WP

Za kółkiem ciężarówki poznaje świat. Tym razem Wietnam

Jeszcze nie tak dawno był zwykłym kierowcą ciężarówki, teraz jest gwiazdą telewizyjną i prowadzi swój program. Ma za sobą Amazonkę, zjechał Stany, odwiedził Wietnam. Dawid Andres opowiedział nam, czego bał się najbardziej i jaką wódkę można wypić w barze dla kierowców.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dawid Andres w Wietnamie spędził miesiąc. Zatrudnił się w firmie transportowej
Dawid Andres w Wietnamie spędził miesiąc. Zatrudnił się w firmie transportowej (discovery channel)
WP

Urszula Abucewicz, WP: Twoje przygody można śledzić, oglądając program "Ciężarówką przez Wietnam". Czy kiedykolwiek pomyślałeś, że będziesz gwiazdą telewizyjną?

Dawid Andres: Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek będę pracował w telewizji. I wcale nie czuję się jak gwiazda. Na co dzień mieszkam w Stanach Zjednoczonych, więc nikt mnie nie kojarzy i nikt mnie nie zna.

Jak to się stało, że zainteresowali się tobą producenci telewizyjni?

WP

Zrobiłem coś, czego nikt wcześniej nie dokonał. Razem z bratem w 2016 r. przepedałowałem na rowerze całą Amazonkę, otrzymałem za ten wyczyn Kolosa [nagrodę podróżniczą przyznawaną podczas Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów w Gdyni - przypis red.] i wtedy zgłosili się do mnie producenci z różnych stacji telewizyjnych.

Facebook.com
Podziel się

Aleksander Doba został dwa razy okradziony w tych rejonach i zrezygnował z wyprawy, a wy dopięliście swego. Bywało niebezpiecznie?

Bywało. Na szczęście my z bratem jesteśmy bardzo wesołymi facetami i to nam pomagało wyjść z różnych opresji. Nawet ze spotkań z piratami…

WP

W tym samym miejscu, w którym kilka miesięcy wcześniej zamordowano brytyjską kajakarkę, podpłynęła do nas łódka. I nagle wyskoczyło z niej pięciu rosłych mężczyzn, wyciągnęli giwery, zaczęli w nas z nich mierzyć. Zrobiło się strasznie.

I co było dalej?

Przygotowując się do tej wyprawy, wiedziałem, że można spotkać takich piratów, którzy kradną i takich, którzy szukają narkotyków, tzw. zawodowców. I gdy ci, którzy do nas podpłynęli, zadali nam pytanie: "czy macie narkotyki"? od razu wiedziałem, że mam do czynienia z profesjonalistami i zacząłem się śmiać: "jakie narkotyki, zobacz na nasze rowery. Przecież my pedałujemy 4 km na godzinę". Wtedy jeden z nich wskoczył do wody i zaczął obszukiwać pontonowe płozy, na których osadzone były ramy naszych rowerów amazońskich. Oczywiście niczego nie znalazł.

Zaczęliśmy z nimi rozmawiać i choć zobaczyłem uśmiechy na ich twarzach, to wciąż czułem się nieswojo, bo jeden ciągle mierzył do nas z wielkiej giwery. Żeby rozładować sytuację zapytałem, czy mają może piwo? A oni parsknęli śmiechem i powiedzieli, że niestety nie. Już wiedziałem, że nic nam nie zrobią, więc pytam dalej: "chłopaki, to może jakieś dragi macie?". Jeszcze bardziej rozbawieni powiedzieli tylko: "Miłej podróży" i odpłynęli. My też, a serca biły nam tak szybko, że nigdy z taką prędkością nie płynęliśmy po Amazonce. To tylko jedna z groźniejszych sytuacji na Amazonce. O innych naszych przygodach i przeżyciach można przeczytać w książkach "Rowerem po Amazonce" oraz "Wyprawy i podróże. Reportaże Piotra Chmielińskiego".

WP
Discovery Channel Polska
Podziel się

Czy poleciłbyś komuś taką ekstremalną wyprawę?

Decydując się na taką wyprawę trzeba mieć silną wiarę w jej powodzenie. Mięśnie nie są najważniejsze. Trzeba bardzo mocno chcieć i uparcie dążyć do celu.

WP

A strach?

Strach budziły przede wszystkim ogromne fale na Amazonce. Baliśmy się nie tyle o siebie, co o rowery – czy ich konstrukcja wytrzyma w starciu z wielkimi sztormami. Niektórzy podróżnicy obawiają się kontaktów z tubylcami. My głęboko wierzyliśmy, że nie spotka nas krzywda ze strony innych ludzi. Podchodziliśmy do nich, podpływaliśmy do ich wiosek, z niektórymi zaprzyjaźniliśmy się. Wieść o dwóch facetach na rowerach szybko rozchodziła się po okolicach, budząc zaciekawienie miejscowych. Przypływali do nas, robili sobie z nami zdjęcia, znali nasze imiona, częstowali nas lokalnymi smakołykami. Byliśmy nawet w telewizji brazylijskiej.

Discovery Channel Polska
Podziel się

A w Wietnamie się bałeś?

WP

Tak. W Wietnamie dominują skutery. W samym Sajgonie jest ich ok. 7-8 mln. Gdy na skrzyżowaniu zapalało się zielone światło, to nagle te skutery zaczynały zalewać drogę jak woda. Wydawało mi się, że wyjeżdżają mi spod kół. I to był mój największy strach. Mówiłem do siebie: "Boże, jak ja tu kogoś rozjadę i spędzę pozostałą część życia w wietnamskim więzieniu?".

Jechałem więc 30-40 km na godzinę. Na początku wydawało mi się, że poruszam się jak żółw, ale szybko się do tego przyzwyczaiłem. Gdy zdarzało mi się przycisnąć do 80 km na godzinę, miałem wrażenie, że osiągam jakąś zawrotną prędkość.

Inną kwestią jest to, że na tamtejszych drogach możesz się spodziewać różnych niespodzianek. Jedziesz sobie płatną autostradą, a pod prąd sunie autobus albo krowy idą autostradą.

Discovery Channel Polska
Podziel się

A co z mandatami? Zdarzyło ci się spotkanie z tamtejszą policją? Wypisywali blankiet czy chcieli łapówkę?

Kiedy kręciłem program "Ciężarówką przez Stany" kilka razy zdarzyło mi się wjechać w miejsca, w których jak się potem okazało obowiązywał zakaz ruchu dla ciężarówek, ale nigdy nie zatrzymała mnie policja. W Wietnamie pomyślałem: "a co tam, wjadę do jakiegoś centrum i pokażę ludziom, jak wygląda". I nagle podjeżdża skuter, taki jak w PRL-u i policjant macha do mnie pałką. Za każdym razem, gdy złamałem prawo drogowe, natychmiast pojawiał się mundurowy. Nagle. Znikąd.

Jak wysokie były te mandaty? Pamiętasz?

Tak, milion Dongów, czyli ok. 35-40 dolarów. Na ich warunki to jest całkiem dużo.

Discovery Channel Polska
Podziel się

Zatrudniłeś się w wietnamskiej firmie transportowej, dzięki temu mogłeś zapuszczać się w miejsca mniej turystyczne.

Początkowo jechałem drogą A1, która ciągnie się wzdłuż wschodniego wybrzeża, nastawionego na turystykę. Praktycznie każdy, kto przyjeżdża do Wietnamu, zahacza o te miejsca. Dogadałem się z szefem, żeby wysyłał mnie w rejony mniej oblegane przez turystów, gdzie będę mógł zobaczyć i pokazać prawdziwy wietnamski świat. No i udało się. Pojechałem wzdłuż granicy z Laosem i mogłem poznać inną stronę tego kraju.

Jak wygląda życie Wietnamczyków?

Gdy turysta przyjeżdża do miejsca, gdzie jest piękna plaża, wokół której ciągnie się cudowna promenada i 5-gwiazdkowe hotele, to wtedy sobie myśli: "jaki ten Wietnam jest cudowny". Widać postępujący szybko rozwój, inwestycje realizowane czasem z wielkim rozmachem. Na każdym kroku można zobaczyć ludzi zatopionych w smartfonach i tabletach. A z drugiej strony jest zdecydowana większość, która wiedzie proste życie w chatkach bez mebli, utrzymując się z tego, co wyhoduje bądź złapie i ciężko pracując fizycznie. Tam jakby czas się zatrzymał. Jadąc przez Wietnam często zatrzymywałem się w miejscach dla ciężarówek, w których barem była zwykła szopa, a dania były przyrządzane na podwórku.

Co jadłeś?

Ciężko powiedzieć, bo gdy używałem translatora, okazywało się, że jem gotowaną reklamówkę albo coś podobnego (śmiech).

Discovery Channel Polska
Podziel się

Jakie są jeszcze twoje obserwacje na temat tego kraju?

Miałem wrażenie, że cała Azja pokryta jest betonem i blachą falowaną. Widziałem też domy zrobione z drzewa, ale ich dachy były pokryte azbestem. Czasem mijałem taką prawdziwą wietnamską wioskę, z domkami z drewna i dachami z liśćmi palmowymi. Ale to była rzadkość.

A czy to, że zatrudniłeś się w firmie wietnamskiej ułatwiło ci kontakty z miejscowymi? Jak się do ciebie odnosili?

Byłem prawdopodobnie pierwszym Europejczykiem, który jeździł tam ciężarówką, więc był to dla nich szok. Kiedy przejeżdżałem przez bramki na autostradzie, to ludzie wychodzili z budek, żeby sobie zrobić ze mną zdjęcie. Odbiór był bardzo pozytywny.

Inna kwestia, że poruszanie się ciężarówką daje większą wolność. Nie jestem odbierany jako turysta, zbliżam się do ludzi, jeżdżę do magazynów i widzę, jak miejscowi pracują i żyją. Czasem zapraszali mnie do baru dla kierowców i częstowali wódką z opium czy z wężami. Byłem dla nich atrakcyjny, bo byłem facetem z innego kraju, ale wciąż mi nie wierzyli, że naprawdę jeżdżę tą ciężarówką.

Discovery Channel Polska
Podziel się

Co dalej? Porzucisz ciężarówkę? Jakie masz marzenia?

To jest moja praca. Na co dzień też jeżdżę w Stanach Zjednoczonych ciężarówką. Chciałbym wyruszyć nią do Australii, a moim największym marzeniem jest zjechanie całego świata. Oczywiście za kółkiem mojego trucka.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Ta strategia pomogła Amerykanom wygrać wojnę w Wietnamie [Anatomia wojny]

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP