Polki chcą zdobyć górę XXX. "Oby okazała się łaskawa"

Gdy w mediach mówi się o polskiej wyprawie na Manaslu (nazywanej również Szczytem XXX) złożonej z samych mężczyzn, niemal w tym samym czasie dwie nasze rodaczki podjęły się tego samego wyzwania. Monika Witkowska i Joanna Kozanecka wyruszyły na jedną z najwyższych gór świata.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dwie kobiety w przesiadce w Dubaju. (Od lewej) Monika Witkowska i Joanna Kozanecka
Dwie kobiety w przesiadce w Dubaju. (Od lewej) Monika Witkowska i Joanna Kozanecka (Manaslu 2018 Awilux Discover)
WP

Manaslu to ósma góra świata. Nazywana przez miejscowych "Górą Ducha". Leży w Nepalu, w masywie Himalajów. I choć jest niższa od Mount Everest, bo mierzy 8156 m n.p.m., to jednak ma wyższą statystykę wypadków, dlatego jest nazywana jedną z najniebezpieczniejszych na świecie. Ginie na nim co piąta osoba. Ogromnym zagrożeniem są tu m.in. lawiny. Poza tym, to dość rozległy masyw, którego drogi wspinaczkowe należą do najdłuższych w Himalajach. Do tej pory na szczycie ośmiotysięcznika stanęło zaledwie 15 Polaków, w tym tylko 3 kobiety. Monika Witkowska i Joanna Kozanecka chcą być następne.

Początek górskiej przyjaźni

WP

Połączyła je wspólna pasja. Joannie marzył się pierwszy ośmiotysięcznik, a Monika po ubiegłorocznej wyprawie na Broad Peak, gdy wspinała się w ekipie austriackiej, doszła do wniosku, że woli jednak zdobywać szczyt z kimś, z kim będzie się mogła porozumiewać w tym samym języku.

– Znamy się ze Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich (SKPB Warszawa). I kiedyś tam zmówiłyśmy się, że może warto coś zrobić wspólnie. Z Aśką dzieli nas różnica lat (jestem od niej sporo starsza), ale mamy podobne podejście do wielu spraw, dużo wspólnych znajomych, tematów i po prostu dobrze się dogadujemy – mówi Monika Witkowska, podróżniczka, dziennikarka i autorka książek.

– Mamy podobne wartości w górach i w życiu, podobnie traktujemy partnerstwo w górach i łączy nas ambitne podejście do czekających nas wyzwań. Bo ta wyprawa – mamy nadzieję – da początek naszej wyprawowej górskiej przyjaźni – dodaje Joanna Kozanecka, która poza wielką miłością do gór, równie chętnie próbuje swoich sił w wymagających biegach. Wzięła udział w ponad 30 maratonach i 8 Ironmanach.

Marek Bytom
Podziel się
WP

Ośnieżony kolos dostojny i groźny

Wybór Manaslu to inicjatywa Moniki, która będąc w Nepalu w roli pilota-przewodnika, jadąc z grupą z Katmandu do Pokhary, zobaczyła wyłaniającą się z chmur przepiękną górę i nie mogła się na nią napatrzeć.

– Ośnieżony kolos Manaslu prezentował się zarazem dostojnie i groźnie. To właśnie wtedy pomyślałam, że chciałabym się z tą górą zmierzyć, licząc, że pozwoli się zdobyć – wspomina Monika Witkowska. – We wspinaczce najważniejsza jest pasja i swoista symbioza z górą. Równocześnie, jako że będziemy się wspinać w kobiecym zespole, chcemy pokazać, że miejsce Polek jest na szczycie – dodaje. Podkreśla, że dotyczy to nie tylko gór, ale każdej sfery życia.

WP
Marek Bytom
Podziel się

Najważniejsza jest "mocna głowa"

WP

Zgodnie podkreślają, że choć mają świadomość swoich ograniczeń i wiedzą, że pod niektórymi względami z racji tego, że są kobietami, może być trudniej, to obie są mocno nastawione na realizację celu.

– Prawda jest taka, że kobiety są bardziej zdeterminowane. Poza tym wydolność czy wytrzymałość to cechy ważne, ale to jeszcze nie przesądza o szansie na szczyt. Najważniejsza jest zdolność aklimatyzacji. Znam wielu super wysportowanych panów, często świetnych technicznie wspinaczy w skałach, którzy w górach wysokich nigdzie wyżej nie wchodzą, bo ich organizm nie adaptuje się do większych wysokości – mówi Monika.

– Siła i wytrzymałość w górach to nie wszystko. Oczywiście to są ważne cechy, jednak wydaje mi się, że równie ważna, jeśli nie ważniejsza, jest "mocna głowa", czyli odporność psychiczna. A w tym podobno jesteśmy lepsze. W górach również ważna jest cierpliwość i rozsądek. Błędy, przez które ucieka szczyt, są popełniane przez roztargnienie i nieuwagę, dlatego dokładnie mam wszystko przeanalizowane, rozpisane i poukładane – dodaje Joanna.

WP

Jak zapewniają podróżniczki, do wyprawy są przygotowane zarówno kondycyjnie, jak i sprzętowo, ale do wyzwania podchodzą z wielką pokorą. Finał zależy od wielu czynników, w tym przede wszystkim od tego, czy "góra okaże się dla nich łaskawa". Niezbędne jest też szczęście, zwłaszcza z oknem pogodowym przy ataku na szczyt. Mają jednak świadomość, że największym ryzykiem mogą być lawiny, ale też załamania pogody.

Archiwum prywatne / Monika Witkowska
Podziel się

– Najbardziej obawiam się tego, na co nie mam wpływu. Uważam, że jestem dobrze przygotowana psychicznie i fizycznie. Sprzęt i scenariusz wyprawy mam dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Ale niestety, czy to, co tak skrupulatnie zaplanowałam się spełni, zależy od wielu czynników, nad którymi nie mam władzy. Mówię tutaj przede wszystkim o pogodzie i warunkach na górze. Dla przykładu, wiosną tego roku nie było ani jednego wejścia na Manaslu właśnie z powodu warunków panujących na górze. Mówi się, że to góra musi pozwolić nam na siebie wejść i bezpiecznie zejść do bazy. Liczę, że w tym sezonie góra będzie nam przychylna – zauważa Joanna.

Joanna Kozanecka / Archiwum prywatne
Podziel się

Obie alpinistki są zaprawione w bojach. Monika Witkowska zdobyła 9 szczytów Korony Ziemi, w tym Mount Everest. Na swoim koncie ma też Ama Dablam, Matterhorn czy wyprawę na Broad Peak. Specjalizuje się w żeglarstwie morsko-oceanicznym, zwłaszcza w regionach polarnych. Dwa razy opłynęła Przylądek Horn i dotarła na Antarktydę, zaliczyła Przejście Północno-Zachodnie, czyli trudny, arktyczny szlak z Grenlandii na Alaskę. Natomiast Joanna Kozanecka weszła na Gerlach zimą, Mont Blanc, Elbrus, Mt Denali, Aconcagua, himalajskie Dampush Peak i Khang Yatse, a także Pik Lenina. Jej drugą pasją są biegi długodystansowe i triathlon. Ukończyła ponad 30 maratonów, 8 Ironmanów i liczne biegi ultra, w tym na dystansie 150 km. Objechała na rowerze całe polskie wybrzeże, Bornholm i Kubę.

Joanna Kozanecka / Archiwum prywatne
Podziel się

Natrudniejsze wyprawy hartują ducha

Gdy pytam o najtrudniejsze wyprawy, Monika wymienia zdobywanie Mt Denali, położonego na Alasce najwyższego szczytu Ameryki Północnej.

– Ale nie o trudności techniczne chodzi, tylko o to, że wraz z moimi kolegami ratowaliśmy wówczas dwóch wspinaczy i była to naprawdę trudna akcja, w której mogliśmy zginąć wszyscy (i ratowani, i my). Zdecydowanie najbardziej ryzykowny i trudny był rejs na Czukotkę. Wraz z moim szwedzkim kolegą, na maleńkim, zaledwie 10-metrowym jachcie, przebijając się przez pełen lodów Ocean Arktyczny, przez 3 miesiące pokonywaliśmy trasę, której nikt wcześniej nie robił i gdzie w razie czego raczej nie można byłoby liczyć na żadną pomoc – opowiada Monika.

Monika Witkowska / Archiwum prywatne
Podziel się

Najtrudniejszą wyprawą Joanny było natomiast zdobywanie Pik Lenina (7134 m n.p.m.) w 2011 roku. Atak szczytowy trwał tam 22 godziny.

– Za późno wyszliśmy na szczyt, podczas schodzenia trochę się pogubiliśmy. Kiedy w końcu dotarłam do namiotu, nie miałam siły nawet zdjąć raków. Dużo mnie nauczyła ta wyprawa. Przede wszystkim tego, żeby przestrzegać wcześniej ustalonych założeń, nie słuchać innych i wierzyć we własne możliwości – dzieli się swoimi doświadczeniami Aśka.

Joanna Kozanecka / Archiwum prywatne
Podziel się

Symboliczna wspinaczka

Umiejętność wyciągania wniosków z różnych trudnych sytuacji, to ponoć krok do dotarcia na szczyt w każdym sensie, nie tylko górskim. Kobietom przyświeca również inny cel, który w dwójnasób motywuje je do zdobycia "Góry Ducha".

Monika Witkowska / Archiwum prywatne
Podziel się

– Staram się, aby każda z moich wypraw czemuś służyła. Po prostu uważam, że mam dług wdzięczności wobec losu, bo jak na razie, tyle rzeczy mi się udaje, podczas gdy wiele osób jest przez ten los tak bardzo doświadczanych – mówi Monika. – W ramach mojej pracy społecznej, mając kontakt z Domowym Hospicjum Dziecięcym "Promyczek", poznałam Madzię – nieuleczalnie chorą dziewczynkę, która nie chodzi, nie mówi, nie je w normalny sposób i wymaga opieki praktycznie non-stop – opowiada.

– Prawdziwymi bohaterami są jej rodzice, którzy wykonują tytaniczną pracę, aby Magda miała godne życie, ale ich możliwości, zarówno fizyczne, jak i finansowe są w tej walce ograniczone. Pewnego dnia, gdy przyjechałam odwiedzić tę rodzinę, wyszło na jaw, że ukrytym marzeniem rodziców Madzi jest zapewnić jej pionizator, ale to zbyt kosztowny dla nich sprzęt. Nie była to żadna prośba ani sugestia, po prostu stwierdzenie faktu, ale doszłam do wniosku, że przecież moja wyprawa może im w tym pomóc, a zarazem zwróci uwagę na problemy i potrzeby takich osób. Wyszło na to, że potrzebne jest około 8 tys. zł, a że moja góra, czyli Manaslu ma 8153 m n.p.m., to w ramach facebookowej zbiórki spróbuję uzbierać 8153 zł. Krótko mówiąc, wspólnie z ludźmi dobrej woli zdobywamy "Manaslu finansowe" i kupimy Madzi ten tak potrzebny jej pionizator – mówi o inicjatywie dziennikarka.

Marek Bytom
Podziel się

Podróżniczki już są w Himalajach. Rozpoczęły trekking do bazy na wysokości 4750 m n.p.m. Po aklimatyzacji w trzech kolejnych obozach będą gotowe, aby wyruszyć na szczyt. Atak szczytowy w ramach Manaslu 2018 Awilux Discover planują na przełom września i października.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Trekking w Nepalu

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP