Trwa ładowanie...
ycipk-4erlod

Wszyscy powtarzają "no stress". Na Wyspach Zielonego Przylądka zapomnisz, co to zmartwienie

Wczoraj, w 78. rocznicę urodzin Cesarii Evory, internet wspominał niezapomnianą artystkę, bez której o Wyspach Zielonego Przylądka jeszcze kilka lat temu w Polsce mało kto by wiedział. Dzisiaj to nie tylko doskonale znany kierunek muzyczny, ale też jedna z ciekawszych propozycji turystycznych i na lato, i na zimę.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Mieszkańcy Wysp Zielonego przylądka są pełni pozytywnej energii
Mieszkańcy Wysp Zielonego przylądka są pełni pozytywnej energii (Shutterstock.com)
ycipk-4erlod

Wszędzie słychać "no stress”

No stress to niemal życiowe motto mieszkańców tego niewielkiego kawałka Afryki, a przecież los nie oszczędzał ich przez pokolenia. Jeszcze w XX wieku można było spotkać przykłady niewolnictwa i silne wpływy portugalskiego kolonializmu, dzisiaj słychać jedynie ich echa w portugalskim sudade, czyli pewnego rodzaju smutku, melancholii, o którym śpiewała Cesaria Evora.

Mieszkańcy Wysp Zielonego Przylądka nie są jednak smutasami narzekającymi na cały świat i drobnostki życia codziennego! To ludzie pełni pogody ducha, wyluzowani, ale też zdystansowani od wielu spraw zachodniego świata. Ich "no stress" udziela się turystom od razu.

ycipk-4erlod

Już po wylądowaniu na wyspie Sal (na tę wyspę biura podróży organizują przeloty czarterowe i wycieczki wypoczynkowe) poczujemy ten spokój, który jest miłą odmianą do warszawskiego gwaru. Tu nikt się nie spieszy, nie przepycha w kolejce, przed lotniskiem co chwilę przejeżdża samochód z turystami na pace, którym lokalny przewodnik pokaże wyspę podczas całodziennego objazdu. Machają do czekających na odkrycie tego unikalnego miejsca.

- Kiedy wspominam swój pobyt na Sal, przed oczami mam cudownie błękitną wodę, plaże w kolorze czarnym przechodzące w złociste wydmy i dalej w żółte rajskie wybrzeże, rekiny pływające obok moich nóg i rybaków na molo w Santa Marii, którzy codziennie wybierali całe kosze świeżych ryb – wspomina pani Marta z Gdyni.

Sal, największa z wysp Zielonego Przylądka, zielona jest tylko z nazwy. Będziemy tu otoczeni krajobrazem spalonej afrykańskim słońcem ziemi, pustynią i piaszczystym wybrzeżem. Jeśli szukamy wytchnienia w otoczeniu zieleni, znajdziemy je w cieniu palm na terenie hoteli, których z roku na rok przybywa w linii brzegowej.

ycipk-4erlod

Jeszcze kilka lat temu polscy turyści jeździli głównie do hotelu Oasis Atlantico Belorizonte, dzisiaj mają do wyboru więcej obiektów, nawet renomowanych sieci hotelowych np. Melia.

To właśnie ta prostota i minimalizm urzekają na wyspie najbardziej. Z bliska możemy podejrzeć codziennie, niespieszne życie mieszkańców, którzy pracę przeplatają aktywnościami na miejskiej plaży – grają w piłkę, pływają na deskach, trenują capoeirę. Na spacer po miasteczku możemy śmiało wybrać się sami, bez rezydenta czy pilota.

ycipk-4erlod

Bezpiecznie będzie nawet w niewielkich lokalnych knajpach, ale musimy być przygotowani na ciągłe zaczepki sprzedawców – i tych z Cabo Verde, i tych z Senegalu. Będą chcieli sprzedać bransoletki, wyroby z wizerunkiem Santa Marii, plecionki i figurki. Ale spokojnie…no stress! Jeśli nie kupimy, trudno. Uśmiechną się i zaczepią nas następnego dnia jak gdyby nigdy nic.

Fatamorgana, rekiny i slumsy

Co jeszcze odstresuje nas na tym skrawku ziemi? Z całą pewnością zwiedzanie bez setek turystów dookoła. Warto odwiedzić kilka miejsc, np. słynne Blue Eye, czyli osadzoną głęboko w ziemi turkusową wodę, w której niczym w oku odbijają się promienie słońca. Wygląda naprawdę niesamowicie! Przystankiem obowiązkowym jest pustynia, na której będziemy mieli rzadką okazję zaobserwowania zjawiska fatamorgany.

Na bardziej odważnych czeka spotkanie z rekinami żarłaczami żółtymi lub cytrynowymi, które podpływają naprawdę blisko. Jeśli chcemy je nakarmić i poczuć, jak ocierają się o nasze nogi, zabierzmy ze sobą buty do chodzenia w wodzie, bo bardziej niebezpieczne od dotknięcia rekinów może okazać się bliskie spotkanie z jeżowcami. Dla tych, którzy wolą jednak poznawać historie ludzkie, najlepszym miejscem będą knajpki i bazary miejskie – mieszkańcy są skorzy do rozmów i na pewno nie odmówią wspólnego wypicia ponczu, alkoholowego znaku rozpoznawczego Cabo Verde.

ycipk-4erlod

Na wycieczce z lokalnymi przewodnikami będziemy mieli okazję odwiedzić najbiedniejsze rejony wyspy, gdzie w slumsach mieszkają całe rodziny, a dzieci uczą się w malutkich pomieszczeniach z niemal pustymi ścianami. Nie wierzmy jednak, że to będzie niespodziewana wizyta. Turyści docierają tam regularnie, zostawiając datki dla najuboższych. W tych dzielnicach najbardziej słychać znane z pioseenk Cesarii Evory sudade.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Turystyka
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-4erlod

ycipk-4erlod
ycipk-4erlod