Nie taki Dracula straszny
Rumunia – w czasach, kiedy uszczęśliwiono nas realnym socjalizmem kojarzyła się z tzw. „wczasami pracowniczymi” w miejscowościach, które chciały udawać zachodnie kurorty, a dziś staje się celem coraz popularniejszych wędrówek po tamtejszych górach.
Rumunia – w czasach, kiedy uszczęśliwiono nas realnym socjalizmem kojarzyła się z tzw. „wczasami pracowniczymi” w miejscowościach, które chciały udawać zachodnie kurorty, a dziś staje się celem coraz popularniejszych wędrówek po tamtejszych górach.
Nie taki Dracula straszny
Braszow. Znowu to poczucie oblężonej twierdzy - „najlepiej ufortyfikowane miasto Transylwanii”, „ostatni bastion łacińskiej Europy” (skąd my to znamy?). Choć pierwotnie w obrębie murów mogli osiedlać się jedynie Sasi, to rozbudowujące się stale miasto wchłonęło z czasem wypchniętych poza ich obręb Rumunów.
Nie taki Dracula straszny
Ową dyskryminację widać i dziś – do niejednej cerkwi wchodzi się przez ciasną bramę, wciśniętą między … sklepy. W jednej z nich trafiłem na niespotykany u nas sposób spowiadania – najpierw grupka staruszek w czarnych chustkach pochylając głowy stworzyła przed ikonostasem wraz z popem zwarty krąg (coś, jak na meczu rugby), cicho wyszeptała modlitwę i rozpoczęto spowiadanie. Co ciekawe – obyło się bez konfesjonału, bo siedzący kapłan jedynie zarzucał na głowy klęczących przed nim kobiet szeroką stułę.
Nie taki Dracula straszny
Braszow także warto zobaczyć z góry i to niekoniecznie z oszpeconego wzgórza Tampa – gęsta plątanina czerwonych dachów (znajdująca się tu Ulica Sznurowa to jedna z najwęższych w Europie – 1,32 metra szerokości!) na każdym robi wrażenie. Do tego, rzecz jasna, gotycki „czarny kościół”, romański kościół św. Bartłomieja, baszty (Tkaczy, Kowali) i niezliczona ilość uroczych kamieniczek i zaułków.
Nie taki Dracula straszny
Przyznam, że każda wizyta w cerkwi to dla mnie mocne przeżycie. I szczerze powiedziawszy jednej, z prawdziwym oddaniem namalowanej (napisanej) ikony nie oddałbym za całą Kaplicę Sykstyńską, która jest dla mnie niczym więcej, jak tylko monstrualnych rozmiarów popisem rozbuchanego ego jej twórcy.
Nie taki Dracula straszny
Miasto powoli odzyskuje dawną świetność, którą zawdzięcza, podobnie, jak Sibiu, swojemu dogodnemu, handlowemu położeniu. A wszystko, o czym tu piszę to najświętsza prawda, bo inaczej zawaliłby się pode mną stojący w tym ostatnim tzw. „most kłamców”, który, co ciekawe, nie runął, kiedy przechodzili nim komunistyczni włodarze, co wydaje się być jedyną dla nich okolicznością łagodzącą.
Nie taki Dracula straszny
Starówkę, z dużym i małym rynkiem, jak i plątaninę odnowionych i rozlatujących się domów (praskich „złotych uliczek” mają tu na pęczki) znów najlepiej podziwiać z jakiejś wieży, najlepiej katedralnej. Jak wiele rumuńskich, nienapuszonych wsi, miast i miasteczek Sybin (to po naszemu) może za jakiś czas stać się prawdziwą kopalnią turystycznych pieniędzy, choć boję się, że podzieli los np. Ibizy czy niektórych naszych miast, które przybyszom z zza zachodnich granic kojarzą się jedynie z weekendowymi wypadami do nocnych knajp (w dzień śpią).
Nie taki Dracula straszny
Na deser pojechałem do Horze. Tamtejsze malowane cerkwie i monastyry rzuciły mnie od razu na kolana! I choć wiele z ich ścian jest dziś otoczonych drewnianymi rusztowaniami, z których cierpliwi konserwatorzy starają się przywracać freskom ich dawny blask, to do podziwiania są tu niezliczone metry kwadratowe ścian, zamalowanych do każdego wolego centymetra.