EgzotykaWysoko na „tourach”

Wysoko na „tourach”

Wysoko na „tourach”

Miłość to wymagająca – godziny mozolnego człapania w fokach na grzbiet lub gryzienia zębami śniegu w stromych żlebach w rakach z przypiętymi do horolezki nartami... A potem – „spełnienie”: otarcie potu, foki do plecaka!

Miłość to wymagająca – godziny mozolnego człapania w fokach na grzbiet lub gryzienia zębami śniegu w stromych żlebach w rakach z przypiętymi do horolezki nartami... A potem – „spełnienie”: otarcie potu, foki do plecaka!

1 / 8

Wysoko na „tourach”

Obraz
© Poznaj Świat

Jeszcze rzut oka wokół na białe grzbiety i nierzadko zielone już doliny, wsłuchanie się w cudowną ciszę gór (bo któż w maju chodzi po Tatrach...). A potem kilka minut tak długo zostających w pamięci: na początku zwykle stromo – czasem obskok, potem już „śmig hamujący”, a w dole – gdy żleb przechodzi w górny kocioł doliny – najchętniej krystiania „leger”... Czy ktoś – w dobie katowania stoku na wewnętrznej krawędzi „carvingów” – jeszcze pamięta te ewolucje, tak nazywane w programach kursów instruktorskich sprzed chyba trzydziestu lat? A tak wciąż przydatne...

2 / 8

Wysoko na „tourach”

Obraz
© Poznaj Świat

I ten szelest zsuwającego się w dół spod krawędzi nart śniegu, czasem – zjazd na fali deski śnieżnej, a czasem – płyniesz w wiosennej kaszy, cudownym tatrzańskim firnie. Na ogół miękko – więc powtarzasz sobie: pamiętaj, cały czas pełne stopy na obydwóch nartach, rozluźnij kolana, sylwetka lekko do tyłu, żeby czuby trochę poszły do góry, rozłóż szerzej ręce, dla lepszej równowagi.

3 / 8

Wysoko na „tourach”

Obraz
© Poznaj Świat

Lubię wysokie góry. Jakoś omijają mnie HMS-y (High Mountain Sickness), nie wiem, co to ból głowy czy mdłości (choć chyba aklimatyzuję się dłużej niż inni)... No to czemu nie spróbować tej egzotyki z nartami? Wiem, nie ma chyba piękniejszych gór niż wiosenne Tatry. Ale zjazdy są relatywnie krótkie. No i to ciągłe uczucie, że łamiesz formalne zakazy – bo w naszych Tatrach to jedynie w Świńskim Kotle strażnicy TPN czasem przymykają oko.

4 / 8

Wysoko na „tourach”

Obraz
© Poznaj Świat

Lepiej jest na Słowacji, tam „tourowcy” doczekali się kilku rejonów Tatr, wiosną legalnie dostępnych, a klimat Ziarskiej chaty – pełnej w kwietniu narciarzy – jest niepowtarzalny. Za to tamtejsi „ochraniary” nie żartują, a oficjalny sezon wiosenny kończy się zwykle stanowczo za wcześnie... Ale cóż – „świszcze wychodzą”.

5 / 8

Wysoko na „tourach”

Obraz
© Poznaj Świat

Elbrus (5633 m). Dwie próby – za pierwszym razem nagła burza śnieżna na trawersie pod przełęczą między wschodnim a głównym wierzchołkiem. I – w panice – ucieczka w dół z wymacywaniem w gęstej mgle (takiej, że czubków nart nie widać) nielicznych traserów. Bo to najbardziej zdradliwe miejsce – poniżej trawersu lodowiec, wielu, którzy zgubili ścieżkę właśnie tam, do dziś pozostało na Elbrusie.

6 / 8

Wysoko na „tourach”

Obraz
© Poznaj Świat

Nepal kolejna miłość mego życia.
Zaliczyłem tam prawie wszystkie „klasyczne” trekkingi, w tym jeden bardzo wymagający i najmniej „wypasiony”: bez licznych hotelików i restauracji w wioskach, ale i bez setek trekkersów.

7 / 8

Wysoko na „tourach”

Obraz
© Poznaj Świat

Fudżi (3776 m) kultowa góra Kraju Kwitnącej Wiśni.
Już dawno temu, gdy zaliczałem ten wulkan latem, to tysiącmetrowy żleb poniżej wierzchołka na południowo-wschodnim zboczu został mi w narciarskiej pamięci.

8 / 8

Wysoko na „tourach”

Obraz
© Poznaj Świat

Mount Chacaltaya (5470 m). Czy wiecie, gdzie jest najwyżej położony wyciąg narciarski na świecie (a jednocześnie chyba najstarszy działający – uruchomiono go w... 1939 roku)? To była dwa lata temu Ameryka Południowa, zaliczamy – w ramach aklimatyzacji przed Aconcaguą (z której potem „zdmuchnie” mnie z sześciu tysięcy metrów słynny andyjski „vento blanco”...) – boliwijskie Andy.

nartypoznaj świataktywnie

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (0)