Trwa ładowanie...
d1c8fj4

Ferie w PRL-u. Ortalionowe koszmary i zimowe przedmioty pożądania

Może szału nie było, ale za to był śnieg – i to dzieciakom wystarczało. Zjazdy z górki na jabłuszkach, starej oponie czy pokrywie od "Frani". Lizanie sopli lodu i ślizganie się na butach z przyczepionymi łyżwami.... Pamiętacie największe hity i kity zimowej laby w PRL-u?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ferie na sportowo, bezpiecznie i zdrowo – to była myśl przewodnia zimowisk dla dzieci w czasach PRL
Ferie na sportowo, bezpiecznie i zdrowo – to była myśl przewodnia zimowisk dla dzieci w czasach PRL (Archiwum prywatne, Fot: Ilona Raczyńska)
d1c8fj4

Zimowiska w ośrodkach zakładowych

Ferie na sportowo, bezpiecznie i zdrowo – to była myśl przewodnia zimowisk dla dzieci w czasach PRL-u. Organizowane przez zakłady pracy, miały stałe miejscówki, gdzie zbudowane były zakładowe ośrodki wypoczynkowe. Zimą królowały oczywiście: Wisła, Szczyrk, Ustroń, Nowy Targ, Zakopane, Karpacz. Dzieciaki jeździły pociągami z opiekunami, rodzice nie panikowali, że maluchy nie wrócą całe. Brzdące za dnia szalały na śniegu, a nocami spały w wieloosobowych salach na pryczach i wcale nie narzekały. Bo w w PRL-u pewne było jedno. Białego puchu na stoku nie zabraknie, choć o sztucznym naśnieżaniu niewielu wówczas słyszało.

PAP

Ortalionowe koszmary

Począwszy od lat 70. zimę w PRL-u sponsorował ortalion (wcześniej królowały ciężkie wełniane swetry i robione na drutach czapki). Rodzice oblegali sklepy odzieżowe i sportowe (np. w Gdańsku Maraton, w Warszawie oczywiście CDT, czyli Centralny Dom Towarowy, inaczej Dom Towarowy SMYK, zbudowany w latach 50-tych XX w.), by za niemałe pieniądze kupić dzieciakom gogle Tatry, na nogi wiązane buty Fabos oraz ciepłe kombinezony – jednoczęściowe, a jakże. Gdy maluch chciał siku, rozbieranie to była zawsze pełna napięcia akcja.

PAP

Kosmiczny relaks

Zimowy przedmiot pożądania. Śniegowce marki Relaks, polskie "moonwalki", wykonane z połyskliwego ortalionu, na grubej podeszwie z plastiku, były nie do zdarcia. Stanowiły krajową odpowiedź na popularne na Zachodzie buty après ski (po nartach). Od lat 50. produkowały je Nowotarskie Zakłady Przemysłu Skórzanego "Podhale" i były hitem zarówno wśród dużych, jak i małych (mniejszy szał robiły ocieplane sofixy).

d1c8fj4

Szczyt popularności relaksów przypadła na lata 70 i 80. (także dlatego, że wystąpiły w filmie "Seksmisja" Juliusza Machulskiego). W odmłodzonej wersji, na fali retrosentymentu, wróciły kilka lat temu na półki sklepów. Wykonane z lepszych materiałów, w zawrotnej cenie 300-400 zł. Ale dzieciaki chyba nie za bardzo rozumieją fascynację współczesnych 30-latków.

PAP

Żbiki na stoku

"Żbiki". Numer jeden dla maluchów. Oczywiście z logo Polsportu. Drewniany, zielonkawy sprzęt ze skórzanymi wiązaniami. Albo produkowany przez tę samą firmę model "Kajtuś". Czy ktoś jest w stanie zapomnieć swoje pierwsze "ślizgacze"? Dla bardziej zaawansowanych były oczywiście "Szaflary".
Od czasu do czasu wciąż można je kupić na wyprzedażach i aukcjach w internecie.

PAP

Zobacz też: Wczasy w PRL-u

Zima z "Teleferiami"

Kogo rodzicie nie wysłali na zimowisko w ośrodku zakładowym, miał do dyspozycji telewizor w mieszkaniu i fascynujący program ówczesnych stacji, na czele oczywiście z "Teleferiami". Dwa pasma telewizyjne emitowane w ciągu tygodnia godzinach porannych ok. 9 oraz popołudniowych ok. 16. emitowane były w okresie zimowym od połowy lat. 80. do ok. 1993 r. A w nich specjalne wydania hitowych programów: "Tik – Tak", "Latający Holender" czy "Wyprawy Profesora Ciekawskiego".

PAP

Ferie w mieście

Ale ferie w mieście to nie tylko siedzenie z innymi dzieciakami w mieszkaniu w bloku. To czar sankarskich slalomów między drzewami w parku, zjazdy z górek na jabłuszkach i w zasadzie na wszystkim, na czym się dało: starej oponie, pokrywce od "Frani" i obowiązkowe lizanie sopli lodu zwisających z płotów, gałęzi drzew, barierek, daszków. Po prostu smak zimowej laby!

d1c8fj4

Do tego oczywiście śmiganie po taflach zamarzniętych kałuż, jeziorek lub stawów (lodowisko na boisku polanym wodą to był prawdziwy luksus). Część z tych rozrywek realizowana była w ramach szkolnych półzimowisk. Warszawskie dzieciaki, które mogły chodzić na łyżwy na Stegny lub Torwar – to byli prawdziwi szczęściarze.

NAC

Buty z dziurą na łyżwy

Ostrza na kluczyk marki Junak (przyczepiało się je do butów ze specjalną dziurą w obcasie), znacznie bardziej nowoczesne łyżwy hokejowe i figurowe Polsport lub Fabos… W PRL-u ciężko było o wypożyczalnię sprzętu sportowego, ale tak się jakoś składało, że jakieś łyżwy w domu zwykle się znalazło. Niejedno przeszły, niemało widziały. Bo były przechodnie. Po siostrze, bracie, kuzynce ciotki, cioci wujka, wnuczce dziadka.

d1c8fj4

Zresztą trzeba powiedzieć, że maluchy były równie chętnie "po rodzinie" w czasie ferii rozwożone. Mieliście dziadków na wsi? Albo wujostwo nad morzem? Na pewno doskonale wiecie, o co chodzi. Nawet, jeśli najdalej na ferie wyjeżdżaliście do Pabianic.

PAP
d1c8fj4

Podziel się opinią

Share

d1c8fj4

d1c8fj4