Trwa ładowanie...
d1vxaxo

Najpierw przychodzi ulga, a potem panika, czyli jak zejść na ziemię po latach pracy w chmurach

Zwiedzanie egzotycznych krajów, płukanie dłoni w szampanie, noclegi w luksusowych hotelach i zakupy w strefach bezcłowych. Stewardesy z arabskich linii lotniczych po godzinach mogą liczyć na iście królewskie traktowanie. Ale to nie trwa wiecznie. Jak wygląda czas rozstania z pracą w chmurach oraz czy da się bez niej normalnie żyć, opowiedziała nam Katarzyna Richter, która pracowała w arabskich liniach Emirates, Gulf Air i Etihad.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Najpierw przychodzi ulga, a potem panika, czyli jak zejść na ziemię po latach pracy w chmurach
(Archiwum prywatne)
d1vxaxo

WP: Przychodzi taki czas, że każda stewardesa musi rozstać się z ukochaną pracą i przejść na przysłowiową emeryturę. Jak to wygląda w tym zawodzie, kiedy przychodzi czas rozstania i od czego jest to zależne?

Katarzyna Richter: Jest to przede wszystkim uzależnione od osobistej decyzji. W lotnictwie cywilnym na Bliskim Wschodzie, w takich liniach jak Emirates, Etihad, Qatar Airways pracownicy nie otrzymują emerytury. Pracują na kontraktach, które zawierane są zazwyczaj na rok lub 3 lata. Linie chcą mieć pełną kontrolę nad pracownikami i swobodę decydowania o ich liczbie oraz tym, kto będzie pracował, a kto już nie. Wygląd jest niezwykle ważnym aspektem w tych liniach. Gdy pojawiają się pierwsze zmarszczki, żylaki, sylwetka nie jest idealna, a włosy się przerzedzają to znak, że pora kończyć współpracę. Zarówno stewardesy, jak i inni pracownicy linii lotniczych, otrzymują odprawy. Ich wysokość jest uzależniona od liczby przepracowanych lat oraz danej linii. Niektóre linie oferują dostęp do lotniczych biletów pracowniczych do końca życia!

Archiwum prywatne
Podziel się

Choć na pokładzie czasem bywa trudno, to pewnie rezygnacja z życia w chmurach i towarzyszących mu profitów to niełatwa decyzja?
To całkowita zmiana życia. Może być obkupiona ogromnym stresem, a nawet depresją i poczuciem straty. Stewadresy pracujące dla prestiżowych linii są przyzwyczajone z jednej strony do ciężkiej pracy, ale z drugiej do królewskiego traktowania. Praktycznie w każdym aspekcie życia się o nie dba. Pracodawca zapewnia zakwaterowanie ze wszelkimi wygodami, takimi jak basen, siłownia czy spa. Opłaca wszystkie rachunki związane z mieszkaniem (za wyjątkiem opłat za telefon komórkowy), zapewnia transport do pracy, opiekę medyczną, pralnię, zniżki do wielu miejsc w mieście zamieszkania oraz w partnerskich hotelach, restauracjach. Stewardesy nawet same nie robią zakupów, nie myją samochodów, ani nie odbierają mundurów z pralni. Wyręczają się Hindusami, którzy chętnie robią to w zamian za drobną opłatę.

*Czego najbardziej ci brakuje z tamtych czasów? *
Różnorodności i szybkiego tempa życia. Każdy tydzień obfitował w nowe destynacje, poznanie stu nowych osób i nowe wydarzenia. Dla kogoś takiego jak ja, kto ma wysokie zapotrzebowanie na bodźce, to były warunki optymalne. Brakuje mi możliwości doświadczania różnych pór roku na przestrzeni jednego tygodnia. W takiej pracy np. w październikowy poniedziałek wylatuje się z Dubaju, gdzie temperatury sięgają 30 st. C, na jeden dzień wpada się do Monachium, gdzie trwa już Octoberfest i przygotowania do sezonu zimowego, a potem w ciągu tygodnia odwiedza się Nairobi, a tam karmi żyrafy, albo odwiedza sierociniec słoni na Sri Lance.

Shutterstock.com
Podziel się

Faktycznie, pozazdrościć. Pewnie ciężko jest rozstać się z życiem w chmurach. Wyobrażam sobie, że to skrajne emocje - coś w rodzaju ulgi i tęsknoty jednocześnie?
Na początku jest ulga. Wbrew pozorom życie stewardes to nie bajka o zakupach w Paryżu, wygrzewaniu się na basenie pod parasolem i imprezowaniem w klubach nocnych Dubaju. To wszystko jest tylko częścią prawdy. Stewardesy muszą być niezwykle zdyscyplinowane. Aby utrzymać pracę, muszą nie tylko dbać o wygląd, ale również o utrzymanie licencji, która umożliwia wykonywanie zawodu. Co roku się ją odnawia poprzez przejście egzaminów z procedur bezpieczeństwa oraz udzielania pierwszej pomocy. Miesiąc przed egzaminami stewardesy siedzą z nosem w opasłych podręcznikach, gdzie maczkiem zapisane są procedury ewakuacji samolotu, postępowanie z pasażerami w przypadku ataku serca, napadu epilepsji czy porwania samolotu. A to nie wszystko. Loty potrafią być tak wykańczające, że wychodząc z samolotu stewardesy mają ochotę iść do biura i zrezygnować. Linie lotnicze tną koszty i na lotach umieszczają minimalną liczbę załogi. W kabinie ekonomicznej, która mieści 120 pasażerów, w przypadku samolotu Airbus 320, jest tylko 2 członków personelu pokładowego, na przodzie samolotu kolejne 2 osoby, odpowiedzialne za serwis i bezpieczeństwo 12 pasażerów klasy biznes oraz doglądanie pilotów. W momencie rezygnacji często pojawia się ulga i euforia, a potem strach, panika i smutek.

Archiwum prywatne
Podziel się

No właśnie, co dalej - co robią stewardesy, gdy przestaną latać? Pewnie te drogi są różne, ale czy "stewardesa" w cv daje dużo możliwości, jeśli zakończy się pracę jeszcze przed 40-tką?
Stewardesa nie brzmi dumnie, dlatego osoby chcące wybrać taką drogę rozwoju zawodowego powinny być związane z dobrymi, prestiżowymi markami, takimi jak Emirates, Etihad, Qatar Airways czy Lufthansa. To też zależy kto patrzy na cv. Jeśli ktoś, kto uważa, że stewardesa to podniebna kelnerka, to nie da wielu możliwości. Na szczęście ten poziom świadomości się zmienia. Szczególnie za granicą osoby z doświadczeniem w liniach lotniczych są rozchwytywane w branży hotelarskiej i turystycznej. Stewardesa to zawód dający dużo wolności i często osoby przestające latać nie potrafią odnaleźć się w pracy na ziemi. Ścieżek kariery jest na prawdę wiele. Można kontynuować pracę w innych departamentach linii lotniczej, np.: dziale szkoleń, personalnym, zajmującym się wyglądem (tzw. grooming) albo układaniem grafików pracy (tzw. rostering). Wiele stewardes inwestuje też zarabiane pieniądze w nieruchomości. Mając portfolio mieszkań dużo łatwiej jest zrezygnować z latania. Jeszcze inne przeradzają się w przedsiębiorców i zakładają swoje działalności, albo zajmują się blogowaniem i stają się cyfrowymi nomadami.

A jak było z tobą?
Obiecałam sobie, że zrezygnuję z latania przed 30-tką i tak się stało. Wróciłam z Bliskiego Wschodu do Warszawy, aby skończyć studia. Nie minął rok gdy dostałam pracę w Qatar Airways jako rekruter załogi pokładowej. Przeprowadziłam się do Dohy, stolicy Kataru, która stała się moją bazą wypadową, gdyż prowadziłam kampanie rekrutacyjne na całym świecie. Każdy tydzień obfitował w nową podróż, nowe miejsca. Czasem długie godziny pracy, gdyż na rekrutacji potrafiło stawić się nawet 1000 osób. W Harare musiałam prosić o pomoc policję i ochronę, aby poradzić sobie z tłumami osób, które pojawiły się na rekrutacji. Później zajmowałam się rekrutacją pilotów. Gdy warunki pracy uległy pogorszeniu i zmagałam się z mobbingiem uznałam, że czas na zmianę. Wróciłam do Polski, zajmowałam się rekrutacją oraz inwestowałam w siebie. Postanowiłam, że stworzę sobie taki styl życia, jaki oferowały mi linie lotnicze, tylko na swoich warunkach. Dziś prowadzę szkolenia i wykłady z komunikacji międzykulturowej, biorę udział w międzynarodowych konferencjach, podróżuję i buduję swoją markę. Stworzyłam również międzynarodowy program mentorski, który oferuje wsparcie dla przedsiębiorczych osób chcących rozwijać się międzynarodowo. Kolejna edycja będzie kierowana do stewardes z całego świata, które potrzebują wsparcia w procesie zmiany zawodowej.

d1vxaxo

Podziel się opinią

Share

d1vxaxo

d1vxaxo