Polka obala mity o Albanii. "Po zmroku czuję się tu bezpieczniej niż na moim katowickim osiedlu"

"Swoim bliskim musiałam tłumaczyć: wiążąc się z Albańczykiem, nie stanę się pokorną żoną zawiniętą w chustę" - wspomina Roksana Nowak, autorka bloga albaniapopolsku.pl. Rodzice ostrzegali ją przed wyjazdem na Bałkany. Dziś sami chcą tam kupić mieszkanie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Autorka bloga albaniapopolsku.pl "zamierza obalić wszystkie mity o Albanii, które królują w polskiej mentalności"
Autorka bloga albaniapopolsku.pl "zamierza obalić wszystkie mity o Albanii, które królują w polskiej mentalności" (Archiwum prywatne, Fot: Roksana Nowak)

WP: W podtytule swojego bloga piszesz: "Zamierzam obalić wszystkie mity o Albanii, które królują w polskiej mentalności". Czyli jakie?

Albania staje się coraz modniejszym kierunkiem wśród Polaków, ale nasza wiedza o tym kraju jest wciąż niewielka. Wydaje nam się, że to biedny, zacofany, trochę dziki kraj. Wystarczy jednak przejść się nową promenadą we Wlorze albo wynająć luksusowy apartament w Sarandzie, żeby zmienić zdanie. Mieszkam w Albanii od 8 lat i obserwuję jej niesamowicie szybki rozwój.

Innym mitem jest to, że Albania to kraj o typowo muzułmańskiej kulturze. A przecież mieszkają tu też Żydzi, prawosławni katolicy i przedstawiciele innych wyznań. Święta najważniejszych religii są wolne od pracy dla wszystkich. Obchodzimy Boże Narodzenie, Wielkanoc, ramadan. Moja teściowa mawia, że każda okazja jest dobra, by świętować. Mimo to mojej polskiej rodzinie musiałam tłumaczyć, że wiążąc się z Albańczykiem, nie stanę się pokorną żoną zawiniętą w chustę.

Archiwum prywatne
Podziel się

Jak się poznaliście?

Wszystko zaczęło się we Włoszech. Kiedy skończyłam studia licencjackie, rodzice w nagrodę wysłali mnie na kurs językowy do Perugii. Tamten miesiąc odmienił moje życie. To było 13 lat temu, inne czasy. Dziewczyna mieszkająca w Polsce miała przed sobą jedyny słuszny scenariusz: skończyć szkołę, wyjść za mąż, urodzić dzieci i przestać marzyć. Miałam 22 lata i czułam się jak w klatce. We Włoszech zrozumiałam, że można inaczej. Tam do czterdziestki jesteś wolną dziewczyną, nikt nie oczekuje od ciebie zakładania rodziny i bycia poważną kobietą. Podczas wyjazdu poznałam ludzi z wielu krajów, poczułam, że świat stoi przede mną otworem. Wróciłam i powiedziałam rodzicom, że jeśli tylko uda mi się zdobyć pieniądze, wyjadę do Włoch na dłużej.

Jak zareagowali?

Zawsze rozumieli, że dzieci muszą wyfrunąć z gniazda, ale martwili się, jak sobie poradzę. Polska dopiero weszła do UE; żeby pracować i mieszkać we Włoszech, musiałam mieć pozwolenie, a ja wyjechałam bez dokumentów. Zatrzymałam się u dwóch poznanych wcześniej Polek i chciałam poszukać sobie pracy. Spodziewałam się, że po studiach z zarządzania turystyką od razu zostanę menedżerem hotelu, ale cudzoziemcy mogli liczyć we Włoszech tylko na najprostsze prace. Po kilku miesiącach skończyły mi się pieniądze. Musiałam wziąć się w garść. Stanęłam przed lustrem i stwierdziłam, że teraz nadszedł czas na odpowiedzialność i tego samego dnia znalazłam pracę jako kelnerka w restauracji. Pracowałam tam przez rok, po 12 godzin na dobę, co nie przeszkadzało mi chodzić na imprezy. Na jednej z nich poznałam przyszłego męża. Najpierw zaczepił mnie na ulicy, kiedy czekałam na koleżankę, później wpadliśmy na siebie w klubie i rozmawialiśmy aż do świtu.

Archiwum prywatne
Podziel się

Dlaczego nie zostaliście we Włoszech?

Oboje studiowaliśmy stosunki międzynarodowe. Ale nasze dyplomy nie przełożyły się na większe możliwości zawodowe we Włoszech. Mój mąż miał lepsze perspektywy w rodzinnej Albanii, która zaczęła się rozwijać gospodarczo. Znalazł tam dobrą pracę. Wtedy nie byliśmy jeszcze małżeństwem, musiałam więc podjąć decyzję: rozstajemy się albo spróbujemy ułożyć sobie życie w Albanii. Zaryzykowałam. Uznałam, że jestem młoda i jeśli nam nie wyjdzie, zacznę wszystko od nowa.

Jakimi atrakcjami przyciąga Albania? Zobacz wideo:

Początki były trudne?

Zanim podjęłam ostateczną decyzję o przeprowadzce, pojechałam kilka razy na krócej. Pierwsze wrażenia były bardzo dobre. Było lato, słońce, lazurowe morze, a Wlora, gdzie mieliśmy zamieszkać, to przyjemny nadmorski kurort. Mimo to wybór był trudny, w końcu miałam zamieszkać w Albanii, nie we Francji czy USA. Moi rodzice nerwowo sprawdzali informacje na temat tego kraju, mama zrobiła sobie kopię mojego paszportu na wypadek, gdyby coś mi się stało i trzeba było mnie szukać.

Archiwum prywatne
Podziel się

Przyjechałaś na Bałkany z bogatych i rozwiniętych Włoch. Kontrast musiał być porażający, zwłaszcza 8 lat temu.

Mój mąż też przeżył szok. Do Włoch wyjechał w wieku 18 lat, po powrocie w rodzinne strony czuł się tak, jakby znalazł się w Bagdadzie. Na drogach pył, krzywe chodniki, wszędzie postkomunistyczne bunkry i pustostany - pamiątka po wojnie domowej, która wybuchła w 1997 r., po tym jak ludzie stracili pieniądze w piramidach finansowych wspieranych przez rząd. Po jego opowieściach wiedziałam, czego się spodziewać. Uznałam, że nie poddam się łatwo. Poza tym wszystko potoczyło się tak szybko, że nie miałam czasu zastanawiać się, czego mi w Albanii brakuje. Moją uwagę pochłonęło nasze wspólne życie i praca, którą znalazłam na miejscowym uniwersytecie. Rektor wierzył, że cudzoziemcy pomogą mu zmienić uczelnię na lepsze, otworzyć ją na świat. Pracuję tam do dziś.

Archiwum prywatne
Podziel się

Rodzina męża dobrze cię przyjęła?

Tak, szybko poczułam się jej częścią. Albańskiego nauczyłam się później, najpierw porozumiewaliśmy się po włosku lub po angielsku. Po kilku latach urodziłam dziecko. Wtedy najbardziej odczuwałam to, że nie ma przy mnie mamy. Dziś pogodziłam się już z tęsknotą, a rodzice często mnie odwiedzają. Podoba im się tutaj. Mówią, że na emeryturze zamienią swoje mieszkanie na dwie kawalerki: jedną w Katowicach, drugą w Albanii.

Na twoim blogu pojawił się intrygujący wpis: "Czego nie powinnam wam mówić o Albanii, żebyście nie wybrali innego miejsca na wakacje".

W Albanii sporo rzeczy może odstraszać: wszędzie jest pełno kurzu i śmieci, a między mercedesami, ulubionymi samochodami Albańczyków, przechadzają się krowy. 500 lat okupacji tureckiej, a potem komunizm sprawiły, że nie ma tu wielu zabytków. Jest za to piękna przyroda i świetna kuchnia, w której czuć wpływy greckie, włoskie i tureckie. W Albanii mają też pyszną i tanią kawę. Piją ją wszyscy. Albańczycy nie spotykają się w domach, tylko na kawie, na kawę zabiera się nawet urzędnika, jeśli chce się coś załatwić (oczywiście w godzinach jego pracy). Nasza kilkuletnia córeczka nie mówi, że idziemy na spacer, tylko na kawę, bo zawsze i tak lądujemy w kawiarni.

Archiwum prywatne
Podziel się

Czy w Albanii jest bezpiecznie?

Nigdy nic mi się tutaj nie stało. Po zmroku czuję się bezpieczniej niż na moim katowickim osiedlu. Czasem zdarzają się zamachy wymierzone w konkretne osoby: prokuratorów, sędziów, wpływowych biznesmenów, ale to osobiste porachunki. Gdy porusza się temat bezpieczeństwa w Albanii, często przywołuje się Prawo Kanunu, w ramach którego rodzinna zemsta przechodzi z pokolenia na pokolenie. Ta zasada dotyczy tylko mężczyzn: jeśli ty zabijesz mi brata, ja mogę zabić ci syna. Przypadki stosowania tego prawa sporadycznie zdarzają się jeszcze na głębokiej prowincji w północnej Albanii, choć dziś grozi za to kara 40 lat więzienia. Jest sposób na to, aby przełamać błędne koło zemsty krwi. Na progu domu wroga kładzie się niemowlę i czeka. W ten sposób okazuje się zaufanie, że wróg nie zrobi mu nic złego. Oczywiście nikt nigdy nie skrzywdzi dziecka i spór zostaje zażegnany.

Mam ciarki! Ale ty - jak widzę - jesteś spokojna.

W Albanii czuję się szczęśliwa. Żyję tak, jak chcę. Mam kochającą rodzinę, pracę, do której idę kwadrans wzdłuż wybrzeża. Nie marzę o zawrotnej karierze ani wielkich pieniądzach. Mam wszystko, czego potrzebuję. Moja mama mówi, że tak blisko morza mieszkają tylko milionerzy. I ja tak właśnie się czuję!

Archiwum prywatne
Podziel się
Archiwum prywatne
Podziel się
Archiwum prywatne
Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.