WP

Powrót śmigłowcem, gdy bolą kolana. "Za nieuzasadnione wezwanie trzeba obciążyć turystę"

Jedna z turystek zadzwoniła do TOPR-u, ponieważ była zmęczona. Gdy przyjmujący zgłoszenie zasugerował, żeby odpoczęła, ta próbowała wymusić interwencję w arogancki sposób. Czy gdyby Polacy musieli płacić za pomoc, tak często wzywaliby ratowników?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Koszt akcji ratowniczej to spory wydatek. Godzina pracy śmigłowca to ok. 5000 zł
Koszt akcji ratowniczej to spory wydatek. Godzina pracy śmigłowca to ok. 5000 zł (Shutterstock.com)
WP

Koszt akcji ratowniczej to spory wydatek. Godzina pracy śmigłowca to ok. 5000 zł, transport ze stoku do szpitala (plus koszty środków opatrunkowych) to od ok. 1000 do 2000 zł. Na terenie Unii Europejskiej (poza Polską) koszty ratownictwa są płatne, dlatego każdy turysta czy narciarz powinien wykupić ubezpieczenie prywatne, obejmujące koszty ratownictwa.

Akcja ratunkowa w górach za granicą może nas kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy euro. U południowego sąsiada na Słowacji również trzeba płacić. Swego czasu głośno było o akcji ratunkowej naszego rodaka. Za jego sprowadzenie słowacki odpowiednik GOPR-u, czyli Horska Zachranna Służba, wystawiła turyście rachunek na 15 tys. euro, czyli ponad 60 tys. zł.

Dodatkowa opłata za wejście w góry

Czy powinniśmy zatem pójść śladem innych krajów i również wprowadzić ubezpieczenie obejmujące koszty ratownictwa?

WP

– W mediach raz na jakiś czas pojawiają się informacje o nieuzasadnionym wezwaniu GOPR-u, ale trudno jednoznacznie powiedzieć, czy takie sytuacje byłyby wyeliminowane, gdyby nieodpowiedzialni turyści musieli sami płacić za przylot śmigłowca. Można zakładać, że część osób zrezygnowałaby z wezwania pomocy, jeśli miałaby świadomość, że będzie to sporo kosztowało – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Andrzej Paduszyński, dyrektor departamentu ubezpieczeń indywidualnych w towarzystwie ubezpieczeniowym Compensa.

– W Polsce od lat toczone są debaty dotyczące ustalenia obowiązku ponoszenia tego rodzaju opłat. Według mnie mogłoby to zapobiec wielu nieodpowiedzialnym zachowaniom na stoku czy na szlaku – dodaje w rozmowie z Wirtualną Polską Jakub Nowiński z firmy Superpolisa Ubezpieczenia.

Shutterstock.com
Podziel się

W podobnym tonie wypowiada się zastępca naczelnika krynickiego oddziału Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego.

WP

– Może warto skorzystać z praktyk stosowanych na świecie i wprowadzić ubezpieczenia obejmujące koszty ratownictwa? – zastanawia się w rozmowie z WP Andrzej Stefański z GOPR-u. – Nasze działania są finansowane z budżetu państwa, więc nie chodzi mi tu o pieniądze. Może gdyby ludzie mieli świadomość, że będą ponosić koszta za wezwanie ratowników, zachowywaliby się bardziej odpowiedzialnie, wchodząc na górskie szlaki? – przyznaje.

Sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu Zbigniew Szczerba, radny Zakopanego.
– Jestem przeciwnikiem opłat czy dodatkowego ubezpieczenia. Na wprowadzeniu nowych rozwiązań ucierpieliby zwykli ludzie, którzy byliby obciążeni dodatkową opłatą za wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zdarzają się przecież różne sytuacje, ktoś może być właściwie ubrany i wyjść w góry w odpowiednim czasie, a może złamać nogę czy się poślizgnąć. Nie możemy tego stosować też wybiórczo, że płaci ten, kto zachował się nieodpowiedzialnie, bo poszedł w szpilkach na Giewont. Ciężko jest to później rozdzielić, kto ma zapłacić i ile – podkreśla Zbigniew Szczerba, radny Zakopanego w rozmowie z WP. – Nikt nie rozważa wprowadzenia ubezpieczenia dla ludzi wyjeżdżających nad morze, a przecież tam też zdarzają się przypadki brawury i niestety utonięć.

Nieco inne stanowisko w tej sprawie ma inny zakopiański radny.
– Jestem za wprowadzeniem opłat za nieuzasadnione wezwanie helikoptera TOPR-u, ponieważ może to zablokować śmigłowiec, który uratowałby życie w innej części Tatr – mówi w rozmowie z WP Kacper Gąsienica Byrcyn. – Trzeba jednak pamiętać, że to jest pogotowie ratunkowe, tylko działające w górach. Ludzie nie powinni się bać, sięgając po telefon i wzywając TOPR czy GOPR.

WP

– I jak straż pożarna, pogotowie czy ratownictwo medyczne powinno być darmowe, ale za nieuzasadnione wezwania turyści powinni być obciążani – mówi WP Bartłomiej Bryjak, również radny Zakopanego.

Shutterstock.com
Podziel się

Trzeba to jasno sprecyzować

– Jak jednak ocenić, które wezwanie jest uzasadnione, a które już nie? – zastanawia się Jacek Dębicki, naczelnik GOPR-u. – Należałoby to szczegółowo dookreślić. W naszej ocenie może być ono nieuzasadnione, natomiast z perspektywy osoby zawiadamiającej nas o zdarzeniu - będzie jak najbardziej wskazane. Wiadomo, że zdarzają się skrajne przypadki, bywa, że ktoś nadużył alkoholu czy zaimprezował i wzywa ratowników. Tu nie mamy wątpliwości. Ale są różne sytuacje mniej oczywiste. Jeśli precyzyjnie określimy, co to znaczy nieuzasadnione wezwanie, to wtedy będę popierać takie stanowisko, żeby obciążać osobę, która wzywała pomoc. Ale gdzie jest ta granica? – dodaje Dębicki.

WP

Jednocześnie Dębicki dodaje, że działalność GOPR-u jest dotowana ze środków budżetu państwa, czyli z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w wysokości 50 proc., pozostałe środki pogotowie zdobywa we własnym zakresie, pozyskując sponsorów i partnerów, świadcząc usługi zabezpieczania imprez sportowych czy rozrywkowych.

– Nie możemy pobierać opłaty za działania w górach, ponieważ mamy środki na naszą działalność. Państwo zleca nam wykonanie konkretnego zadania, czyli udzielania pomocy ludziom, których zdrowie i życie jest zagrożone. I my na to dostajemy pieniądze. Nie mamy póki co prawnych pozwoleń, żebyśmy obciążali poszkodowanego kosztami akcji – wyjaśnia naczelnik GOPR-u.

Utrzymanie gotowości

– Podstawowy koszt dobrze funkcjonującej służby ratowniczej to przede wszystkim koszty utrzymania gotowości. Najistotniejsze jest, aby w razie wypadku w jak najkrótszym czasie mogli wyruszyć dobrze wyszkoleni i wyposażeni ratownicy. Zapewniam, że koszt utrzymania TOPR-u nawet, gdy nie byłyby podejmowane akcje, byłby bardzo zbliżony. Myślę, że warto docenić i cieszyć się z faktu, że mamy w Tatrach doskonale funkcjonującą służbę ratowniczą i w razie potrzeby otrzymamy pomoc bezpłatnie i na najwyższym poziomie – powiedział na łamach Tatromaniaka Jan Krzysztof, naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

WP
Shutterstock.com
Podziel się

Jan Krzysztof zwraca uwagę, że w Szwajcarii ratowany lub jego ubezpieczyciel nie pokrywają całości kosztów. A często przywoływane przykłady ze Słowacji wynikają z niewiedzy.
– Wpływy z odpłatności za akcje ratownicze na Słowacji (poza śmigłowcem funkcjonującym tam na innych zasadach w ramach pogotowia lotniczego) nigdy nie przekroczyły 8 proc. budżetu. Są to proporcjonalnie mniejsze środki niż pozyskiwane przez TOPR (w ramach 15 proc. z biletów wstępu do TPN). Wydaje się, że ta forma udziału wszystkich wchodzących na obszar TPN w dofinansowaniu ratownictwa jest rozwiązaniem dobrym, prostym i zastępującym pomysł obowiązkowych ubezpieczeń z którymi nie spotkałem się w żadnych górach – wyraził swoją opinię naczelnik TOPR-u.

Ratownicy, radni, ludzie gór, a nawet przedstawiciele świata ubezpieczeń - choć mają różne opinie - łączy ich jedno. Zgodnie podkreślają, że górskie pogotowie ratownicze powinno być bezpłatne, żeby w sytuacjach zagrożenia życia, ludzie nie bali się wezwać pomocy.

Ale jak radzić sobie z nieodpowiedzialnymi zachowaniami lekkomyślnych turystów? Jakie macie na ten temat zdanie? Czy opłaty lub konieczność ubezpieczenia ograniczą takie sytuacje?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Niebezpieczne szlaki w Tatrach

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP