Qaqwqwrqw

Dawid Andres poznaje świat za kółkiem ciężarówki. Tym razem wylądował w egzotycznej Indonezji

Jeszcze nie tak dawno był zwykłym kierowcą ciężarówki, teraz jest gwiazdą telewizyjną i prowadzi swój program. Ma za sobą Amazonkę, zjechał Stany, odwiedził Wietnam, a teraz Indonezję. Dawid Andres opowiedział nam m.in. o tym, co Chińczycy mają wspólnego z Żydami, jak wyglądają jadłodajnie kierowców i o tym, że Indonezja to trochę raj, a trochę piekło.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dawid Andres zatrudnił się w indonezyjskiej firmie transportowej
Dawid Andres zatrudnił się w indonezyjskiej firmie transportowej (Dicovery Channel)
Qaqwqwrqw

Urszula Abucewicz, WP: Twoje przygody można śledzić, oglądając program "Ciężarówką przez Indonezję". Czy kiedykolwiek pomyślałeś, że będziesz gwiazdą telewizyjną?

Dawid Andres: Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek będę pracował w telewizji. I wcale nie czuję się jak gwiazda. Na co dzień mieszkam w Stanach Zjednoczonych, więc nikt mnie nie kojarzy i nikt mnie nie zna.

Jak to się stało, że zainteresowali się tobą producenci telewizyjni?

Qaqwqwrqw

Zrobiłem coś, czego nikt wcześniej nie dokonał. Razem z bratem w 2016 r. przepedałowałem na rowerze całą Amazonkę, otrzymałem za ten wyczyn Kolosa [nagrodę podróżniczą przyznawaną podczas Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów w Gdyni - przypis red.] i wtedy zgłosili się do mnie producenci z różnych stacji telewizyjnych.

Facebook.com
Podziel się

I teraz kolejny program, i kolejna przygoda. Słyszałam, że zatrudniłeś się u najbogatszego człowieka w Bandung, jednym z największych miast Indonezji?

Dawid Andres: Tak. To prawda. Ma chyba 700 ciężarówek.

Qaqwqwrqw

Zobacz też: Indonezja - największy archipelag świata

Jaki był twój indonezyjski szef?

Przesympatyczny Chińczyk, a do tego bardzo skromny. W Azji przeważnie tak jest, że ci najbogatsi ludzie są narodowości chińskiej. Od pokoleń prowadzą różne interesy, są majętnymi ludźmi, co nie przysparza im sympatii wśród pozostałych mieszkańców. Są wręcz dyskryminowani. Gdy wybuchały zamieszki to najwięcej ofiar było wśród nich. Można ich eksterminację porównać do holokaustu Żydów w Europie. Gwałcono ich żony i córki, palono ich firmy i domy. A oni zaczynali wszystko od nowa, powstawali jak feniks z popiołu. Są bardzo zorganizowani i pracowici.

Qaqwqwrqw

Z czego wynika ta niechęć?

Z zazdrości. 51 proc. biznesów należy właśnie do nich. To są bogaci ludzie, którzy nawzajem się wspierają i mają ogromne pieniądze.

Kogo jeszcze spotkałeś na swojej drodze?

Na wyspie Lombok plemię Sasaków, które chroni się przed współczesną cywilizacją. Sasakowie żyją trochę jak amisze w Stanach Zjednoczonych, jakby zatrzymał się czas. Nie mogliśmy nagrywać rozmów z wodzem, ale przynajmniej mogłem z nim porozmawiać i zobaczyć miejsce, w którym żyje on i jego "podwładni".

Qaqwqwrqw
pl.wikipedia.org/Marbabu
Podziel się
Shutterstock.com
Podziel się

Jak reagowali na ciebie?

Bardzo pozytywnie. No, ale mają swoje restrykcyjne zasady czy nietypowe dla nas zwyczaje.

Qaqwqwrqw

Co masz na myśli?

Mężczyzna, żeby pojąć wybrankę swojego serca za żonę, musi wkupić się w rodzinę, płacąc jej określoną sumę lub ofiarowując zwierzęta. Może się jednak zdarzyć, że nie uzyska zgody na ślub, wtedy rozwiązaniem jest porwanie. I wtedy najbliżsi kobiety nie mają wyjścia.

Dziewczyna, która mi o tym opowiadała, tak właśnie została żoną. Jej przyszły mąż ją porwał, bo był biedny i nie stać go było na wkupne. Ale to fajna tradycja, bo oni wcześniej byli już długo razem, a teraz stanowią udane małżeństwo.

Dicovery Channel
Podziel się

Na Sumatrze miałeś do czynienia z matriarchatem?

Tak (śmiech). Tam rządzą kobiety. Nie ma tak, że mężczyzna może podjąć jakąś decyzję samodzielnie. Któryś z nich chce kupić motor? Najpierw musi iść do żony i poprosić ją o zgodę (śmiech).

Shutterstock.com
Podziel się

Jaka jest ta wyspa?

Bajkowa. Udało mi się odkryć miejsca, które nie są jeszcze skażone przemysłem turystycznym. I to jest właśnie fajne, że opuszczasz Bali, na której roi się od turystów, jedziesz motorówką i za 1,5 godziny trafiasz na piękne plaże, które wyglądają niemal tak samo jak na Bali, ale jesteś na nich sama.

Chcieliśmy dotrzeć do surfcamp, miejsca, w którym można podziwiać rafy koralowe. Wyobraź sobie, że nie mogliśmy znaleźć żadnego hotelu na odcinku 500 km. A uwierz mi, żeby taki dystans przejechać w Indonezji, to trzeba na to poświęcić ok. 3 dni.

Shutterstock.com
Podziel się
Dicovery Channel
Podziel się

Bali jest przereklamowane?

Może źle się wyraziłem. Na pewno na Bali jest rozbudowana infrastruktura hotelowa. Możesz zdecydować się na tanie hostele, stancje czy luksusowe hotele, w których za jedną noc trzeba zapłacić 2-3 tys. zł. A na Sumatrze musisz się liczyć z bardziej spartańskimi warunkami.

Mimo tego turystycznego przesytu udało nam się również odkryć miejsca z dala od zgiełku. Weszliśmy w dżunglę i nagle poczułem się jak w filmie "Indiana Jones". A poza tym świątynie, których są tysiące, biegające małpki na ulicach, makaki, którym świrnięci turyści dają piwo, wszystko to tworzy niezwykły klimat tego miejsca.

Jadąc na Bali myślałem, że to będzie doświadczenie na miarę Alicante w Hiszpanii. Wszyscy zachwalają to miejsce, ale gdy się tam znalazłem, nie do końca mogłem zrozumieć, skąd te achy i ochy. I tu myślałem, że będzie podobnie. A tu jednak można znaleźć przestrzeń bardziej odludną. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Dicovery Channel
Podziel się

Przypomniało mi się wtedy takie doświadczenie z Amazonki, gdy wpłynęliśmy z bratem do systemu kanałów. Dżungla była na wyciągnięcie ręki, puste plaże, jakaś porzucona chata, w której mogliśmy nocować. W książce "Rowerem po Amazonce" Piotr Chmieliński pisze, jak zapraszaliśmy go do naszej miejscówki w środku amazońskiej puszczy zachwyceni jej dzikością.

Co najbardziej podobało ci się w Indonezji?

To jedna z najpiękniejszych przygód mojego życia. A najbardziej podobała mi się różnorodność. W tym kraju panuje ogromne zróżnicowanie religijne. Jedziesz po Jawie, gdzie 90 proc. mieszkańców wyznaje islam. Po czym po godzinie podróży promem znajdujesz się na Bali i w zupełnie innym świecie. Te setki świątyń hinduistycznych naprawdę robią wrażenie. A potem popłynęliśmy na wyspę Lombok i kolejny raz poczułem się jak na innej planecie. Piękne plaże i tylko my. Nie ma nikogo więcej.

Dicovery Channel
Podziel się

To zróżnicowanie jest widoczne na każdym kroku. Kiedy Indonezja odzyskała niepodległość, to Sucarno zarządził transemigrację, czyli przesiedlano ludzi na przykład z Jawy na Borneo. Poza tym zarejestrowanych jest w tym kraju pięć religii (islam, chrześcijaństwo, konfucjanizm, buddyzm i hinduizm), i żeby otrzymać dokumenty, musisz być wyznawcą którejś z nich.

Problem mają np. Świadkowie Jehowy, bo muszą zgłosić przynależność do oficjalnie uznawanej religii. Na szczęście na tle religijnym nie dochodzi do żadnych antagonizmów. Znam kobietę, która jest katoliczką, a jej siostra muzułmanką i razem spędzają święta.

Jeździłeś po Indonezji ciężarówką. Kolejne ekstremalne doświadczenie.

Myślałem, że Wietnam to było szalone doświadczenie, a okazało się, że w porównaniu z pracą w Indonezji to był raj. Pracę kierowcy pomiędzy tymi krajami dzieli ogromna przepaść.

W Wietnamie narzekałem, że poruszałem się zbyt wolno i osiągałem średnią prędkość 45 km/h. W Indonezji mogłem o tym jedynie pomarzyć. Jest tam tylko jedna autostrada, potwornie droga, na której mogłem rozwinąć prędkość maksymalnie 60 km/h.

Na innych drogach, na których niby mogłem się rozpędzić, jechałem z prędkością 10 km/h. Korki były tak ogromne, że co 5 min. trzeba było się zatrzymywać, więc niby na liczniku masz 60 km/h, a tak naprawdę co chwilę stoisz.

Dicovery Channel
Podziel się

A poza tym ciężarówka bez klimatyzacji, z niewielkim silnikiem, bez siedzenia pneumatycznego. Cały czas otwarte okno, a tam przecież temperatury równikowe, wilgotno i smog. Nad Dżakartą jest takie zapylenie, że gdy wytarłem sobie twarz chusteczką, cała była czarna.

To trochę inny świat, ale cieszyłem się, że mogłem tego doświadczyć. Podziwiam tych kierowców, bo ja nie mógłbym tam jeździć przez całe życie.

Gdy przyjeżdżałem na parking i wychodziłem z ciężarówki, niektórzy podchodzili i mówili: "Stary, ja tu jeszcze nigdy nie widziałem białego. I to jeszcze jeżdżącego ciężarówką". Bardzo nas to zbliżało.

Shutterstock.com
Podziel się

Bywałeś w jadłodajniach dla kierowców. Jak one wyglądają?

Wjeżdżasz na parking dla kierowców i przynoszą mnóstwo talerzy z jedzeniem. Po czym wybierasz czy chcesz głowę ryby, rybę czy kurczaka, a potem liczą, ile kosztował każdy kawałek.

Bywałem też w miejscach prymitywnych, a tak niestety bywa w miejscach dla kierowców. Wchodzisz do takiego baru, widzisz potrawy, a na nich siedzą muchy. Zamawiasz rybę, po czym kucharz idzie do bajorka obok, wyciąga ją i przyrządza. Nie marudziłem, jadłem nawet to, na czym siedziały te muchy (śmiech).

Jadłem też kobrę. To było dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ gdy ją zobaczyłem, była jeszcze żywa, syczała, podnosiła łeb, a potem znalazła się na moim talerzu. Przyrządzili mi zupę i usmażyli podobnie jak nuggetsy z drobiu. Pyszne to było.

Shutterstock.com
Podziel się

Skąd masz taką otwartość w sobie?
Mam trzy zasady, których się trzymam. Jem wszystko co mi dają, nigdy nie narzekam i zawsze mówię, że było dobre. Nie rozmawiam o religii i polityce.

Będąc w Amazonii zadałem pytanie kobiecie, która mieszka w dżungli, czy chciałaby mieć faceta, który ma samochód. Jaki samochód? – usłyszałem. – Barkę gdyby miał (śmiech). Jesteśmy więc tacy sami, a jednocześnie bardzo różni. I to jest właśnie najciekawsze.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Turystyka
Qaqwqwrqw
Qaqwqwrqw
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
Qaqwqwrqw