WP

Wyspy Owcze. Najbardziej tajemniczy archipelag Europy

Wciąż niedoceniane, a to wielki błąd. Wyspy Owcze to wyjątkowe miejsce na mapie Europy. Mieszka tam niecałe 50 tys. ludzi i… 70 tys. owiec. Żyją tam nasi rodacy. Dotarł do nich Kuba Witek, filmowiec, podróżnik, autor książek. A ci opowiedzieli mu, jak przetrwać w tych trudnych warunkach.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Wyspy Owcze to absolutnie wyjątkowe miejsce na mapie Europy. Niezwykłe krajobrazy to tylko jeden z powodów, dla których warto tam pojechać
Wyspy Owcze to absolutnie wyjątkowe miejsce na mapie Europy. Niezwykłe krajobrazy to tylko jeden z powodów, dla których warto tam pojechać (Shutterstock.com)
WP

– Gdy nakręciłem swój pierwszy film o Polakach żyjących na Islandii, trafiłem na artykuł o jeszcze mniejszej społeczności. Przeczytałem, że na Wyspach Owczych mieszka setka Polaków. O samym archipelagu wiedziałem niewiele, że leży gdzieś na Atlantyku, że mieszkają tam owce oraz że odbywają się tam połowy grindwali. Poza tym wydawało się, że jest tam naprawdę pięknie – opowiada Kuba Witek, autor filmu dokumentalnego "FAROE WAY: Sztuka przetrwania na Wyspach Owczych".

Reżyser skontaktował się z Kingą Eysturland, która prowadzi stronę internetową Polonia Farerska i od 9 lat mieszka na Wyspach Owczych. Krótka rozmowa telefoniczna zamieniła się w 2-godzinną opowieść o różnych aspektach życia w miejscu, które znajduje się w połowie drogi między Szkocją i Islandią. Gdy odłożył słuchawkę już wiedział, że swój następny film nakręci właśnie o archipelagu 18 wysp, gdzie zobaczyć można urocze maskonury (ptaki o sympatycznym wyglądzie, z zaokrągloną dużą głową i krótkimi czerwonymi nogami), dachy porasta trawa, a ludzie są twardzi, bo konserwuje ich chłód i chimeryczna pogoda.

Shutterstock.com
Podziel się
WP

Pierwszymi mieszkańcami wysp wcale nie byli Wikingowie, lecz irlandzcy mnisi, którzy naśladując pustelników chrześcijańskich z Bliskiego Wschodu, szukali miejsc bezludnych, aby oddawać się kontemplacji. Wypływali w morze, często odkrywając nowe lądy. Skandynawscy wojownicy byli mocno zdziwieni, gdy odkryli zakonników, którzy dotarli tu 300, a może 500 lat przed nimi.

Fugloy – chętnych do zamieszkania brak

Archipelag przyciąga ludzi, którzy mają dość zgiełku współczesnego świata i marzą o ciszy.

WP

– Kocham to miejsce dlatego, że pokazuje prawdziwą izolację w XXI w. Wydaje się, że cały świat jest wielką globalną wioską, że wszystko można zobaczyć, kupić i zamówić przez internet, ale kiedy przybywam na Fugloy, zawsze mam wrażenie, że tutaj globalizacja nie dociera – mówi Kinga Eysturland, gdańszczanka. – Kiedyś przywiozłam tu mojego znajomego, a ten mnie pyta: "Kinga, gdzie ty mnie przywiozłaś. Co tu można robić?". A ja popatrzyłam na niego z politowaniem i powiedziałam: "Żyć".

kadr z filmu
Podziel się

Kinga Eysturland mieszka w Klaksvík, ale to właśnie tutaj, na tej wyspie zamieszkałaby najchętniej. Z wykształcenia jest skandynawistką i masażystką. Lubi podróżować i malować. Od 2013 r. prowadzi w Klaksvík pensjonat Eysturland Lodge i salon masażu Organic.

– W czasie największego rozkwitu wyspy mieszkało tu prawie 200 osób. Z danych statystycznych wynika, że teraz żyje tu tylko 38 osób, z czego połowa to martwe dusze mające tylko swój adres. Fugloy jest odrębną jednostką administracyjną. Jest to gmina z najlepszymi warunkami do życia. Są tu najniższe podatki, największe benefity dla osób z dziećmi – a mimo to chętnych do zamieszkania w tym pięknym miejscu brak – zauważa Polka.

WP
Shutterstock.com
Podziel się

Pogoda? To lubię

Wyspy Owcze są autonomiczną zamorską prowincją królestwa Danii. Wydaje się, że rzeczywiście, żeby przetrwać, trzeba ciągle walczyć z otaczającą przyrodą. Samo ukształtowanie terenu nie sprzyja człowiekowi. Wysokie klify, strome zbocza gór, głęboko w ląd wcięte fiordy, wąskie doliny, brak drzew, bardzo silne prądy pomiędzy wyspami, porywiste wiatry, huragany i deszcz, który pada tam prawie 300 dni w roku. Są jednak tacy, którzy pokochali to miejsce za pogodę właśnie.

Shutterstock.com
Podziel się
WP

Jedną z takich osób jest Polka, Klaudia Borowiec. Cztery lata temu przyleciała na archipelag na praktyki studenckie, dziś pracuje jako architekt w renomowanym biurze Henning Larsen, projektując najrozmaitsze budowle inspirowane farerską naturą.

– Farerska architektura charakteryzuje się ciemną drewnianą elewacją z jasnymi, zwykle białymi framugami, a także zielonym dachem, który zwykle jest koszony przez farerskie owieczki – mówi żartobliwie Klaudia, na co dzień mieszkanka Thorshavn, najmniejszej stolicy Europy, w której żyje zaledwie 13 tys. mieszkańców.

Najstarszą dzielnicą miasta Thorshavn jest Tinganes. Znajdziemy tu miniaturowe domki, a także siedzibę farerskiego parlamentu. Ponoć często można spotkać premiera idącego na lunch.

kadr z filmu
Podziel się
WP

Potomkowie piratów

O jednej z wysp mówi się, że mieszkają na niej charakterni, temperamentni ludzie, bo są to potomkowie piratów, którzy często napadali na południową wyspę Suðuroy. Kuba Witek postanowił to sprawdzić i wyruszył w to osławione miejsce. Spotkał się z wokalistą zespołu Hamradun Póle Arni Holmem.

– Mamy tu wszystko, czego potrzebujemy do życia, ludzie są wspaniali, ale jesteśmy trochę inni, mówimy w dziwny sposób, używamy innych słów niż reszta mieszkańców Wysp Owczych, dużo przeklinamy. Na Wyspach jesteśmy znani z tego, że łatwo się złościmy, ale nie mamy złych intencji. To taki styl bycia. Niektórzy mówią, że to dlatego, że jesteśmy potomkami piratów – mówi Pól Arni Holm.

kadr z filmu
Podziel się

Wokalista tłumaczy, że te przypuszczenia nie mają żadnego odbicia w rzeczywistości.

– Badania dowodzą, że genetycznie wszyscy Farerczycy mieszkający na Suðuroy pochodzą w 80 proc. od Norwegów, a kobiety w 60, 70 proc. mają taki sam materiał genetyczny jak mieszkańcy Irlandii i północnej Szkocji, więc obrazek norweskiego wikinga z kobietą na plecach jest całkiem prawdziwy, bo przecież piraci nie mieli nic wspólnego ze skandynawskimi wojownikami – zauważa lider zespołu.

Ocean kształtuje

Jednocześnie Pól zdradza, jak udaje im się przetrwać w tych niesprzyjających warunkach.

– Prawie każdy na Wyspach Owczych ma swoje owce, własną łódź i łowi ryby. Potrafimy przetrwać, bo robimy to od wielu lat, a tradycje są dziedziczone przez kolejne pokolenia. Musisz być twardy, żeby tu żyć. Zima jest długa, ciemna, deszczowa i wietrzna, ale myślimy pozytywnie i czekamy na idealne lato. Czekaliśmy od tysiąca lat i wciąż czekamy, może kiedyś nadejdzie – mówi Farerczyk, dodając jednocześnie, że prawie każdy na Wyspach Owczych ma silną relację z oceanem. – Tuż po przebudzeniu widzisz ocean. I on nas także kształtuje – podkreśla.

Shutterstock.com
Podziel się

Wielu z nich lubi spędzić wolny czas na wędkowaniu.

– Farerczycy mówią, że ich ogródkiem jest ocean i jakiś czas po przyjeździe na wyspy, stał się również moim. Chociaż jestem znad morza, to jakoś nigdy specjalnie nie łowiłam ryb, a teraz uwielbiam to robić. Oczyszcza mój umysł – mówi Kinga, która chwali się, że kiedyś złowiła półmetrowego dorsza.

Cały ocean we krwi

Wyspy Owcze słyną również z tradycyjnego połowu wielorybów (grindadráp), który budzi wiele kontrowersyjnych opinii. Uczestniczył w jednym z nich reżyser filmu, który uwiecznił te sceny w swoim dokumencie.

kadr z filmu
Podziel się

– Jest to tradycja, która istnieje odkąd zamieszkali tu ludzie – mówi Hans Jakob Hermansen, polityk, ekspert w dziedzinie tradycyjnego połowu grindwali. – Połowy były praktykowane przez stulecia, pierwsze zapisy pochodzą z 1584 r. Robimy to dla jedzenia, dzielimy mięso w tradycyjny sposób między wszystkich, którzy uczestniczyli w połowie.

Hans Jakob Hermansen dziś ma 70 lat. Przez 60 – brał udział w grindadrápie. Tłumaczy, że połów grindwali może wyglądać na barbarzyński, ale, jego zdaniem, uczestnicy starają się to robić lepiej, dokonywać zmian, żeby połów był jak najmniej bolesny i humanitarny.

kadr z filmu
Podziel się

– Jeśli chcemy dalej łowić wieloryby, istnieją pewne kryteria, które musimy spełnić. Nie możemy zabijać zagrożonych gatunków, metoda uśmiercania musi być humanitarna, a celem jest konsumpcja. Połów musi być legalny i odbywać się w ramach farerskiego prawa. Jedyny powód, który bierzemy pod uwagę, czy kontynuować tę tradycję, to zanieczyszczenie oceanu. Wiele osób się spiera na ten temat. Jedni mówią, że nie powinniśmy jeść tego mięsa, inni twierdzą, że jest zdrowe. Dziś uważamy, że metoda zabijania jest humanitarna i szybka. Zabiliśmy podczas ostatniego grindadrápa 145 wielorybów w 10-12 min., w Torshavn 38 wielorybów w 4 min. Każdy wieloryb jest zabijany w przeciągu kilku sekund – wyjaśnia Hermansen.

kadr z filmu
Podziel się

– Z pewnością dla wielu to wyjaśnienie nie będzie wystarczające. Ja też nie rozumiem potrzeby kontynuowania tej tradycji. We mnie, osobie, darzącej Farerczyków wielką sympatią, grindadráp budzi mieszanie uczucia – mówi Kuba Witek.

kadr z filmu
Podziel się

Religia – źródło prześladowań

Tym bardziej, że mieszkańcy Wysp Owczych są bardzo religijni.

– Na wyspach wiara ma ogromne znaczenie. Kiedy tu przyjechałam, zobaczyłam, jak w naturalny sposób objawia się między ludźmi. Farerczycy są dla siebie bardzo życzliwi, uprzejmi. Nie chcą nikomu zrobić krzywdy – mówi Ewelina Joensen, która mieszka tu od 18 lat. Jest pierwszą Polką, która ukończyła Uniwersytet Farerski w Torshavn. Ma dwoje dzieci, z wykształcenia jest pedagogiem.

kadr z filmu
Podziel się

Ta wiara to również źródło prześladowań. W 1537 r. z nakazu króla Danii na Wyspach Owczych zaczął obowiązywać protestantyzm. Przybyli duńscy duchowni, którzy nie znając farerskiego wprowadzili swój język. Wkrótce duński stał się językiem urzędowym, wypierając rodzimy ze wszystkich dziedzin życia, przetrwał tylko dzięki balladom przekazywanym z pokolenia na pokolenia.

– Te ballady były połączone z tańcem, który dziś nazywamy farerskim. Gdy przyłączasz się do ludzi na parkiecie, stajesz się częścią łańcucha. Czujesz wspólnotę. Niektóre z ballad były bardzo długie. Najdłuższa jaką znam ma 231 zwrotek, czasami ją śpiewamy i tańczymy, zajmuje nam to ok. 1,5 godziny. Gdyby nie te ballady, nasz język by umarł – zauważa Asbjørn Lómaklett, w młodości rybak, później nauczyciel, członek klubu tanecznego, miłośnik ballad.

kadr z filmu
Podziel się

Farerczycy wiodą na Wyspach Owczych spokojne, dostatnie życie, a ci, którzy wyruszyli po edukację do wielkiego świata, wracają tu po studiach, bo jest to dla nich najpiękniejsze miejsce na ziemi.

Z Polski na Wyspy Owcze dolecimy tylko z przesiadką. Loty trwają w sumie ok. 4,5 godz. Przy odrobinie szczęścia można upolować bilety za ok. 1100 zł w dwie strony.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: #infoteka Wyspy Owcze

WP
WP
WP
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
WP