LudzieNie taki Dracula straszny

Nie taki Dracula straszny

Nie taki Dracula straszny

Rumunia – w czasach, kiedy uszczęśliwiono nas realnym socjalizmem kojarzyła się z tzw. „wczasami pracowniczymi” w miejscowościach, które chciały udawać zachodnie kurorty, a dziś staje się celem coraz popularniejszych wędrówek po tamtejszych górach.

Rumunia – w czasach, kiedy uszczęśliwiono nas realnym socjalizmem kojarzyła się z tzw. „wczasami pracowniczymi” w miejscowościach, które chciały udawać zachodnie kurorty, a dziś staje się celem coraz popularniejszych wędrówek po tamtejszych górach.

1 / 7

Nie taki Dracula straszny

Obraz
© Marek Pindral/Globtroter

Braszow. Znowu to poczucie oblężonej twierdzy - „najlepiej ufortyfikowane miasto Transylwanii”, „ostatni bastion łacińskiej Europy” (skąd my to znamy?). Choć pierwotnie w obrębie murów mogli osiedlać się jedynie Sasi, to rozbudowujące się stale miasto wchłonęło z czasem wypchniętych poza ich obręb Rumunów.

2 / 7

Nie taki Dracula straszny

Obraz
© Marek Pindral/Globtroter

Ową dyskryminację widać i dziś – do niejednej cerkwi wchodzi się przez ciasną bramę, wciśniętą między … sklepy. W jednej z nich trafiłem na niespotykany u nas sposób spowiadania – najpierw grupka staruszek w czarnych chustkach pochylając głowy stworzyła przed ikonostasem wraz z popem zwarty krąg (coś, jak na meczu rugby), cicho wyszeptała modlitwę i rozpoczęto spowiadanie. Co ciekawe – obyło się bez konfesjonału, bo siedzący kapłan jedynie zarzucał na głowy klęczących przed nim kobiet szeroką stułę.

3 / 7

Nie taki Dracula straszny

Obraz
© Marek Pindral/Globtroter

Braszow także warto zobaczyć z góry i to niekoniecznie z oszpeconego wzgórza Tampa – gęsta plątanina czerwonych dachów (znajdująca się tu Ulica Sznurowa to jedna z najwęższych w Europie – 1,32 metra szerokości!) na każdym robi wrażenie. Do tego, rzecz jasna, gotycki „czarny kościół”, romański kościół św. Bartłomieja, baszty (Tkaczy, Kowali) i niezliczona ilość uroczych kamieniczek i zaułków.

4 / 7

Nie taki Dracula straszny

Obraz
© Marek Pindral/Globtroter

Przyznam, że każda wizyta w cerkwi to dla mnie mocne przeżycie. I szczerze powiedziawszy jednej, z prawdziwym oddaniem namalowanej (napisanej) ikony nie oddałbym za całą Kaplicę Sykstyńską, która jest dla mnie niczym więcej, jak tylko monstrualnych rozmiarów popisem rozbuchanego ego jej twórcy.

5 / 7

Nie taki Dracula straszny

Obraz
© Marek Pindral/Globtroter

Miasto powoli odzyskuje dawną świetność, którą zawdzięcza, podobnie, jak Sibiu, swojemu dogodnemu, handlowemu położeniu. A wszystko, o czym tu piszę to najświętsza prawda, bo inaczej zawaliłby się pode mną stojący w tym ostatnim tzw. „most kłamców”, który, co ciekawe, nie runął, kiedy przechodzili nim komunistyczni włodarze, co wydaje się być jedyną dla nich okolicznością łagodzącą.

6 / 7

Nie taki Dracula straszny

Obraz
© Marek Pindral/Globtroter

Starówkę, z dużym i małym rynkiem, jak i plątaninę odnowionych i rozlatujących się domów (praskich „złotych uliczek” mają tu na pęczki) znów najlepiej podziwiać z jakiejś wieży, najlepiej katedralnej. Jak wiele rumuńskich, nienapuszonych wsi, miast i miasteczek Sybin (to po naszemu) może za jakiś czas stać się prawdziwą kopalnią turystycznych pieniędzy, choć boję się, że podzieli los np. Ibizy czy niektórych naszych miast, które przybyszom z zza zachodnich granic kojarzą się jedynie z weekendowymi wypadami do nocnych knajp (w dzień śpią).

7 / 7

Nie taki Dracula straszny

Obraz
© Marek Pindral/Globtroter

Na deser pojechałem do Horze. Tamtejsze malowane cerkwie i monastyry rzuciły mnie od razu na kolana! I choć wiele z ich ścian jest dziś otoczonych drewnianymi rusztowaniami, z których cierpliwi konserwatorzy starają się przywracać freskom ich dawny blask, to do podziwiania są tu niezliczone metry kwadratowe ścian, zamalowanych do każdego wolego centymetra.

ludzieaktywniegóry

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (0)