WP
Są młodzi, ambitni i nie boją się wyzwań. Polscy surferzy podbijają Brazylię

Są młodzi, ambitni i nie boją się wyzwań. Polscy surferzy podbijają Brazylię

Trzy miesiące w Brazylii, za chwilę rajskie Karaiby. Podróże po najpiękniejszych zakątkach świata, setki kilometrów pokonanych na desce i nieodłączne uśmiechy, które sprawiają, że trudno ich nie polubić. Kitesurferzy Tusia Szczypek i Daniel Witkowski spełniają marzenia za grosze, a przy okazji podbijają media społecznościowe.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
WP

Do Brazylii przyjechali w połowie września. Planowali pracować jako instruktorzy kitesurfingu, odkrywać nowe spoty i przygotować się do zawodów w Polsce w sezonie letnim. Po 1,5-miesięcznym pobycie w Cumbuco stwierdzili, że chcą zobaczyć więcej i przenieść się dalej na północ. Żeby nie tracić pieniędzy na transport, a przy okazji przeżyć coś niepowtarzalnego, postanowili trasę pokonać na desce.

- Nie jesteśmy fanami spędzania czasu w jednym miejscu, wpadliśmy więc na pomysł zrobienia wycieczki wzdłuż wybrzeża Brazylii płynąc z wiatrem. Chcieliśmy odejść od stereotypów i pokonać całą trasę za pomocą kite-a i deski – opowiadają Wirtualnej Polsce.

WP
Instagram.com/tusiatravel
Podziel się

Założyli, że z Cumbuco dotrą do miejscowości Macapa, oddalonej o ponad 400 km. O długości poszczególnych odcinków i przerwach między nimi decydowali spontanicznie w trakcie wyprawy. W drogę wyruszyli ze znajomymi z Niemiec i Szwajcarii, pokonując niewiarygodnie długie odcinki. Średnio 100 km dziennie. Ich celem było odkrycie nowych spotów i miejsc, które nie zostały jeszcze zagospodarowane przez człowieka.

Instagram.com/danielos.witkowski
Podziel się

- Jedyne, co ze sobą mieliśmy, to GPS, mały plecak wypełniony wodą z kokosa i krem do opalania. Ruszaliśmy z rana, gdy tylko wiatr pojawiał się na horyzoncie i kończyliśmy w umówionym miejscu, gdzie czekał na nas kolega ze Szwajcarii, który jechał autem. Niestety był to sedan i nie mieliśmy żadnej asekuracji ze strony lądu – relacjonuje para.

Ich trasa do Macapy ostatecznie biegła przez miejscowości Taiba, Guajiru, Ilha do Guajiru, Icaraizinho, Prea, Jericoacoara, Tatajuba i Barra Grande. Przez 6 dni pokonali łącznie 431 km. Podczas przystanków odpoczywali zwiedzali okolicę.

WP
WP.PL
Podziel się

- Pierwszego dnia pokonaliśmy odcinek 89,3 km, docierając do Guajiru. Zostaliśmy super ugoszczeni w polskiej bazie Surf Village u Dariusza Marchewki, gdzie panuje świetna atmosfera i można się bardzo dobrze zregenerować. Następny odcinek - 103 km do Ihla do Guajiru - pokonaliśmy w 3,5 godziny, płynąc podczas przypływu i osiągając maksymalną prędkość 67 km/h – relacjonuje Daniel.

Trzeciego dnia przemieścili się 95 km do miejscowości Jericoacoara, która przyciąga turystów przepiękną plażą oraz wydmami, które rozciągają się na obszarze 20 km. Od 2002 roku teren chroniony jest parkiem narodowym. - Jericoacoara zachwyca klimatem. Zaskoczyła nas najbardziej na całej trasie. Jest to miasto zbudowane na środku pustyni, gdzie nie widzieliśmy ani grama asfaltu. Wszystkie drogi są z piasku, a auto zostawia się przy wjeździe do miasta – opowiada para.

WP

Ostatni odcinek był najdłuższy – pokonali aż 144 km, co zajęło im 6 h. Czy mieli jakieś problemy podczas tej niecodziennej wyprawy? - Podczas trasy musieliśmy liczyć się z pływami, które występują w Brazylii 4 razy w ciągu doby. Przy odpływie woda potrafi odejść na odległość 200 m, odkrywając przy tym wszystkie skały i pale powbijane przez rybaków. Po drodze mieliśmy kilka przygód. Na przykład nasz kolega próbował przeskoczyć drzewa wystające z wody i wpadł centralnie pomiędzy. Na szczęście akcja skończyła się dobrze dla niego i dla sprzętu – mówi Daniel.

Na surferach bardzo duże wrażenie wywarły farmy wiatrakowe, które rozciągały się przez długi odcinek ich trasy. - Czasami przepływaliśmy obok wielkich wiatraków w odległości kilku metrów, było to niesamowite wrażenie – mówią.

Podczas 3-miesięcznego pobytu w Brazylii udało im się także odwiedzić Rio de Janeiro. W stolicy samby spędzili 5 dni. - Polecieliśmy do Rio na festiwal muzyki elektronicznej. Rezerwując hotel nie mieliśmy jednak pojęcia, że będziemy nocować w środku najgłośniejszej dzielnicy o nazwie Lapa, gdzie tuż po zachodzie słońca zaczyna tętnić życie nocne, a muzykę słychać dosłownie zewsząd - opowiadają surferzy.

WP

Mieli okazję zobaczyć rzadkie zjawisko - praktycznie pustą plażę Copacabana. - Było akurat duże zachmurzenie. Przy dobrej pogodzie ciężko jest przedostać się do wody - opowiada Tusia. Co spodobało im się w Rio najbardziej? - Największe wrażenie wywarł na nas zachód słońca tuż przy pomniku Jezusa na szczycie Corcovado, z którego widać było przepiękną panoramę całego miasta - odpowiadają zgodnie.

Ich brazylijska przygoda dobiega już końca, ale Tusia i Daniel na razie nie wracają do Polski. W połowie grudnia para leci na Karaiby. - Najbliższy miesiąc spędzimy na małej wyspie o nazwie Union Island, gdzie planujemy ruszyć ze szkoleniami dla ludzi początkujących, jak i dla tych, którzy chcą poprawić swoje umiejętności - zdradzają. Union Island znajduje się w archipelagu Małych Antyli na Morzu Karaibskim. Należy do państwa Saint Vincent i Grenadyny.

Przed powrotem do Polski odwiedzą jeszcze Turcję. - Planujemy tam pojechać na przełomie maja i czerwca. Chcemy potrenować w miejscu, gdzie znajduje się kite park z przeszkodami postawionymi w wodzie, aby przygotować się do zawodów w Polsce.

WP

Do ojczyzny zamierzają wrócić w czerwcu. W planie mają zawody i szkolenia oraz czas z rodziną i przyjaciółmi, z którymi zamierzają nadrobić zimowe miesiące rozłąki. Surferzy nie wykluczają jednak zmian w swoim grafiku. - Cały następny rok stoi przed nami otworem, chcielibyśmy wycisnąć z niego tyle, ile się tylko da - zapowiadają.

Polub WP Turystyka
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP