Qaqwqwrqw

Połczyński fenomen długowieczności. Jak żyć, aby przekroczyć setkę

– Moja mama kochana ma 100 lat i wciąż jest samodzielna. Tylko łóżko za nią ścielę. Śmieje się, że Pan Bóg odłożył ją na półkę i o niej zapomniał – żartuje Jolanta Makowska, córka Anny Lehmann, stulatki, która mieszka w Połczynie-Zdroju. Informację o nietypowej miejscowości w Polsce, w której mieszka rekordowa liczba stulatków, dostaliśmy przez platformę #dziejesie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jolanta Makowska z mamą Anną Lehmann
Jolanta Makowska z mamą Anną Lehmann (Archiwum prywatne / Jolanta Makowska)
Qaqwqwrqw

– Mój tata nawet gdy szedł, to biegł. Nie potrafił zwyczajnie iść, zawsze biegiem, byle szybciej, byle do przodu. Teraz pójdzie sobie na podwórko, usiądzie na ławeczce pomiędzy kobietkami, poopowiada im bajeczki i wraca szczęśliwy. Zawsze był towarzyski i lubił ludzi – mówi Elżbieta Mikołajewska, córka 94-letniego Wacława Mikołajewskiego, który również mieszka w tym uzdrowiskowym miasteczku.

Wieść niesie, a nawet świadczą o tym statystyki, że w Połczynie-Zdroju, urokliwym uzdrowisku, naliczono aż 113 stulatków. Gdy dodamy 90-latków, to liczba wzrasta aż do 143 osób. W większości pozostałych gmin województwa w tej grupie wiekowej żyje z reguły 20, 30 osób. Poprzez formularz dziejesie poinformował nas o tym fenomenie czytelnik, pisząc, że "w Połczynie-Zdroju istnieje pierwiastek długowieczności! Tajemniczy czynnik środowiskowy powoduje, że w tej miejscowości dożycie stu lat jest kilkaset procent bardziej prawdopodobne niż gdzie indziej".

Zobacz też: 15 lat Polski w UE. WP jedzie w Europę

Qaqwqwrqw

Co to za pierwiastek? I czy można dostać receptę na długie, szczęśliwe życie? Postanowiliśmy to sprawdzić.

Jednak zacznijmy od początku. Połczyn-Zdrój położony jest na Pomorzu Zachodnim, pośród lasów i jezior Drawskiego Parku Krajobrazowego, nad rzeką Wogrą. Znane jest przede wszystkim jako uzdrowisko. Pierwsze źródła leczniczej wody odkryte zostały tam w 1688 roku. Według legendy właściwości wód mineralnych i borowiny odkrył chory na reumatyzm sukiennik, który obmył się w wodzie wypływającej z miejscowego źródła, po czym włożył nogę w błoto. Już następnego dnia miał wyzdrowieć.

Facebook.com / Połczyn-Zdrój
Podziel się
Qaqwqwrqw

Połczyn-Zdrój choć jest miejscowością niewielkich rozmiarów, w której żyje ok. 8 tys. mieszkańców, umiejętnie korzysta z zasobów naturalnych. Tym bardziej, że ma z czego. Na terenie kurortu znajdują się złoża torfu leczniczego – borowiny, wód leczniczych: chlorkowo-sodowych czy jodkowych. Ostatnia kontrola polskich uzdrowisk dokonana przez NIK wyróżniła uzdrowiska w Połczynie-Zdroju, Kołobrzegu i Kamieniu Pomorskim. Uznała je jako jedyne w kraju, które wykorzystują naturalne surowce lecznicze pochodzące wyłącznie z obszaru własnych miejscowości kuracyjnych.

Prawie jak japońska wyspa

Z długowieczności słynie Japonia. Na wyspie Okinawa żyje najwięcej osób, które przekroczyły 100 lat. Najstarsza kobieta Kane Takana z miasta Fukuoka ma 116 lat. Czyżby w Polsce było podobne miejsce, będące konkurencją dla Kraju Kwitnącej Wiśni? I jak odkryto to zjawisko?

Qaqwqwrqw

– W lutym analizowaliśmy informacje związane z opieką społeczną. Naszą szczególną uwagę zwróciły dane demograficzne – mówi w rozmowie z WP Jacek Brzozowski, sekretarz gminy Połczyn-Zdrój oraz rzecznik prasowy burmistrza. – Połczyn jest pod tym względem naprawdę wyjątkowy. Wystarczy spojrzeć na mapę. Widać od razu, że nasz rejon należy do najczystszych.

Przez cały marzec w dziale ewidencji ludności zbierano dane z gmin województwa zachodniopomorskiego do 15 tys. mieszkańców, czyli podobnych do gminy Połczyn-Zdrój. Różnice są dość znaczne. Od 10 seniorów w Osinie aż po 79 osób w Trzebiatowie. To jednak uzdrowisko nad rzeką Wogrą skupia najwięcej stulatków.

Połczyn-Zdrój
Podziel się

– Zrobiliśmy wykres, obejrzeliśmy go i oniemieliśmy ze zdumienia. Musi być jakiś czynnik, który sprawia, że w gminie Połczyn-Zdrój tak długo się żyje. Bo jest tu i borowina, i woda, i solanki, no i mikroklimat. Podejrzewam, że wszystkie te składniki tworzą unikalną mieszankę, która wpływa na długowieczność naszych mieszkańców. Dobrze byłoby to zbadać, co to za czynnik środowiskowy wpływa na wydłużenie życia – zastanawia się rzecznik burmistrza.

Qaqwqwrqw

Postanowiliśmy podążyć tym tropem i zastanowić się, jakie elementy wpływają na wydłużenie życia ludzkiego w tej kuracyjnej miejscowości. Skontaktowaliśmy się z opiekunami dwóch osób i zadaliśmy im pytania o przepis na długowieczność, ale też ciekawi byliśmy ich historii, sposobu życia, a nawet diety. W jakiej są kondycji? Czy na coś chorują? Odpowiedzi były zaskakujące.

Niech sobie bajeczki poopowiada

Elżbieta Mikołajewska, córka o swoim ojcu - Wacławie Mikołajewskim (94 lata)

Tata teraz śpi. Zjadł obiad i zasnął. Jaka jest recepta na długie życie? Dobry humor, zdrowy tryb życia, zero papierosów i ani kropli alkoholu. No i tutaj w Połczynie-Zdroju woda i powietrze są naprawdę zdrowe.

Qaqwqwrqw

Tatuś jest aktywny cały czas, poczucie humoru go nie opuszcza. Na co choruje? Szczerze? Kiedyś za młodych lat chorował na astmę, ale gdy zamieszkał u mnie, po śmierci mamusi, przestał brać leki. Stwierdził, że czuje się dobrze i żadnych lekarstw nie potrzebuje. Jedynie gdy ma zły dzień, gdy jest skok ciśnienia to wtedy podaję mu leki na serce. A poza tym jest okazem zdrowia.

Archiwum prywatne / Elżbieta Mikołajewska
Podziel się

Mama, Jadwiga, zmarła nagle 9 lat temu. Rano poczuła się źle, zabrano ją do szpitala, wieczorem już nie żyła. To był dla nas cios. Najbardziej przeżył to tatuś, nie mógł sobie znaleźć miejsca, po roku wzięłam go do siebie. I tak ósmy rok już u mnie mieszka.

Pamiętam to jak wczoraj. Mama skończyła we wrześniu 82 lata, a w październiku już jej nie było. Jeszcze na weselu siostry syna byliśmy, śpiewaliśmy jej sto lat, a miesiąc później było po wszystkim.

Połczyn-Zdrój / mat. prasowe
Podziel się

I tak sobie gospodarzymy teraz z tatą. Jestem 23 lata po rozwodzie, sama odchowałam trzech synów i człowiek się cieszy, że wyprowadził ich na ludzi. A teraz jestem już sama, synowie się wyprowadzili, swoje rodziny pozakładali, więc wszystko kręci się wokół taty. Gotuję mu to, co lubi. To prosta kuchnia z czasów jego dzieciństwa. Gotuję mu barszcze, rosoły z kury, którą zamawiam od rolnika, ale też i kluchy zjada. Wszystko dostosowuję pod niego. Ale i jabłka lubi. Obiera sobie ze skórki i zjada całą miseczkę.

Nawet gdy szedł, to biegł

Tak między Bogiem a prawdą, to nasza rodzina jest duża, mam pięcioro rodzeństwa, więc każdy dołoży jakąś cegiełkę. Zastanawiam się nad tą długowiecznością i myślę, że może to w genach mamy? Bo wujek zmarł w wieku 101 lat. Czy u nas będzie podobnie? Moja najstarsza siostra będzie miała w tym roku 70 lat, a ja 59. Urodziny obchodzę co cztery lata, bo urodziłam się 29 lutego.

Archiwum prywatne / Elżbieta Mikołajewska
Podziel się

Taty nigdy nie opuszcza poczucie humoru, nawet teraz, ale życie miał ciężkie. Jako siedemnastolatek został wywieziony na roboty do Niemiec, a potem pracował w Zakładach Drzewnych w Kołaczu.

Pamiętam, że mój tata nawet gdy szedł, to biegł. Nie potrafił zwyczajnie iść, zawsze biegiem, byle szybciej, byle do przodu. Teraz pójdzie sobie na podwórko, usiądzie na ławeczce pomiędzy kobietkami, poopowiada im bajeczki i wraca szczęśliwy. Zawsze był towarzyski i lubił ludzi. O kobietkach dalej lubi gadać – a niech sobie pogada, na zdrowie mu to wyjdzie.

Może to tak jest, że jak człowiek przejdzie za dużo w życiu, to potem nie przejmuje się drobiazgami? Wiele sytuacji obraca w żart, ale też trzyma się też tego życia kurczowo?

Facebook.com / Połczyn-Zdrój
Podziel się

Moja Anula kochana – Kaszubka uparta

Jolanta Makowska, córka Anny Lehmann, stulatki

Pierwsza podstawowa rzecz, moja mama jest Kaszubką, a Kaszubi są uparci (śmiech). Urodziła się w 1919 r. i do 36. roku życia mieszkała na Kaszubach. Ważna była dla niej praca, ale też do wielu spraw podchodziła zadaniowo, z optymizmem.

Moja mama wcześnie owdowiała. Została sama z czwórką dzieci na obcym terenie, bo zaledwie na rok przed śmiercią ojca sprowadziła się do Połczyna-Zdroju. Z czwórką drobiazgu została sama.

Ja jestem najmłodsza, miałam 1,5 roku, kiedy mój tata zmarł, więc ona się modliła, żeby Pan Bóg dał jej dożyć momentu, gdy skończę osiemnaście lat. I kilkanaście lat temu zażartowała: "Pan Bóg mnie odłożył na półkę i chyba o mnie zapomniał" (śmiech).

Nie pozwala, żeby jej mózg się rozleniwiał. Pochłania ogromną liczbę książek, dużo czyta, telewizji nie ogląda, ponieważ nie dosłyszy, a bardzo się broni przed aparatem słuchowym. Nie chce, więc czyta.

Niecałe 20 lat temu zauważyła, że nie pamięta tego, co się działo wczoraj lub przedwczoraj, że pojawił się jakiś problem z pamięcią krótkotrwałą, sama to wychwyciła, więc ja mówię: "Anula Kochana, bierz się za krzyżówki, niech mózg pracuje". Zaczęła je więc rozwiązywać, ale po jakimś czasie słyszę: "Jola, ja za często muszę cię o coś pytać, ja się za coś innego wezmę".

I przez cały rok, czy półtora, spisywała swoje dzieje. Następny rok je przepisywała, robiła korektę i jak już wszystko napisała w tych swoich brulionach, moja siostra, która mieszka w Poznaniu, postarała się o wydanie tych wspomnień. I każdy z nas dostał od mamy egzemplarz z dedykacją. Książka kończy się w momencie, kiedy wyszła za mąż.

Ojciec był organistą, mama śpiewała w chórze

Stan cywilny zmieniła późno, bo wojna, bo obóz. Ojciec był organistą, mama śpiewała w chórze i tak się poznali. Tak, w obozie była. To było w Potulicach, filii Stutthofu. Mama przeżyła, ale pierwsza żona ojca, wówczas piękna, młoda 28-letnia kobieta niestety nie. Zmarła na tyfus.

Moja mama wyszła za mąż za wdowca z dwójką dzieci, czternaście lat od siebie starszego. W ciągu 6 kolejnych lat urodziła czwórkę dzieci. Wychowywała więc sześcioro dzieci. W wieku 38 lat została wdową. Córka taty, Maryla, była już prawie pełnoletnia, więc poszła na swoje, a o piętnastoletniego Ryśka zabiegali bliscy, chcieli, żeby u nich był.

Po śmierci ojca mama zmuszona była pójść do pracy, zatrudniła się w PKP. Pracowała jako starszy asystent towarowy. A poza tym zawsze był ogródek i działka, tak bardzo znienawidzone przeze mnie, bo trzeba było pielić chwasty, a nie lubiłam tego robić (śmiech).

Mieliśmy też owcę, która była ode mnie o rok starsza. Mama szyła, robiła na drutach, przędła wełnę na pożyczanym kołowrotku, bo własnego nie miała. Mnie żadne ciuchy nie gryzą – proszę pani, bo my w wełnach chowani. Mama oczywiście też.

Archiwum prywatne / Jolanta Makowska
Podziel się

Myślę, że mama nas chroniła. Mieliśmy jakieś obowiązki, ale nie było jej łatwo. Czwórka dzieci, żywotnych, ale na szczęście uczących się. Wszystkich nas wyedukowała w zawodzie niestety nauczycielskim (śmiech). Bo to było mamy marzenie, żeby być nauczycielką. Sama jako małe pachole pisała wiersze, recytowała, była naczelną recytatorką na szkolnych imprezach. I tak, moja najstarsza siostra skończyła fizykę, Andrzej ukończył mechanizację rolnictwa na SGH w Warszawie, Janek – studiował matematykę i był doskonałym nauczycielem matematyki, niestety pięć lat temu zmarł. No i ja, ucząca maluchy w szkole (nauczanie początkowe).

Mama bardzo tęskniła za życiem na Kaszubach. Co roku jeździliśmy koleją na wakacje do cioci Uli do domu dziadka. I o ile dobrze pamiętam, to najpierw była jedna przesiadka w Złocieńcu, a potem następna w Chojnicach. Czekaliśmy tam 2 godziny i o godz. 23 dojeżdżaliśmy do Dziemian Kaszubskich, tam gdzie jest dom rodzinny mamy. I zawsze, kiedy wysiadaliśmy w Chojnicach – przechodziła na język kaszubski. I to samo w drodze powrotnej. Do Chojnic kaszubiła, a od Chojnic porozumiewała się już regularną polszczyzną.

Połczyn-Zdrój / mat. prasowe
Podziel się

1,5 roku temu w sierpniu miała udar, ale na szczęście był niedokrwienny. Po tym zdarzeniu jej upór trochę zelżał, więc łatwiej mi się nią opiekować. A poza tym choroby? Wcześniej była w naszym szpitalu połczyńskim, kiedy mnie rodziła w 1956 r. A w 2017 r. z udarem. Można więc powiedzieć, że mama trafia do szpitala co 61 lat.

Sama się myje, przygotowuje posiłki, zjada pięć małych posiłków dziennie. Zawsze była szczupła, nigdy nie miała problemów z otyłością.

Jest też bardzo samodzielna. Chce być taka. Wszystko robi sama. Ja tylko ścielę za nią łóżko.

Facebook.com / Połczyn-Zdrój
Podziel się

"Nie wiemy, co to jest"

Dwa inne życiorysy, dwie inne historie, ale łączy je jedno. Wacław i Anna są okazami zdrowia, oczywiście jak na swój wiek, nie chorują, w szpitalu bywają niezwykle rzadko lub wcale. Są otoczeni kochającymi osobami, które ze zrozumieniem podchodzą do ich słabości, ale też mobilizują do pokonywania codziennych trudności.

A tajemniczy czynnik środowiskowy, o którym napisał do nas czytelnik?

– Nie wiemy, co to jest – komentuje rzecznik burmistrza. – Jednak musi to być coś powszechnego. Być może zawarte jest w wodzie. To ważny sygnał dla inwestorów z branży opiekuńczej, hotelarskiej, czy ochrony zdrowia.

Czyżby uzdrowisko było polską wersją wyspy Okinawa? Mamy się czym chwalić. A seniorom życzymy 200 lat w zdrowiu i szczęściu.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Turystyka
Qaqwqwrqw
Qaqwqwrqw
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
Qaqwqwrqw