszkańcy zyskali długo wyczekiwany powód do dumy. Jednak po cichu, od podwórza Piotrkowska zaczęła upominać się o łodzian.

d3mmhwv

Łódź kreatywna

Kiedyś to miejsce było znane jako China Town. Z całą stanowczością zasługiwało na Czarną Kropę, czyli niechlubny tytuł przyznawany przez Grupę Pewnych Osób. Ta nieformalna grupa łódzkich aktywistów chciała, w ten sposób, zwrócić uwagę władz miasta na szczególnie zaniedbane miejsca. A teren dawnej fabryki Ramischa z pewnością do nich należał. – Kręciło się tu sporo podejrzanych typów, stało kilka bud z jedzeniem, można też było kupić pończochy czy staniki, takie mydło i powidło. A to wszystko brudziły chmary gołębi – wspomina Kamil Wasiak, rzecznik OFF Piotrkowskiej. Do tej pory trudno odciąć się kategorycznie od łaty China Town, ale na hasło „Piotrkowska 138/140” zapala się dziś zupełnie inna lampka skojarzeń. – Lubię przeprowadzać test taksówkowy. Kiedy na początku działalności mówiłem kierowcy: „Poproszę na OFF Piotrkowską”, rozkładał ręce. Teraz ta tendencja zaczyna się odwracać. Niektórzy taksówkarze nie wiedzą już, gdzie jest China Town – dodaje Kamil.

Pierwsze plany zagospodarowania przestrzeni przewidywały przemianę dawnej fabryki w luksusowe lofty, biurowce i hotel. Ale kryzys na rynku nieruchomości zmusił właścicieli do zmiany koncepcji. W tym czasie władze przyjęły dla Łodzi *strategię miasta przemysłów kreatywnych. Odkąd upadł przemysł włókienniczy, Łódź szuka nowej tożsamości. Główną przeszkodą na drodze ku lepszemu jest brak wiary mieszkańców w wartość swojego miasta oraz brak zaufania do nowych koncepcji. Wielokrotnie zapowiadano zmiany, ale zazwyczaj kończyło się na obietnicach. Nowa strategia Łodzi kreatywnej oparta jest przede wszystkim na potencjale i pomysłach młodych i twórczych łodzian. Nie kto inny stoi za *OFF Piotrkowską.

*138/140 *

d3mmhwv

Projekt wystartował oficjalnie zimą 2011 r., choć pełną parą ruszył dopiero na wiosnę. Nie była to wielka przestrzenna rewolucja, OFF nie wkroczył przecież na ziemię niczyją. Niektórzy rezydenci są obecni na tym terenie już ponad 20 lat. Na przykład niepozorny _ Football Pub . Lokal może nie jest do końca spójny z ideą OFF-a, ale nie należy go z tego względu przekreślać. Prowadzi go były piłkarz Widzewa i można spotkać tu wielu zagranicznych gości oraz gwiazdy sportu. Pub tak bardzo wrósł w krajobraz Łodzi, że usunięcie go byłoby ogromną krzywdą. Przez szacunek do tradycji ostały się też dwa bary orientalne, oblegane o każdej porze dnia i nocy. Nowe lokale udostępniane są głównie projektantom, artystom, architektom – wszystkim, którzy mają niepowtarzalny pomysł na biznes związany z kulturą i sztuką. Funkcjonuje też przestrzeń wspólna – _ Galeria OFF Piotrkowska _ – w której rezydenci i ludzie z zewnątrz organizują swoje imprezy, wystawy, koncerty i pokazy mody. Największy skarb skrywany jest jednak na
piętrze. Podczas gdy parter to głównie kawiarnie, puby i butiki, wyżej w pocie czoła tworzą młodzi kreatywni. Niewyróżniający się korytarz i szereg drzwi. Za każdymi inna pracownia. W
Indygo _ Dominika Karczewska pracuje nad ceramiką artystyczną. Kiedy sama akurat nie tworzy, uczy innych podczas warsztatów. W _ Oshi _ uwagę przyciągają designerskie meble i przedmioty codziennego użytku. Wzrok z przyjemnością ślizga się też po nowej kolekcji Agaty Wojtkiewicz, projektantki mody, która otworzyła tu swoje atelier. Każdy kolejny próg to kopalnia pomysłów i inspiracji. OFF budzi się przede wszystkim nocą. Choć tak naprawdę życie zaczyna się tu już przed siódmą rano, kiedy rozgrzewa się piec w restauracji _ Drukarnia _. Gdy zapach świeżego pieczywa łaskocze nozdrza i kusi podniebienie, do pracy powoli przystępują projektantki i krawcowe, podtrzymujące tradycje włókiennicze. Również pamięć o Ramischu, założycielu fabryki, na terenie której znajduje się dziś OFF, jest pielęgnowana. – Jesteśmy dumni z naszej
przeszłości – podkreśla Kamil Wasiak. – Niedawno w Drukarni była wystawa poświęcona fabryce. Odnaleźliśmy również na cmentarzu grób Ramischa i będziemy go odnawiać. Zajmiemy się też wieżą wodną, która góruje nad OFF-em. Zdobił ją kiedyś piękny miedziany hełm i planujemy w przeciągu kilku lat tę czapkę nałożyć z powrotem.

Od niedawna idei OFF-a skosztować można poniekąd w Warszawie, dzięki filii łódzkiego sklepu_ Pan tu nie stał _. Nazwa zaczepna, trochę bezczelna, bardzo sugestywna. Justyna Burzyńska i Maciek Lebiedowicz nie sprzedają jednak pamiątek po PRL-u. Ich produkty nawiązują do dawnej stylistyki. – Chodzi o pewne bodźce wizualne, o kod zrozumiały dla osób, które wychowały się w Polsce w konkretnym okresie – tłumaczy Justyna. Razem z Maćkiem lubią podkreślać, że pochodzą z Łodzi. Nawet cały asortyment ich sklepu produkowany jest w powiecie łódzkim. Na OFF-ie zdążyli się już zadomowić. – Projektantka, która do nas niedawno dołączyła, miała na górze pracownię. Poza tym współpracujemy z Rushem, który również działa na piętrze – opisuje atmosferę OFF-a Maciek. Konkurencja jest, ale raczej ta motywująca. Nikt nikomu świni nie podkłada. Lokale są na tyle oryginalne, że właściciele nie muszą bić się o gości. – Pewnie, że mogę śmiało pobiec do sąsiada pożyczyć szklankę cukru – podsumowuje krótko Liliana Filipiak, znana
niektórym z programu kulinarnego, właścicielka i szefowa kuchni w restauracji _ Lili _.

fot. Nivellen77 - Shutterstock

d3mmhwv

Otwarta enklawa

Przychodziłem tu jako dzieciak odwiedzać babcię, która całe życie pracowała w fabryce. To było miejsce, gdzie nocowało się u dziadków, gdzie szło się z nimi w niedzielę do parku Źródliska, żeby się tam niemiłosiernie nudzić – Michała Kędzierskiego, współzałożyciela sklepu_ Pociąg do Łodzi _, wiąże z Księżym Młynem znacznie więcej niż biznes. W XIX w. nawet imponujące zakłady Poznańskiego *nie mogły równać się z tymi Karola Scheiblera. Zespół fabryczno-pałacowo-mieszkalny, który już dwa stulecia temu rzucał na kolana wpływowych fabrykantów, dziś wpisuje się w poczet najciekawszych zabytków architektury przemysłowej świata. Same famuły powstały w 1875 r. To właśnie osiedle dla pracowników fabryki przechodzi obecnie najbardziej znaczącą metamorfozę. Jednakowe, dwukondygnacyjne domy odzyskują swój dawny żywy kolor. Zielone okiennice i drzwi pięknie kontrastują z nieotynkowaną cegłą. Dodatkowe zdobienia są zbędne. – Celem rewitalizacji nie jest stworzenie Disneylandu ani obrazka na pocztówkę. Przede
wszystkim ma to być przestrzeń, w której dobrze się żyje i mieszka – Michał wspomina między innymi pękające ściany mieszkania dziadków i podkreśla, że lokatorzy nie mogli czekać na zmiany ani chwili dłużej. Okolica stopniowo degradowała się społecznie, młodzi uciekali do lepszych warunków. Właściwie odkąd Scheibler uroczyście przeciął wstęgę dwa wieki temu, nikt nie dbał o to, by żyło się tu lepiej. Dziś, mimo wciąż obecnych na placu ciężkich maszyn i rozkopanych uliczek, można dostrzec, że oprócz funkcji mieszkalnej dzielnica powoli zyskuje nowy, artystyczny charakter. Przy ulicy Przędzalnianej pojawiły się pierwsze *
pracownie artystów
. Są to głównie lokalni twórcy, absolwenci łódzkich szkół, którym lokale przydzielane są w ramach konkursu. Od kwietnia do września, w ostatnią niedzielę miesiąca, Michał Kędzierski i Radomir Dziubich – maszynista i konduktor _ Pociągu do Łodzi _ – organizują na terenie osiedla kiermasze (w grudniu odbywa się dodatkowo jarmark świąteczny). Jako że jest to przestrzeń
publiczna, każdy ma prawo rozstawić swój kram. Dostać można absolutnie wszystko: odzież, ręcznie robioną biżuterię, zegarki, starocie, obrazy czy ikony. Kiedyś dostępne były nawet obudowy do laptopów wykonane z drewna. Ale nie chodzi tylko o zakupy. Podczas kiermaszu dzieci mogą wziąć udział w zajęciach plastycznych, a rodzice posłuchać muzyki na żywo. Amatorzy fotografii spacerują po okolicy z aparatami, pod okiem profesjonalistów, a łakomczuchy testują nowe przepisy podczas warsztatów kulinarnych. Sklepik Michała i Radomira ulokował się w maleńkim lokalu tuż przy głównej alejce osiedla. W ofercie dostępne są nie tylko drobiazgi, takie jak przypinki czy breloki, ale również książki na temat miasta. – Przede wszystkim miały to być przedmioty i wzory, które łodzianie rozumieją. Tak jak łódzkie kremówki. Kto dziś pamięta wygląd dawnych tablic z nazwami ulic? Albo zlikwidowany już neon z domu handlowego Central? Tu chodzi o skojarzenia i wspólne doświadczenia, na których możemy budować jakąś tożsamość –
podkreśla Michał.

A tę łodzianie powoli odzyskują. Że miasto się zmienia, bez trudu zauważy każdy, kto przyjedzie tu więcej niż raz. Ważniejsze jest jednak to, że *wizerunek Łodzi zmienia się w oczach samych mieszkańców. I to, że wreszcie naprawdę chcą tu żyć. *

Tekst: Karolina Tomas, www.podroze.pl

d3mmhwv

Podziel się opinią

Share
d3mmhwv
d3mmhwv