Największe katastrofy w polskim lotnictwie pasażerskim
W tym roku mija 36 lat od jednej z najgłośniejszych katastrof lotniczych na terenie Polski. 14 marca 1980 roku, w pobliżu lotniska Okęcie, rozbił się Ił-62 "Mikołaj Kopernik". Na pokładzie było 77 pasażerów, w tym piosenkarka Anna Jantar, oraz 10 członków załogi. Wszyscy zginęli na miejscu.
W tym roku mija 36 lat od jednej z najgłośniejszych katastrof lotniczych na terenie Polski. 14 marca 1980 roku, w pobliżu lotniska Okęcie, rozbił się Ił-62 "Mikołaj Kopernik". Na pokładzie było 77 pasażerów, w tym piosenkarka Anna Jantar, oraz 10 członków załogi. Wszyscy zginęli na miejscu. Samolot leciał do Warszawy z Nowego Jorku, skąd odleciał z opóźnieniem, spowodowanym śnieżycą. Lot przebiegał rutynowo, problem pojawił się minutę przed lądowaniem, gdy nie zaświecił się wskaźnik wysunięcia podwozia. Zdecydowano się przelecieć nad lotniskiem, żeby mechanik sprawdził obwody (takie awarie zdarzyły się często i były zazwyczaj efektem przepalonego bezpiecznika bądź żarówki). Zwiększenie mocy silnika, koniecznie do ponownego wzniesienia, spowodowało pęknięcie wału turbiny silnika numer 2, co doprowadziło do jego zniszczenia. Na skutek wybuchu odłamki uszkodziły silnik nr 1 i kadłub, w czego konsekwencji przestały działać układy sterownicze, zasilania czarnej skrzynki i rejestrator
kokpitu, a także silnik nr 3. Maszyna bezwładnie spadła do fosy XIX-wiecznego Fortu VI Twierdzy Warszawa. Pilot cudem uniknął zderzenia z budynkami zakładu poprawczego, "sterując" jedynie wychyleniem lotek na skrzydłach. Komisja mająca wyjaśnić przyczyny katastrofy w swoim raporcie stwierdziła, że zniszczenie turbiny miało miejsce "na skutek niekorzystnego i przypadkowego zbiegu okoliczności i ukrytych wad materiałowo-technologicznych". W 2010 roku wyszła na jaw archiwalna wiadomość, mówiąca, że do tragedii doprowadziła "eksploatacja silników ponad ich resurs, czyli okres bezpiecznej eksploatacji". Na kolejnych slajdach przypominamy największe katastrofy lotnicze, które miały miejsce na terenie Polski.
ik/udm
Katastrofa lotnicza w Lesie Kabackim w 1987 roku
Największą tragedią lotniczą w historii polskiego lotnictwa pod względem liczby ofiar jest katastrofa Iła-62 "Tadeusz Kościuszko" w Lesie Kabackim. 9 maja 1987 roku maszyna miała odbyć lot na trasie Warszawa-Nowy Jork. Na pokładzie znajdowały się 183 osoby, w tym 11 członków załogi. Nikt nie ocalał. Maszyna wystartowała o godz. 10:18, przy bezchmurnym niebie. W 23 minucie lotu, nad miejscowością Warlubie, po zwiększeniu obrotów silników w celu wzniesienia na pułap przelotowy, nastąpiła dekompresja kadłuba. Stracono dwa silniki, a w samolocie wybuchł pożar. Kapitan postanowił zawrócić na lotnisko w Warszawie. Żeby przygotować się do lądowania, musiał zrzucić paliwo. Obciążony samolot obniżał pułap lotu, sytuacja stała się krytyczna i awaryjne lądowanie było konieczne. 10 km od lotniska Okęcie od maszyny odpadły przepalone elementy. Dokładnie godzinę od startu rozpoczęła się końcowa faza lądowania awaryjnego. Nie udało się wysunąć podwozia, a kolejny pożar wybuchł w luku
bagażowym. 6 km od lotniska samolot skierował się w kierunku ziemi - załoga nie mogła nad tym zapanować ze względu na uszkodzony układ sterowania. Tuż przed zderzeniem kapitan wypowiedział słowa: "Dobranoc! Do widzenia! Cześć! Giniemy!". Powołana po katastrofie komisja ustaliła, że do katastrofy przyczyniły się głównie wady konstrukcyjno-technologiczne silnika.
Katastrofa lotu Lufthansa 2904 w 1993 roku
Głośna była także katastrofa Airbusa A320 14 września 1993 na lotnisku Okęcie. Maszyna leciała z Frankfurtu nad Menem *i rozbiła się podczas lądowania. Powodem katastrofy były błędy załogi, która nie uwzględniła warunków panujących wówczas w warszawskim porcie lotniczym. Silny wiatr sprawił, że lewe koło dotknęło ziemi o 9 sekund później niż prawe. W połączeniu ze stojącą na płycie wodą spowodowało to, że koła nie uzyskały tej samej prędkości, która była wymagana, by system uznał, że dotknęły podłoża. Tym samym *nie uruchomił się automatyczny system hamowania. Wiedząc, że maszyna nie wyhamuje przed końcem pasa, kapitan skierował ją na pas zieleni. Po 90 metrach samolot uderzył skrzydłem w wał ziemi, co spowodowało pożar. Na pokładzie znajdowały się 64 osoby, w tym 6 członków załogi. 2 osoby zginęły - jeden pasażer w wyniku pożaru, który przedostał się do kabiny oraz drugi pilot. 56 osób zostało rannych, 12 nie odniosło żadnych obrażeń.
Katastrofa lotnicza w Warszawie w 1962 roku
Do innej katastrofy w pobliżu warszawskiego lotniska Okęcie doszło 19 grudnia 1962 roku. Samolot Vickers Viscount *leciał z *Brukseli, miał międzylądowanie w Berlinie. Lot przebiegał bez zakłóceń, nic nie zapowiadało tragedii, gdy załoga otrzymała pozwolenie na lądowanie. Niecałą minutę później maszyna rozbiła się ok. 1300 metrów od pasa i natychmiast spłonęła. Zginęli wszyscy na pokładzie - 28 pasażerów i 5 członków załogi. Późniejsze śledztwo wykazało, że wszelkie uszkodzenia powstały dopiero w wyniku kolizji. Oficjalną przyczyną były więc błędy załogi. Przypuszcza się, że kapitan, przyzwyczajony do latania samolotami z silnikami tłokowymi, wykonał niedozwolony manewr, zapominając, że steruje maszyną z silnikami turbośmigłowymi.
ik/udm
Katastrofa lotnicza pod Słupskiem w 1981 roku
Błąd pilota był także przyczyną katastrofy pod Słupskiem 26 marca 1981 roku. Samolot An-24W, lecący z Warszawy, rozbił się podczas lądowania, ok. 2 km od pasa startowego. Warunki atmosferyczne były niekorzystne - nad Słupskiem wisiały niskie chmury, występowały też zamglenia. Pilot obniżył maszynę poniżej pułapu chmur, żeby móc zobaczyć pas startowy. Wysokość była zbyt mała, a uskok powietrza sprawił, że samolot zaczął zbliżać się do ziemi w niekontrolowany sposób. W końcu odbił się od podłoża, a piloci próbowali go wznieść, ale nie byli w stanie nabrać odpowiedniej wysokości. Maszyna spadła ponownie ok. 500 m dalej i zapaliła się. Na pokładzie było 51 osób, w tym 4 członków załogi. Jedna osoba zginęła, a 19 zostało rannych. Obecnie port lotniczy Słupsk-Redzikowo już nie obsługuje lotów pasażerskich.