Trwa ładowanie...

The Travelling Onion zaprzecza stereotypowi Polaka za granicą. "Low-cost może być super"

Mówi o sobie: "królowa cebuli" i przekonuje, że nie ma to nic wspólnego z brakiem ogłady i polskim "januszowaniem". Magda, autorka bloga The Travelling Onion opowiedziała Annie Jastrzębskiej o swoim sposobie na podróże.

The Travelling Onion zaprzecza stereotypowi Polaka za granicą. "Low-cost może być super"Źródło: The Traveling Onion
d1inyc9

Anna Jastrzębska: Dlaczego lepiej nie ufać ludziom, którzy nie lubią cebuli?
Magda, The Travelling Onion: Jeśli ktoś nie lubi cebuli czy czosnku, to coś jest nie tak, źle mu z oczu patrzy (śmiech). Ja sama bardzo lubię cebulę, uważam, że ma świetny smak, każdemu daniu nadaje pyszności.

Na jej cześć nazwałaś swojego bloga Travelling Onion, "podróżująca cebula".
Tak, wszystko się zaczęło kilka lat temu, kiedy pojechałam na studia do Genui. Tam poznałam moje przyjaciółki, wśród których były Hiszpanki i Meksykanki - i okazało się, że wszystkie kochamy cebulę. Nazwałyśmy siebie las reinas de la cebollas, czyli po hiszpańsku "królowe cebuli". Ja byłam tą główną królową. Gdy zakładałam bloga, pomyślałam że The Travelling Onion to będzie chwytliwa nazwa, taka dwuznaczna.

Traveling Onion
Źródło: Traveling Onion

No właśnie, bo w Polsce cebula nie zawsze ma pozytywne skojarzenia.
Rzeczywiście, często ludzie myślą, że jestem podróżnikiem za dolara i jeżdżę tylko na bardzo budżetowe wyjazdy.

Zobacz też: Amerykański przysmak - krążki cebulowe

A nie jeździsz?
Nie, ja lubię różnorodność - i butikowe hotele, i jeździć vanem, i podróżować bardziej luksusowo i low-costowo - moim zdaniem to jest super. Zwłaszcza gdy podróżuję sama - śpię w hostelach, bo to najlepszy sposób na poznanie ludzi. Mam bardzo duży przekrój podróży, np. w zeszłym roku byłam przez trzy tygodnie na Bałkanach z moim narzeczonym. Zdarzało nam się przespać noc w samochodzie, a następnego dnia dalej w drogę!

d1inyc9

Oj, niewygodnie.
Nawet teraz, gdy Adrian dobrze zarabia, ja też nie najgorzej, lubimy jeździć pod namiot, bo kochamy kempingi. A Bałkany, Chorwacja są do tego wymarzone. Ja mam co prawda dopiero 27 lat, ale chcę tak podróżować nawet, gdy będę mieć rodzinę, dzieci! Mój narzeczony jest tego nauczony od małego, ja raczej jeździłam z moimi rodzicami na bardziej luksusowe wakacje, ale nigdy mi się to nie podobało. Przecież Niemcy, Holendrzy jeżdżą na kempingi całymi rodzinami. Moim zdaniem to jest świetne. Jestem przekonana, że to idealny sposób na wyjazdy z rodziną.

A wracając do cebuli…
Choć zdarza mi się podróżować low-costowo, na pewno nie jestem typem polskiego cebulaka, który podróżuje "na cwaniaka". Raczej umiem się zachować w podróży i uczulam na to moich obserwatorów.

Traveling Onion
Źródło: Traveling Onion

Spotykasz za granicą Polaków, którzy nie umieją się zachować?
No jasne! Np. na Bali, gdy podróżowałam przez trzy miesiące po Azji z koleżankami - jedną z Meksyku, drugą z Francji - spotkałyśmy parę Polaków, którzy byli tak oszczędni, że wyliczali sobie gumy do żucia. Na zasadzie: dzisiaj możemy zjeść tylko po pół gumy, żeby nam starczyło do końca wyjazdu. Takie przykłady można mnożyć. Najwięcej zauważyłam ich chyba na Couchsurfingu, który sama odkryłam na studiach i bardzo długo w ten sposób podróżowałam. Wiele osób, zwłaszcza dziewczyn, myśli sobie, że to taki tani hotel, nie próbuje nawet poznać ludzi, którzy udostępniają im własne mieszkanie. Biorą klucze, wychodzą na miasto, po czym wracają i idą spać… A cała idea Couchsurfingu jest inna. Dlatego zawsze staram się zwracać uwagę moim obserwatorom na takie rzeczy.

d1inyc9

Naprawdę nie bałaś się, że te wszystkie skojarzenia będą ciążyć na "podróżującej cebuli"?
Z perspektywy czasu to dostrzegam, ale już tego nie zmienię (śmiech). Wiele osób zaczyna pisanie bloga z myślą "będę na tym zarabiać pieniądze". Kiedy półtora roku temu zakładałam bloga, w ogóle o tym nie myślałam.

Zaraz, zaraz, nie wmówisz mi, że ktoś zakłada bloga, nie licząc na kasę.
Serio, nie myślałam w tych kategoriach. Robiłam to dla siebie, to była moja odskocznia od korporacji. Nie miałam wtedy znajomych wśród influencerów, nie obserwowałam żadnych blogerów, nie zdawałam sobie sprawy, że można na tym zarobić pieniądze, i to duże. Na tamtym etapie miałam raczej poczucie, że w internecie już było wszystko i że bardzo trudno będzie się z czymkolwiek przebić. Gdy zakładałam bloga, ludzie działali już od 8-10 lat, więc trochę nie wierzyłam w swój sukces. Nie miałam oczekiwań i myślę, że może dlatego mi się udało.

Traveling Onion
Źródło: Traveling Onion

Czyli się udało? Rzuciłaś pracę w korporacji po to, żeby zająć się blogowaniem na pełen etat.
Tak, rzuciłam korporację w czerwcu zeszłego roku. Na początku robiłam różne rzeczy jako freelancer, dopiero od grudnia zajmuję się stricte blogowaniem i social mediami. A jak idzie? Wiadomo, są lepsze i gorsze miesiące. Grudzień był super, styczeń był fatalny. Na pewno trzeba dużo odwagi, żeby tak zaryzykować, wejść w branżę, o której się nie ma pojęcia. Ale wydaje mi się, że warto. Nie ma nic piękniejszego, niż utrzymywanie się z własnej pasji, zwłaszcza, że w pracy spędza się większość czasu w życiu. No więc próbuję. Jeżeli do końca roku się nie uda, w przyszłym roku wrócę do pracy na etat.

d1inyc9

Ale prowadzenie bloga to nie jedyne twoje źródło zarobku.
Nie, organizuję też wyjazdy dla obserwatorów. Taki pierwszy wyjazd odbył się jeszcze gdy pracowałam w korporacji i w sumie rzuciłam tę pracę także po to, by mieć czas na organizację wyjazdów. Bo to jest coś świetnego. Te wyjazdy są jak ja: jest spanie u lokalsów, noclegi w butikowych hotelach, góry i kąpiele, offroad, wino, spa, kurs gotowania - słowem, w ciągu 10 dni jest wszystko, co można zrobić na wakacjach.

I ludzie chętnie z tobą jeżdżą?
Moje wyjazdy sprzedają się bardzo szybko. I w ogóle mogę zdradzić mały sekret osobom, które chciałyby spróbować swoich sił w social mediach i na nich zarabiać. Najlepiej jest tworzyć własne produkty. Jeśli masz super pomysł na e-booka, mieszkasz w interesującym miejscu, to robienie szkoleń, wydarzeń, wyjazdów jest najlepszą opcja na monetyzowanie działalności w sieci. Jeśli ma się swoje grono zaangażowanych obserwatorów, wystarczy 5-10 tys. osób, naprawdę można już robić fajne rzeczy. Nie czekając na propozycje z zewnątrz. Dziś jest duża konkurencja na rynku, więc czasami ciężko o ciekawe oferty, zwłaszcza te zgodne z twoim profilem. A jeśli wydajesz swoje produkty, to są one zgodne z tobą i całą sobą możesz je rekomendować. Dużo osób zaczyna to rozumieć i może nie do końca jeszcze mówi się o tym wprost, ale przyszłością internetu są własne produkty. Warto budować coś swojego, kreatywnego, oryginalnego!

Widać, że lata w handlu zrobiły swoje - umiesz sprzedawać.
(śmiech) No tak, wcześniej zajmowałam się handlem międzynarodowym, to było strasznie nudne, tabelki w excelu itd. Ale coś w tym jest, chyba mam w sobie żyłkę handlary. Po mamie i babci, które mają sklepy spożywcze, tata pracuje w branży samochodowej, ale też zajmuje się handlem. Znajomi często mi mówią, że umiem sprzedać niemal wszystko. Jest tak chyba dzięki temu, że po prostu jestem przekonana do tego, co mówię i robię - i potrafię do tego przekonać innych.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d1inyc9
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1inyc9