Trwa ładowanie...

Co naprawdę wydarzyło się pod K2. Twórcy "Ostatniej góry" mówią o swoim filmie

Wyczyny polskich himalaistów rozgrzewają emocje - nie tylko te pozytywne. Wciąż czeka na nich ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik. Czy poczeka jeszcze rok?

Share
Co naprawdę wydarzyło się pod K2. Twórcy "Ostatniej góry" mówią o swoim filmie
Źródło: Białostocki Ośrodek Kultury
d10rnu9

Na czym jak na czym, ale na piłce nożnej, skokach narciarskich i wspinaczce wysokogórskiej znają się prawie wszyscy Polacy, a przynajmniej tak im się wydaje. W tej ostatniej dyscyplinie faktycznie jesteśmy światową potęgą. Nasi sportowcy ekstremalni zimą zdobyli jako pierwsi 10 spośród 14 ośmiotysięczników. Jedynym, jaki się im oparł - jak zresztą wszystkim - jest K2, druga najwyższa góra świata. Mają z "Ostatnią górą" swoje porachunki, a po mistrzowsku pokazuje tę rozgrywkę film pod tym właśnie tytułem.

"Ostatnia góra" w reżyserii Dariusza Załuskiego poruszyła widzów takich festiwali filmowych jak m.in. Millennium Docs Against Gravity, Transatlantyk czy Dwa Brzegi. O kulisach pracy nad filmem opowiadali w Białymstoku, podczas festiwalu Ciekawi Świata, jego twórcy - uczestnicy wyprawy zimowej na K2.

K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock
Źródło: K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock

Wzloty i upadki

Scenariusz filmu napisało samo życie. Wystarczy przeczytać opis, aby to sobie uświadomić: "Grupa kilkunastu wspinaczy pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego próbuje dokonać historycznego wejścia na szczyt. Mozolnie, w skrajnie trudnych warunkach, kolejne zespoły przygotowują drogę, rozwieszając liny i docierając do kolejnych obozów. Tę wyprawową rutynę przerywa tragedia rozgrywająca się na niedalekiej Nanga Parbat.

d10rnu9

W wyniku brawurowej akcji Adamowi Bieleckiemu i Denisowi Urubko udaje się uratować Elisabeth Revol, ale jej partner Tomasz Mackiewicz zostaje pod szczytem Nanga Parbat na zawsze... Ratownicy wracają pod K2 i wznawiają wspinaczkę. Upływający czas oraz piętrzące się trudności uwidaczniają różnice charakterów w obrębie odizolowanej fizycznie od świata grupy. Dodatkowe napięcie wprowadza ogólna dostępność Internetu oraz niezwykła medialność wyprawy.”

ZOBACZ TEŻ: Ostatnia góra - zwiastun

Mało jest osób w kraju, które nie śledziły wydarzeń sprzed dwóch lat z wypiekami na twarzy. Znajdujący się na granicy Chin i Pakistanu najwyższy szczyt Karakorum uważany jest za najtrudniejszy do zdobycia, a zimą dotąd niezdobyty, bo panują na nim wtedy ekstremalne warunki: średnia temperatura w granicach od -45 do -55 st.C oraz wiatry o średniej prędkości 180 km na godzinę.

Zimową Narodową Wyprawą na K2 kierował Krzysztof Wielicki. Podczas tych 80 dni jej uczestnicy notowali i wzloty, i upadki. 19 lutego Adam Bielecki i Denis Urubko założyli trzeci obóz na wysokości 7200 m, a 20 lutego dotarli na 7400 m. 26 lutego doszło do zaskakującej sytuacji - Denis Urubko wyszedł sam i dotarł na 7600 m. Szaleńczy atak się nie powiódł, a po powrocie do bazy Urubko zdecydował, że wyprawę opuszcza. Na początku marca 2018 r. Wielicki ogłosił koniec ekspedycji, nie udało się.

K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock
Źródło: K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock

Życie, a nie pic

Film jest tak niezwykły, bo był montowany ze zdjęć nakręconych na gorąco aż przez 11 operatorów - samych uczestników wyprawy. Dariusz Załuski wyposażył kolegów w miniaturowe sportowe kamery, które karnie trzymali pod kombinezonami i nie zapominali ich wyciągnąć i włączyć w kluczowym momencie. To wydaje się niemożliwe, ale Rafał Fronia nagrał nawet moment, kiedy porywa go lawina (złamała mu rękę!).

d10rnu9

- Taka była adrenalina, że nie pamiętałem, że kręciłem - śmieje się Fronia.
Załuski dodaje, że jego rola sprowadzała się raczej do roli kierownika produkcji - dbał, by kamery były sprawne, a baterie naładowane. Natomiast godziny materiału (60 dni zdjęciowych) musiała obejrzeć Anna Maria Filipow i dokonać trudnego wyboru.

K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock
Źródło: K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock

- To był bardzo ciekawy, mięsisty materiał. Choć dużo się tam kwasów działo, okazało się, że dla filmu akurat jest to dobre - przyznaje druga scenarzystka i montażystka "Ostatniej góry". - To życie napisało ten scenariusz - dodaje. - Bo tam nie było picu, było życie - dodaje Fronia.

Twórcy filmu nieco prześlizgnęli się po akcji ratunkowej na Nanga Parbat, skupiając się na tym, co dzieje się pod K2. Sceny poręczowania kolejnych odcinków, zakładania obozów i noclegów w coraz bardziej piekielnych warunkach (wiatr dosłownie miota namiotem) zderzone są z sielanką w bazie, gdzie uczestnicy mogą się zregenerować. Pieczołowicie smażą bekon na skwarki, Rafał Fronia parzy swoją słynną kawę, oglądają skoki narciarskie i kibicują Stochowi walczącemu o złoto. Publiczność chichocze.

d10rnu9

Himalaiści tłumaczą, że tak naprawdę podczas trzymiesięcznej wyprawy zimowej wspinają się dużo mniej niż podczas zwykłego sezonu w Tatrach. Są nawet całe tygodnie, kiedy pogoda nie pozwala wyjść z bazy i wtedy trzeba jakoś zabić czas.

K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock
Źródło: K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock

Denis pełen sprzeczności

Dariusz Załuski był pełnoprawnym członkiem ekipy, z niemałym doświadczeniem. Przyznał, że po powrocie był tak zdołowany, że wydawało mu się, że żaden film z tego nie powstanie. Załamała go nie tylko porażka, ale też niezwykła "medialność" wyprawy, która nie pozwoliła uciec od rzeczywistości i powodowała jeszcze więcej napięć.

Fronia: - Dla wypraw, które opierają się o uczestnictwo sponsorskie, czasy bez internetu się skończyły. Czy w Karakorum, czy pod Everestem muszą być wszystkie media, bez tego nikt nie da nam pieniędzy. Skończyły się wyprawy intymne, teraz musimy robić codzienne wręcz relacje. Stworzyliśmy nową erę i chcemy czy nie, musimy się z tym jakoś oswoić, nie ma innego wyjścia.

Siłą rzeczy, media kreowały nowych bohaterów wyprawy, wśród których najbarwniejszą postacią był Denis Urubko, rosyjski himalaista z polskim obywatelstwem, były żołnierz armii Kazachstanu, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum. Jak mówią o nim koledzy, ma świetne przygotowanie i duże "parcie do przodu". Ale też ortodoksyjne zasady, które nie pozwalają mu na używanie ogrzewaczy chemicznych i wyznaczają termin zimowych wejść tylko do końca lutego.

d10rnu9

Rafał Fronia w swojej książce "Anatomia góry" poświęca tej złożonej postaci sporo miejsca. Zdradza, że kiedy po przejściu lawiny przestraszył się, że doznał złamania z przemieszczeniem, Denis "odwrócił się tyłem do góry" i zaoferował, że sprowadzi go na dół. Tydzień później zrobił coś zupełnie innego - nielojalnego, wbrew grupie, jak ocenili to koledzy.

- Czy pojechalibyście z nim jeszcze raz? - dopytywała publiczność na spotkaniu.
- Pytanie, czy on pojechałby z nami - wymijająco odparli uczestnicy wyprawy na K2.

K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock
Źródło: K2, najwyższy szczyt Karakorum / Shutterstock

Kto pierwszy?

Publika chciała też wiedzieć, czy jest jakiś sposób na zdobycie K2. Są tacy, którzy mają swoje indywidualne teorie, włącznie z samotnym atakiem. Rafał Fronia i Piotr Tomala uważają, że wyłącznie w dużej grupie. Po to, by nie powtórzyła się tragedia z 2013 roku, kiedy co prawda czterej polscy himalaiści jako pierwsi zdobyli zimą Broad Peak, ale sukces ten został okupiony śmiercią Tomasza Kowalskiego i Macieja Berbeki.

d10rnu9

Duża wyprawa spełnia zasady bezpieczeństwa, poręczuje drogę, udziela wsparcia "szpicy", która uczestniczy w ataku szczytowym i może zorganizować akcję ratunkową.

Już niedługo, w połowie stycznia 2020 r., ośmiu himalaistów - pod wodzą właśnie Tomali - wyrusza na niezdobyty dotąd zimą siedmiotysięcznik Batura Sar w Karakorum. Ma być to jeden z etapów przygotowań do tej najważniejszej wyprawy - dogrywki z K2, bowiem kolejna zimowa wyprawa jest tam planowana na przełom 2020 i 2021 r.

Z kolei Denis Urubko zasadza się na Broad Peak i… K2. Ten temat jest w środowisku powodem do żartów, ale z nutą goryczy. Wszyscy wiedzą bowiem, jak zdolny jest Rosjanin, a przecież chcieliby, aby szczyt pozostał nietknięty dla nich. Oficjalnie - trzymają kciuki. A po cichu…

Fronia wyłamuje się: - Ja się będę wspinał, dopóki potrafię się cieszyć z tego, że moi koledzy wchodzą na szczyt. Nigdy nie sprowadzę gór do bieżni, gdzie mam wygrywać - niespodziewanie serio podsumował spotkanie ten "romantyk gór wysokich". Publiczność przyjęła jego deklarację burzą oklasków.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d10rnu9

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d10rnu9
d10rnu9