Trwa ładowanie...
db55815

Zamek Bobolice. Odbudował średniowieczną warownię. "Mówili o mnie, że jestem wariatem"

"Panie Lasecki, przyjechałam do Bobolic, bo dla tego zamku straciłam głowę. Jak Baśka!" – zaczepia właściciela średniowiecznej warowni, senatora Jarosława W. Laseckiego, turystka. "Jaka Baśka?" – pyta. "Baśka, której kat uciął głowę w serialu Korona królów" – pada odpowiedź. Odwiedziłam zamek Bobolice.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Senator Jarosław W. Lasecki na tle zamku, który zrewitalizował
Senator Jarosław W. Lasecki na tle zamku, który zrewitalizował (Archiwum Zamek Bobolice)
db55815

Przedsiębiorca w rewitalizację zamku Bobolice wybudowanego na tzw. "Orlim Szlaku" włożył miliony. A teraz kadry z budowli możemy oglądać w historycznym serialu wyprodukowanym przez polską telewizję.

Do Bobolic położonych ok. 15 km od Myszkowa na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej w woj. śląskim przyjeżdżam z Gdańska na zaproszenie gospodarza. Na moje pierwsze słowa, że zamek robi wrażenie, senator odpowiada, że to nie jego zasługa, tylko króla Kazimierza Wielkiego. I choć taka jest prawda, bo fortecę postawił właśnie ten władca, to jednak gdyby nie determinacja Dariusza i Jarosława Laseckich, na wzniesieniu wciąż byłyby ruiny. Bracia uparli się, że z tego zamku zrobią prawdziwą perełkę.

Dziś, a dokładnie od 2011 r. zrewitalizowana, średniowieczna warownia dumnie spoczywa na zboczach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Od powierzchni ziemi do szczytu baszty zamek wznosi się na ponad 40 m. Wrażenie monumentalności potęguje jeszcze wzgórze, na którym stoi budowla. Trudno uwierzyć, że wszystkie komnaty, izby, kaplica, klatka schodowa i pomieszczenia wieży zajmują tylko 350 m kw. To 17 pomieszczeń, z których największa to położona na pierwszym piętrze sala jadalna.

Archiwum Zamek Bobolice

Obiekt został w 100 proc. zrewitalizowany przez rodzinę Laseckich. Można go zwiedzać, bo jest udostępniony turystom. Rocznie odwiedza go (oraz zamek w Mirowie) 200 tys. zwiedzających, powstają tu zdjęcia nie tylko do serialu "Korona królów", ale również nagrywano tu teledysk do "Meridy Walecznej", a plenery położonego nieopodal zamku Mirów (który również należy do Laseckich) "zagrały" w filmie Andrzeja Wajdy o malarzu Władysławie Strzemińskim pt. "Powidoki".

db55815

– Ważny jest dla mnie walor edukacyjny. Wcześniej odwiedzającym Bobolice towarzyszyła narracja, że zamek ten został odbudowany przez dwóch wariatów, a teraz zyskali dodatkowy kontekst, że bywał tu król Polski, że odbywały się tu ważne wydarzenia dla naszego kraju – mówi właściciel.

Jarosław W. Lasecki pochodzi ze szlachty herbu Dołęga, z Litwy. Jego rodzina osiadła na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej 200 lat temu. Studiował na Politechnice Krakowskiej, na Uniwersytecie Paderborn i Politechnice w Akwizgranie, pracował w Boston Consulting Group. Zarządzał kilkunastoma tysiącami ludzi i zarobił naprawdę sporo. Po śmierci ojca pod koniec lat 90. wrócił do kraju, aby zająć się sprawami rodzinnymi.

Archiwum Zamek Bobolice

Jedna rozmowa wywróciła jego życie do góry nogami, a może, wręcz przeciwnie, nadała jego życiu sens? Pewnego dnia odwiedził braci Aleksander Broda, były wiceminister kultury i główny konserwator zabytków, który pożalił się, że chłop siekierą chciał mu uciąć głowę. Okazało się, że ruiny średniowiecznej budowli są własnością chłopa Baryły, który ukazem carskim pod koniec XIX w. dostał podczas parcelacji gruntu część ziemi z zamkiem.

db55815

Pomożecie? Pomożemy

– "Może pomożecie mi coś z tym zamkiem zrobić, bo on za chwilę się rozleci i nic z niego nie będzie" – zapytał nas konserwator Broda. Razem z bratem powiedzieliśmy, że pomożemy, bo dlaczego mamy tego nie zrobić, jeśli mamy możliwości. Mój brat pojechał do pana Baryły i po kilku spotkaniach i kilkunastu żurawinówkach – doszli do porozumienia i kupiliśmy zamek. Nie mieliśmy wtedy wielkiej wizji, chcieliśmy tylko zabezpieczyć ściany – opowiada Jarosław Lasecki.

W 1999 r. Laseccy kupili ruiny. Za ile? Za jaką kwotę? Senator nie chce powiedzieć. Można się tylko domyślać, że za te pieniądze można było postawić duży dom w okolicy.

/ Zamek w Bobolicach przed odbudową
/ Zamek w Bobolicach przed odbudową

Bracia bardzo poważnie podeszli do zadania, zaangażowali najlepszych specjalistów i największe sławy (lista nazwisk jest zbyt długa, by wszystkich wymieniać) rozpoczęli na niebywałą wówczas skalę badania naukowe. Zastanawiali się, w jaki sposób uratować obiekt. I prowadzili batalię z konserwatorami zabytków. Od jednej z pań usłyszeli, że najlepszym sposobem zabezpieczenia ruin byłoby podparcie murów z dwóch stron budynku – konstrukcją stalową. Nie o to chodziło nowym właścicielom.

db55815

– Bardziej absurdalnego pomysłu nie można było sobie wyobrazić, ale takich rozmów i takich pomysłów było znacznie więcej. Bowiem słabością polskiego systemu opieki nad zabytkami jest to, że ten, kto powinien się o nie troszczyć z mocy prawa, nie nazywa się opiekunem zabytku, tylko konserwatorem. Jest ogromna różnica pomiędzy opiekunem a konserwatorem, bo on musi jednak jakąś akcję przedsięwziąć, żeby ta opieka się spełniła. A konserwować… to można nic nie robiąc. Nie było więc ani ochoty, ani pomysłu ze strony konserwatorów zabytków, żeby zaofiarować nam wsparcie i żeby nam pomóc – wspomina senator.

Autentycznym dokumentem jest mur

– Po tych wszystkich pracach naukowych, na które składały się badania historyczne, architektoniczne, archeologiczne, fotogrametryczne, stratygraficzne, dendrologiczne i inne, okazało się, że jedynym sposobem, żeby uratować zamek to nie jest podpieranie ścian, tylko powiązanie tych ścian pomiędzy sobą stropami i w dalszej konsekwencji nakrycie zamku dachem – tłumaczy.

db55815

Prawie trzy lata trwały prace archeologiczne, podczas których rozczytano każdą warstwę budowli, a następnie architektoniczne, podczas których ustalono, gdzie są stropy, a nawet pod jakim kątem należało zbudować konstrukcję dachową.

– To jest prosty przykład ilustrujący, że nie trzeba mieć rysunku Kazimierza Wielkiego, żeby zrekonstruować po bardzo poważnych badaniach archeologiczno-architektonicznych bryłę takiego zamku. Jedynym autentycznym dokumentem jako świadek historii jest mur – odpiera zarzuty na brak zachowanych planów zamku Lasecki. – Pani konserwator z Katowic, która nie była z wykształcenia architektem i nie znała warsztatu badacza architektury, mówiła: "No nie wiem, najlepiej, żeby był jakiś rysunek, plan" i wtedy mój brat powiedział: "A może zdjęcie". "O! Zdjęcie byłoby dobre". – A mój brat wtedy powiedział: "To napiszemy do Kazimierza, żeby nam jakieś przysłał". "To jak będziecie mieć panowie jakieś materiały – to przyjdźcie wtedy drugi raz". W tym momencie się zorientowała jaką głupotę palnęła. Ale mleko się rozlało – przypomina pan Jarosław.

Tych absurdów było znacznie więcej. Pani konserwator zażyczyła sobie, żeby zaprawa była taka jak w średniowieczu, a w tamtych czasach robiono ją z wykorzystaniem wapna gaszonego, które było 20 lat dołowane, do tego dodawano piasek rzeczny płukany, skorupki kurzych jaj i krew dziewic. Z pomocą najlepszych fachowców udało się znaleźć takie rozwiązanie, które było bardzo podobne do wówczas używanej zaprawy.

Archiwum Zamek Bobolice

Król Kazimierz Wielki wybudował ten zamek w dwa lata

Po kilkunastu latach (a dokładnie 11) opinii, dyskusji, wymiany poglądów, badań porównawczych, ale też dywagacji, w jaki sposób restaurować takie obiekty i czy powinno się to robić, rewitalizacja została ukończona.

db55815

– Król Kazimierz Wielki wybudował ten zamek w dwa lata, a my rewitalizowaliśmy go w 11. Wielu ludzi uważało mnie wówczas za osobę, która postradała zmysły. "A jakiś tam wariat" – mówili. Tylko ludzie tak długo uważani są za wariata, aż udowodnią, że uda im się zrealizować pomysł, który mieli i wtedy to się nazywa wizja – podkreśla. – Udało mi się pokazać, że naprawdę trzeba łamać pewne stereotypy. A zostawianie ruin to jest w pewnym sensie oddawanie hołdu najeźdźcy, który doprowadził taki obiekt do zniszczenia. To tak jakbyśmy stawiali pomnik najeźdźcy. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że mamy przepiękną historię. Król Kazimierz Wielki był jednym z potężnych władców w średniowieczu i w Europie i powinniśmy pokazywać, że zrobił rzecz genialną, wybudował prawie 50 zamków od Krakowa do Krzepic za Częstochową i stworzył tym samym świetną linię obrony. Tylko że dzisiaj nikt o niej nie mówi. Wszyscy wiedzą, co to jest linia Maginota, natomiast nikt nie wie, co to jest linia Kazimierza Wielkiego. To był wtedy tak naprawdę pierwszy telegraf, bo z zamku w Krakowie można było przekazywać sygnałami świetlnymi informacje aż do Częstochowy na Jasną Górę.

WP.PL

W 2004 r. bracia kupili od wspólnoty gruntowej ruiny drugiego zamku Mirowa (podobno za 700 tys. zł). Są również właścicielami ziemi między obu zamkami (ok. 60 hektarów).

– Pomyśleliśmy, że jest taka piękna legenda o dwóch braciach i dwóch zamkach. I choć nie chcemy, żeby ta historia ożyła na nowo, to perspektywa uratowania dwóch królewskich zamków i terenu pomiędzy nimi przed degradacją wydała nam się kusząca – mówi pan Jarosław. – A legenda brzmi tak. Było sobie dwóch braci. Mir był właścicielem zamku w Mirowie, a Bobol w Bobolicach. Żyli ze sobą zgodnie i razem wyjeżdżali na wszystkie wyprawy wojenne. Przywozili z nich skarby, które składowali w tunelu łączącym dwa zamki. Pewnego dnia Bobol przywiózł piękną białogłowę, w której zakochał się jego brat. Młodzi spotykali się potajemnie w tunelu i tam złapał ich pan z Bobolic, ze złości brata zasztyletował, przebijając mu serce, a swoją narzeczoną zamurował żywcem w tunelu. I od tego czasu duch Białej Damy chodzi po murach zamku Bobolice i tęsknym okiem spogląda na zamek w Mirowie.

WP.PL

Każdy zamek ma swojego ducha

Duch Białej Damy wciąż krąży po zamku, ale jak zapewnia właściciel, jest duchem przyjaznym. Jedną przygodę z marą miała pani Ania, która jak zwykle na koniec dnia robiła obchód po zamku, sprawdziła, czy wszystko jest zamknięte, wyłączyła światło i wróciła na recepcję do hotelu. Jakie było jej zdziwienie, gdy o 22:00 zobaczyła światło na wieży. Ale, gdy założyła kurtkę i wyszła, światła na wieży już nie było. Inną przygodę z Białą Damą miał pan Roman, który pracował nad rekonstrukcją murów. Szedł na górę, żeby sprawdzić, czy wszystko jest zabezpieczone i gdy wspinał się schodami głównej klatki schodowej, nagle poczuł, że ktoś go chwycił za lewe ramię. Gdy odwrócił się, nikogo nie było, pomyślał więc sobie, że któryś z pracowników robi sobie żarty. Zrobił kolejne dwa kroki i znów ktoś go bardzo mocno ścisnął za lewe ramię – odwrócił się i obudził z ciężkim zawałem serca w szpitalu w Częstochowie. Do dziś jest przekonany, że to Biała Dama go ostrzegła, żeby nie szedł dalej, bo gdyby wszedł na drabinę to by zginął.

db55815

Inne spotkanie z duchem miał pan Julek, który podczas murowania ostatniej kondygnacji wieży, w słoneczny, jasny dzień, nagle padł jak nieżywy. Dwóch pomocników pochyliło się nad nim, żeby go reanimować, cuciło go, a on wydawał się martwy. Krzyczeli, wołali, dzwonili po pogotowie, a ten nic, wciąż się nie ruszał. Po kilkudziesięciu sekundach pan Julek nagle wstaje i mówi: "Co to było"? Do dziś jest przekonany, że to Biała Dama pogroziła mu palcem, bo strasznie klął podczas murowania miejsca, w którym ten duch mieszka.

WP.PL

Ale to nie wszystkie historie nie z tej ziemi.
– Kiedyś przyjechali do nas dziennikarze z telewizji FOX z programu Ghost Hunters International, czyli międzynarodowi łowcy duchów. Powiedzieli nam, że skała, na której znajduje się zamek ma nieprawdopodobne właściwości, że w tym miejscu jest jakaś energia, którą należałoby zbadać. Program jednak nie powstał. Dziennikarze postawili nam warunek, że będą przebywać na zamku trzy dni i nikt inny nie może w tym czasie wejść na zamek. Nie zgodziliśmy się na to. Kilka dni po tym zdarzeniu przychodzę, a pod tą skałą stoi czterech ludzi ubranych na pomarańczowo i coś śpiewają. Pytam się, co tutaj robią? A oni mi mówią, że szukają czakramu i że najprawdopodobniej został zakopany właśnie w tym miejscu – opowiada senator. – Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że to miejsce ma jakieś magiczne siły. Ale też z racji tego, że zamek był obiektem różnych walk, mógł przyciągać błądzące dusze. Na początku rewitalizacji mieliśmy same kłopoty, wszystko szło pod górkę i mój brat postanowił zaprosić swojego przyjaciela, księdza Ryszarda. W jednej z komnat, która wtedy jeszcze nie była gotowa, odprawił mszę. I od tego czasu jak ręką odjął nie było żadnych wypadków – wspomina.

WP.PL

Legenda o dwóch braciach wciąż żyje, nawet w plotkach.
– Kiedyś nadzorowałem prace na Grzędzie Mirowsko-Bobolickiej i spotkałem parę elegancko ubranych turystów. I nagle pani zadaje mi pytanie: "Czy to Pan jest tym, któremu brat uwiódł żonę"? A ja odpowiadam, że mój brat jest stanu wolnego, jest kawalerem, a ja mam żonę i pięcioro dzieci. I mam nadzieję, że nic nie będziemy zmieniać w tej konstelacji. Tym bardziej, że pokładam też nadzieję w następnej generacji, która jest odpowiedzialna za to, żeby zamki dalej funkcjonowały, były udostępnione turystom i aby były pamiątkami naszej wspaniałej przeszłości – podkreśla. – I że Polacy nie gęsi, i nie tylko swój język mają, ale też swoje zamki. A nie tylko ruiny.

Archiwum Zamek Bobolice

Turyści tłumnie przyjeżdżają

Zamek Bobolice stał się największą atrakcją turystyczną regionu. U jego podnóża powstał hotel i restauracja.

– Tak jak kiedyś zamki miały swoje gospodarcze zaplecze u podnóża warowni, tak dzisiaj hotele i restauracje pełnią tę nową funkcję, po to, żeby ten obiekt żył jak zamek, żeby turysta mógł do niego wejść i zobaczyć, jak mogły wyglądać średniowieczne budowle – zapewnia pan Jarosław.

Właściciel nie ukrywa, że utrzymanie takiego obiektu to skarbonka bez dna. Dodaje jednak, że cała rodzina popierała i popiera tę rewitalizację. Jego żona Beata Maria czuwa nad hotelem i restauracją, a w wakacje dzieci senatora oprowadzają turystów.

WP.PL

A co z zamkiem w Mirowie? – Będzie udostępniony turystom. Taki jest cel. Nie będzie przykryty dachem, ponieważ nie wiemy, jak on wyglądał. Nie będziemy go też odbudowywać, również dlatego, żeby turyści mogli zobaczyć jeden obiekt w formie półruiny, a drugi w formie zrewitalizowanej. Nie jest celem samym w sobie, żeby zrobić z niego hotel czy restaurację, bo to nie jest pomysł na biznes. Politykiem się bywa, porządnym człowiekiem się jest. Marzycielem się pozostaje do końca życia. Moim marzeniem jest to, aby zamek Mirów i zamek Bobolice stały się turystycznymi perełkami Polski, aby pomiędzy zamkami mógł powstać park. Myślę, że czeka nas jeszcze jedna bitwa, żeby nie powstawały tutaj domy czy weekendowe osiedla, tylko ten teren był zielony i spełniał funkcje rekreacyjne – mówi o swoich planach właściciel zamków.

– Gdy człowiek umiera, to wtedy różne obrazy przesuwają się przed jego oczami. O to chyba w życiu chodzi, żeby mieć jak najwięcej takich momentów, które pokazują, że udało się zrealizować wizję i że najzwyczajniej w świecie było warto. To jest jedyna rzecz, którą możemy zabrać ze sobą wszędzie, gdziekolwiek będziemy się udawali – podkreśla na koniec naszego spotkania Lasecki.

ZWIEDZANIE ZAMKU BOBOLICE

W sezonie wiosenno-letnim (kwiecień-październik) zamek można zwiedzać codziennie w godzinach: 10:00-18:00. W soboty i niedziele możliwe zwiedzanie indywidualne w godzinach od 10:00 do 18:00.

W sezonie jesienno-zimowym (od listopada do końca marca) zamek dostępny jest do zwiedzania codziennie w godzinach: 10:00-16:00.

Za normalny bilet wstępu zapłacimy 15 zł, a za ulgowy 10 zł.

W nowej akcji Wirtualnej Polski #ŚląskiTydzień przybliżamy naszym czytelnikom Śląsk. Jeśli masz ciekawy temat, którym chciałbyś się z nami podzielić, napisz do nas na #dziejesie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: 60 jaj na śniadanie i łamanie podków rękami. Niezwykłe historie o polskich arystokratkach

db55815

Podziel się opinią

Share

db55815

db55815