WP Turystyka

 
 
Polecane
Tematy
wp

Życie pod palmami, czyli Polka na Karaibach

To był luty, cztery lata temu. Typowa europejska zima: depresyjna, pozbawiona słońca i odbierająca chęć do życia. Wszyscy wokół narzekali, ale tylko ona postanowiła coś z tym zrobić. Dlatego przeprowadziła się na Karaiby. Katarzyna Terlikowska, autorka bloga zyciepodpalmami.pl, podpowiada, jak podejmować w życiu dobre decyzje, znaleźć pracę w swoim zawodzie na tropikalnej wyspie i wcześnie zostać rentierem.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Życie pod palmami, czyli Polka na Karaibach
(Katarzyna Terlikowska, zyciepodpalmami.pl)

Jest środek zimy, ale kiedy rozmawiamy, ja siedzę w swetrze, a ty w sandałach. To dlatego zamieszkałaś na Karaibach?
Można tak powiedzieć! Zimą cztery lata temu pracowałam w Berlinie, dokąd wcześniej wyjechałam na studia z rodzinnego Szczecina. Zostałam, bo jako architekt miałam tam lepsze perspektywy. Znalazłam dobrą pracę, przyjaciół, prowadziłam fajne życie. Minusem były tylko długie, przygnębiające zimy. Podczas jednej z nich kupiłam tanie bilety na Gwadelupę. Miałam z tym miejscem typowo wakacyjne skojarzenia - palmy, plaże i leżaki. Wtedy nie przyszłoby mi do głowy, że zamieszkam tam na stałe.

Dlaczego zmieniłaś zdanie?
Choć w Berlinie żyło mi się bardzo dobrze, od dawna chciałam wyjechać gdzieś naprawdę daleko. Kiedyś wymarzyłam sobie, że jako architekt będę pracować po kilka lat w różnych krajach. Nie wiem, z czego to wynika, ale miałam potrzebę odciąć się od świata i ludzi, których znałam i sprawdzić swoje siły w zupełnie innym środowisku. Myślałam o Ameryce Południowej, ale wiele osób odradzało mi ją ze względu na bezpieczeństwo. Kiedy trafiłam na Gwadelupę, to był strzał w dziesiątkę. Francuskie Karaiby okazały się zupełnie inne, niż sobie wyobrażałam. Z dobrą infrastrukturą i rynkiem pracy przypominają wygodne europejskie miasto, tyle że rozrzucone po malowniczej wyspie. Nie są rajem pozbawionym problemów, bo takie miejsca nie istnieją. Ale to piękne, spokojne miejsce na ziemi, gdzie można żyć inaczej niż w rozpędzonej Europie. Kiedy wróciłam, zrozumiałam, że nie chcę funkcjonować tak jak do tej pory. Poczułam, że muszę wyjechać zaraz.

wp

Nie miałaś żadnych wątpliwości?
Oczywiście, że tak! Bałam się kusić los: miałam przecież takie dobre życie, nie wypadało z niego rezygnować. Odbyłam dziesiątki rozmów z rodziną i przyjaciółmi, ale po podjęciu decyzji i tak ciągle się wahałam. Mimo to chciałam spróbować. Dlatego kupiłam bilet - w jedną stronę.

A co z pracą? Chyba trudno rozstać się z dobrym stanowiskiem.
Pracując w Berlinie, zarabiałam bardzo dobrze i mogłam się rozwijać, ale podążanie dalej tą ścieżką doprowadziłoby mnie w miejsce, w które nie chciałam dotrzeć. Zostałabym menedżerem projektu i za cenę awansu musiałabym pracować coraz więcej i więcej. Poza tym od pewnego czasu czułam, że przestałam się uczyć. Potrzebowałam inspiracji, nawet za cenę mniejszych zarobków.

Z czego zamierzałaś się utrzymywać na Gwadelupie?
Na francuskich Karaibach, jak w całej Unii Europejskiej, można pracować bezwizowo, ale trzeba znać francuski. Krótko przed wyjazdem z pomocą znajomych z Francji rozesłałam maile do lokalnych pracowni architektonicznych, ale nie robiłam sobie nadziei. Wyjeżdżałam z nastawieniem, że jadę na dłuższe wakacje i mogę robić cokolwiek – zostać kelnerką lub nauczycielką angielskiego. Tymczasem już w pierwszym tygodniu pobytu otrzymałam trzy oferty pracy w zawodzie. Do dziś jestem związana z jedną z tych firm i jest to pierwsza praca w moim życiu, której nigdy nie miałam ochoty rzucić. Między innymi to ona sprawiła, że postanowiłam zostać na Gwadelupie na dłużej.

wp

Jak zorganizowałaś przeprowadzkę?
Złożyłam wypowiedzenie w pracy i zaczęłam wyprzedawać moje rzeczy. Mówi się, że kobiety kochają zakupy, a mnie ogromną frajdę sprawiło opróżnienie szaf z wszystkiego, co w nich zalegało. Spakowanie się do jednej walizki daje uczucie niesamowitej wolności. Do dziś mam tylko kilka dobrej jakości, pasujących do siebie ubrań i trzy pary butów – pełne, sandały i klapki. Dzięki temu nie mam dylematów, w co się ubrać. Nie tracę czasu, miejsca i energii.

Jak ci się teraz mieszka?
Gwadelupa, będąca zamorskim departamentem Francji, to mieszanka dzikich Karaibów i europejskości. Mieszkam w spokojnej dzielnicy, bardzo blisko centrum wyspy i jednego z jej głównych miast. Wszystko jest tu małe. Wokół przeważa niska zabudowa, co w przeciwieństwie do przytłaczających wieżowców dobrze wpływa na samopoczucie mieszkańców. Z natury jesteśmy przecież przystosowani do horyzontalnego, a nie wertykalnego układu przestrzeni. Tutejsza architektura, łącząca styl karaibski z francuskim, jest w skali człowieka, po prostu przyjazna. Bardzo mi to odpowiada, bo od wysokich budynków ze stali i szkła wolę tradycyjne projekty. Podoba mi się też to, że wszędzie, również w centrach miasteczek, jest dużo zieleni.

Katarzyna Terlikowska, zyciepodpalmami.pl
Podziel się

W pracy możesz kierować się swoim gustem?
Architekci mają tendencję do narzucania swojego gustu klientom i obrażania się na cały świat, gdy komuś nie podobają się ich projekty. Często narzekają, że “świat ich nie rozumie”. Ja mam zupełnie inne podejście. Pracuję dla ludzi, nie dla siebie, więc tylko sugeruję pewne rozwiązania, ale do nich nie zmuszam. Projektujemy przede wszystkim budynki mieszkalne, szkoły i przychodnie. Najważniejsze jest bezpieczeństwo, bo tu pracujemy w strefie aktywnej sejsmicznie.

wp

Jak wygląda twoje sąsiedztwo?
Mieszkam piętnaście minut od biura, które mieści się przy marinie i jakieś trzysta metrów od pięknej plaży z palmami. W naszym budynku jest sześć mieszkań. Wszyscy się znamy, pomagamy sobie nawzajem, wymieniamy kluczami. Brak wielkomiejskiej anonimowości i obojętności to jeden z uroków życia w niedużej miejscowości. Miasto nie jest naturalnym środowiskiem człowieka – zostało przez niego sztucznie stworzone. Teoretycznie żyje się w nim wygodnie, bo wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Ale ciągle widzimy wokół rzeczy, których nie możemy mieć – mieszkania, samochody, atrakcyjne przedmioty – i to nas frustruje. Poza tym w dużych skupiskach ludzi znaczenie pojedynczego człowieka spada. W małej społeczności czujemy się ważniejsi. Kiedyś chciałabym mieszkać jeszcze bardziej kameralnie, na przykład w domu za miastem, ale dopóki pracuję, to nie byłoby praktyczne.

To chyba nie potrwa długo – na twoim blogu piszesz o tym, że w ciągu kilku lat nie będziesz już musiała pracować, żeby się utrzymać. Jak to możliwe, skoro jesteś tuż po trzydziestce?
Nigdy nie ufałam organizacjom państwowym ani politykom, czyli ludziom, których nie znam. Wychodzę z założenia, że każdy jest odpowiedzialny za siebie i swoją finansową przyszłość. Dlatego od dawna odkładam pieniądze i staram się je mądrze inwestować, aby pewnego dnia to one pracowały na mnie.

Ale jak to zrobić?
Wbrew pozorom bogactwo nie wymaga wielkiej wiedzy, tylko sprytu. Obserwuję bogatych ludzi i się od nich uczę. Weźmy takiego Donalda Trumpa, Petera Schiffa czy Roberta Kiyosakiego – mogą budzić kontrowersje, ale to geniusze biznesu i współpracy z ludźmi. Zamiast zazdrościć innym, podpatrujmy ich sposób myślenia, analizujmy sukcesy i błędy, wyciągając wnioski dla siebie. Mało kto rodzi się bogaty, ale dzięki świadomym działaniom można się takim stać. Edukacja finansowa to proces, a prawdziwe bogactwo nie polega na “robieniu kasy” tylko na dostarczaniu innym dobrych produktów i rozwiązań. Zamiast myśleć: “jak mogę zarobić więcej”, należy myśleć: “co mogę zaoferować innym?”.

, zyciepodpalmami.pl
Podziel się
wp

A co, kiedy mam dziecko, kredyt, rachunki?
Jeśli myślisz, że musisz zarabiać więcej, żeby żyć lepiej, zawsze będziesz biednym człowiekiem. Mam znajomych ze świetnymi pensjami, którzy i tak wszystko wydają. Ja nie zarabiam dużo, ja dużo oszczędzam. Nie ufam promocjom, loteriom, nie gram na giełdzie. Zamiast tego staram się mądrze gospodarować moim budżetem. Jak ognia unikam stałych zobowiązań. Nie wykupuję abonamentów telewizyjnych ani telefonicznych, bo nawet jeśli wydają się tanie, w skali roku robi się z nich spora kwota. Mnożę drobne oszczędności na wodzie, prądzie, zakupach. Nie kupuję rzeczy, których nie potrzebuję. Nie chodzi o to, żeby sobie czegoś odmawiać, tylko o wybór. Wolę kupić sobie co miesiąc nową sukienkę czy raz w roku polecieć na wakacje? Ja już podjęłam decyzję: zamiast posiadać wiele drogich rzeczy wolę wcześnie przestać pracować.

Na Gwadelupie stworzyłaś międzynarodowy związek. To harmonijne połączenie czy mieszanka wybuchowa?
Mój chłopak jest Francuzem, ale większość życia spędził na Gwadelupie. Chyba dzięki temu jest spokojny, życzliwy i tolerancyjny. Pod wieloma względami to moje przeciwieństwo! Mimo to świetnie się dogadujemy. Może właśnie dlatego, że pochodzimy z różnych kultur i mówimy różnymi językami – musimy bardziej dbać o to, żeby dobrze się rozumieć.

Gdzie najchętniej odpoczywasz, skoro raj masz na co dzień?
Na Gwadelupie mam kilka ulubionych plaż. Mieszkam przy jednej z nich, gdzie co wieczór mogę podziwiać fantastyczne zachody słońca. Do najpiękniejszych na wyspie należy plaża La Caravelle w miejscowości Sainte Anne, w pobliżu której Włosi sprzedają rewelacyjne lody z lokalnych owoców. Z przyjaciółmi często spotykam się na dużej, pokrytej pomarańczowym piaskiem Grande Anse. Polecam również ciemną Malendure, gdzie można spotkać żółwie, a niedaleko nurkować na pięknej i nieobleganej przez turystów rafie. Lubię też archipelag malowniczych wysepek Les Saintes, które można opłynąć w czasie całodziennego rejsu statkiem.
Moim ukochanym zakątkiem na Karaibach – a może i na świecie – jest Saint Lucia, czyli Święta Łucja – maleńka, górzysta wysepka z niesamowitą zatoką stworzoną przez dwa wygasłe wulkany. Jest przepiękna i dużo tańsza niż inne popularne wyspy.

wp

Napisałaś ebook „Jak odnaleźć swój raj”. Jak podsumowałabyś tę wiedzę w pigułce?
Zanim zdecydujemy się ruszyć w nieznane, musimy wiedzieć, dlaczego chcemy wyjechać. Najczęstszym powodem jest to, że nie pasuje nam nasze życie. Może być wygodne, przyjemne, ale nie jest satysfakcjonujące. Wtedy trzeba sobie powiedzieć: nie jestem zadowolona, idę szukać czegoś innego. Moje życie na Karaibach nie jest idealne, ale łatwiej mi znieść jego minusy, bo generalnie czuję się spełniona.
Wielu ludzi ma marzenia, ale gdy widzą, jaką drogę trzeba przejść, by je spełnić, pasują. Chcieliby mieć wszystko naraz. A życie to ciągłe dokonywanie wyboru - gdy wybieramy jedno, tracimy drugie. Sztuka polega na poznaniu siebie i swoich prawdziwych potrzeb. Najlepszy sposób, by ustalić, czego nam potrzeba, to choć na chwilę zmienić nasze otoczenie i zacząć robić nowe rzeczy, nawet jeśli sądzimy, że są nie dla nas. Pójdźmy inną drogą do pracy, zjedzmy coś zupełnie nowego, przebywajmy z innymi niż zazwyczaj ludźmi. Zamiast skupiać się na tym, czego nam brakuje, wykorzystujmy to, co mamy. Zmiany życiowe to proces, który czasem trwa długie lata. Stawiajmy małe kroki, aż pewnego dnia odnajdziemy swoje miejsce. Wtedy przestaniemy się zastanawiać “A co by było gdyby…”.

Polub WP Turystyka
wp
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.