Wracali z wakacji. Turbulencje w trakcie lotu wywołały poważne konsekwencje

Joanna Spooner nie ma wątpliwości. Twierdzi, że to linie lotnicze ponoszą odpowiedzialność za jej chorobę. Gdy wracała z dziećmi z wakacji, samolot miał poważne kłopoty z utrzymaniem stabilnego lotu. Według niej to przez silne turbulencje straciła słuch. Kłopoty z uszami miały również jej dzieci. Teraz kobieta chce walczyć o odszkodowanie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Minęły dwa lata. Po trudnym locie nadal mają kłopoty ze zdrowiem.
Minęły dwa lata. Po trudnym locie nadal mają kłopoty ze zdrowiem. (Facebook.com)
WP

Feralny dla tej rodziny lot miał miejsce w 2015 roku. Teraz kobieta zaczęła walkę w sądzie. Według złożonego przez nią oświadczenia, turbulencje zaczęły się tuż po starcie i trwały przez cały czas podróży. Joanna leciała z 11-letnią córką i 9-miesięcznym synkiem. Spooner utrzymuje, że uszy bardzo ją bolały i zatykały się w trakcie lotu. Potem z każdym miesiącem było coraz gorzej, aż w końcu stwierdzono że utraciła słuch w jednym uchu. Teraz oczekuje rekompensaty od linii QantasLink, regionalnej marki Qantas.

34-letnia mama mówi, że z początku nikt nie dostrzegał urazu, a ona cierpiała. W końcu zrobiono jej tomografię i skierowano na operację. Z początku myślała, że ma guza. Diagnoza jednak była inna. Przetoka perylimfatyczna, zwana też przychłonkową. Występuje na skutek uszkodzenia ściany przyśrodkowej jamy bębenkowej na skutek procesów zapalnych, nowotworowych, urazów lub też uszkodzenia w przebiegu zabiegu chirurgicznego. Objawy przetoki przychłonkowej powodują zaburzenia ze strony narządu słuchu i równowagi. Ich nasilenie może być różne. Mogą występować zawroty głowy, szumy uszne, uczucie "pełnego ucha", czy nawet uszkodzenie słuchu.

Spooner w sądzie zeznała, że w prawym uchu miała trzy operacje, ale słuch nie wrócił. Teraz potrzebuje aparatu słuchowego. Mówi, że przeżywa piekło.

WP

Jak przedstawiła w dokumentach sądowych, zarówno syn i córka również cierpieli z powodu barotraumy. U córki trwało to ok. 5 tygodni, u synka znacznie dłużej. "18 tygodni ciągłego zabierania go do lekarzy rodzinnych i szpitali" – powiedziała serwisowi news.com.ua. U dziecka stwierdzono pęknięty bębenek. Mama przekonuje, że w ich rodzinie nie było wcześniej problemów zdrowotnych.

Dwa lata temu w trakcie lotu nie pozwolono im opuszczać miejsc i kazano, by przez cały czas byli przypięci pasami. Wtedy zaczęła czuć, że coś się dzieje w jej uszach. Potem miała wrażenie, jakby chciały wybuchnąć. Nie zgłosiła tego załodze. Dopiero parę dni później, pożałowała. Kobieta w wyniku utraty słuchu nie pracuje. A może być jej ciężko udowodnić, że wszystko zaczęło się na pokładzie.

W oświadczeniu dla news.com.au rzecznik linii lotniczych powiedział: "Zdajemy sobie sprawę z domniemanego incydentu, ale jesteśmy jeszcze w trakcie postępowania, więc nie jesteśmy w stanie tego komentować".

David Adams, adwokat specjalizujący się w prawie lotniczym stwierdził z kolei, że urazy od turbulencji nie są rzadkie, ale częściej dotyczą szyi i pleców. A najbardziej podatne są osoby starsze i małe dzieci. "Zgodnie z konwencją montrealską towarzystwo lotnicze ponosi odpowiedzialność za "wypadek" występujący na pokładzie lub podczas wsiadania i wysiadania z samolotu" – powiedział.

WP

Australijscy internauci okazują się dość nieufni w stosunku do rodziny Spooner. Artykuł na jej temat ukazał się również na portalu kidspot.com.ua, a tam w komentarzach wielu stwierdza, że Joanna próbuje wyłudzić pieniądze, a jej historia jest mocno naciągana.

Na razie ciężko ocenić, czy uszkodzenie słuchu w dwa lata po feralnym locie można uznać na uszkodzenie ciała, do którego doszło w trakcie lotu.

Zobacz też: Ryanair odwoła setki lotów. Początek problemów przewoźnika?

WP
WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP