Blogerzy radzą Polakom jak tanio podróżować. "Wystarczy pozbyć się złych nawyków”

Ania i Marcin, to miłośnicy podróży, którzy z wykorzystywania trików na tanie wycieczki uczynili styl życia. Pracując na etacie i zarabiając mniej niż średnia krajowa, potrafili spędzić w podróży nawet ponad 60 dni w roku. Dziś ich sposobem na życie stały się już tylko podróże, pisanie i kręcenie filmów.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Podróżnicy zapisują swoje doświadczenia na blogu gdziewyjechac.pl
Podróżnicy zapisują swoje doświadczenia na blogu gdziewyjechac.pl (Wedrownemotyle / Instagram.com)
WP

Spytaliśmy ich, jak to robią i jakich błędów należy się wystrzegać, aby móc podążać ich tropem i cieszyć się życiem za grosze. Nawet najodleglejsze zakątki świata możemy mieć na wyciągnięcie ręki. Wystarczy trochę pogłówkować.

Monika Sikorska: Są państwo orędownikami tanich podróży i waszym zdaniem, co można wywnioskować choćby z prowadzonego przez państwa bloga – można spędzać wolne chwile na zwiedzaniu zakątków świata i nie tracić na tym masy pieniędzy. Co to w ogóle znaczy "tanie podróżowanie”?

Marcin Nowak: To bardzo dobre pytanie, bo w dzisiejszych czasach jest to słowo klucz, a nawet powiedziałbym wytrych, który moim zdaniem troszkę zmienił znaczenie. Jakiś czas temu, kiedy tanie linie lotnicze były nowością na rynku polskim, było to dla nas drugie, według mnie, zaraz po przystąpieniu do Unii Europejskiej, otwarcie się na świat. Coraz więcej osób z młodego pokolenia zaczęło to intensywnie wykorzystywać, kupując tanie bilety na weekendowe i okołoweekendowe podróże. Pojawienie się tanich linii lotniczych było przede wszystkim narzędziem przełamującym barierę związaną z podróżowaniem. Można było wówczas zacząć zwiedzać miejsca, które wcześniej wydawały nam się nieosiągalne. Oczywiście na te tanie bilety trzeba było umieć polować, ale podróżowanie przestało być dobrem luksusowym, na które nie każdy mógł sobie pozwolić. Powstały wtedy grupy zrzeszające miłośników taniego podróżowania, przeróżne fora. Powstał także portal fly4free i wykształciła się duża społeczność osób zainteresowanych tanimi lotami, a linie lotnicze otwierały w między czasie coraz to więcej nowych połączeń.

WP

Dziś termin "tanie podróże” troszeczkę zmienił znaczenie, ponieważ nie ma już czasów, gdzie można było polecieć "za grosze”. Teraz trzeba raczej liczyć się z kwotą kilkudziesięciu lub stukikudziesięciu zł i są to oczywiście są wciąż bardzo dobre kwoty, natomiast samych połączeń jest dużo więcej. Siatka połączeń jest tak rozległa, że rozpoczyna się wtedy proces kalkulowania. Kiedyś, pod wpływam impulsu kupowało się najpierw bilet, a dopiero planowało się podróż. A dziś, te same osoby, które kupowały kiedyś okazyjnie tanie bilety, mają już rodziny, pracę na pełen etat, a ich czas jest znacznie ograniczony. Efektem tych kalkulacji nie jest już zatem "ultra tania” podróż, a podróż "sprytnie tania”. Czyli: zapłacę 200/300 zł za bilet, ale w oparciu o weekend zwiedzę wymarzoną przeze mnie Barcelonę albo pojawię się w Gruzji na np. tydzień. W związku z tym ten czynnik kalkulacji czasowej dzisiaj powoduje, że te podróże są względnie tanie. Poza tym te same osoby poszerzają w dalszej kolejności swoją wiedzę w zakresie taniego noclegu oraz taniego zwiedzania. Nie będziemy przecież spali z plecakiem na lotnisku. Tego typu podróżowanie byłoby właśnie "ultra tanie”. Można za to rozglądać się za noclegiem do określonej kwoty, bądź zbierać różnego rodzaju punkty. Dlatego nazywam współczesne podróżowanie "sprytnie tanim”.

Właśnie ten mit tanich podróży mnie intryguje. Śledząc dzisiejsze blogi podróżnicze i portale społecznościowe popularnych blogerów, opiewających tanie podróże, wielokrotnie można doznać wewnętrznego szoku: ale jak to? Jak można tanio spać w pięciogwiazdkowym hotelu, zajadać się owocami morza i pozować do zdjęć nad basenem? Przecież to wszystko kosztuje niemałe pieniądze.

WP

My dzielimy podróże na pięć kategorii: ultra tanie podróżowanie, które moim zdaniem powoli zanika, tanie, optymalnie tanie (my jesteśmy dzisiaj na tym etapie), wygodne i luksusowe. Rzeczywiście, czasami zdjęcia świadczą o innym segmencie podróży, a komunikat jest przesyłany podróżnikowi z innego segmentu. I wtedy to może faktycznie razić odbiorcę. Hotel butikowy na pewno nie pasuje do taniego podróżowania, chyba, że jest upolowany za darmo, co nam się też nawet zdarzyło w ramach konkursu czy zbierania punktów lojalnościowych. Normalnie nie zdecydowalibyśmy się na nocleg w tym hotelu. Obecnie optymalnym noclegiem dla nas jest nocleg w granicach 100-150 zł. Kiedyś to było poniżej 100 zł. Pewnie za chwilę będzie to poniżej 200 zł.

A co z "influencerami”, którzy proponują właścicielom hoteli układ: darmowy nocleg w zamian za reklamę na portalu społecznościowym?

WP

Dla mnie to raczej obce pojęcie. Prowadzimy jeden z najpopularniejszych blogów podróżniczych w Polsce, a nigdy nam się nie zdarzyło nic takiego robić. Być może dlatego, że po prostu nie wyszliśmy z podobną inicjatywą. Szczerze? Mam 33 lata i mógłbym swoją pozycję wykorzystać, ale chyba to jest rzecz, której bym się troszeczkę wstydził. Nawet nie wiedziałbym, jak się do tego zabrać, żeby powiedzieć komuś: "chcę się przespać w tym hotelu w zamian za zdjęcie na Instagramie”. Tego typu transakcje są dla mnie obce, dlatego ich nie praktykuję, ale też ich nie piętnuję. Bałbym się jednak, że mogłoby to się stać regułą, w myśl zasady "mi się należy”. Są inne sensowne metody współpracy, np. napisanie o okolicy czy przygotowanie dla hotelu paczki zdjęć na użytek działań marketingowych.

Wróćmy może do organizacji taniej podróży. Od czego zacząć?

WP

Dzięki prowadzeniu bloga podróżniczego, udało nam się nawiązać współpracę z różnymi partnerami. Byłbym hipokrytą mówiąc, że na wszystkie elementy swoich podróży aktualnie wykładamy pieniądze z własnej kieszeni, bo długo na to pracowaliśmy. Wybiliśmy się na opisywaniu swoich doświadczeń i wykorzystując wiedzę zawodową, potem ruszyły za nami tysiące osób, więc śmiało możemy się teraz na nich opierać.

Przede wszystkim nie zawsze to, co najtańsze jest najlepsze. W przypadku planowania podróży również. Na każdym polu, czyli: lot, nocleg, zwiedzanie. W przypadku lotu bardzo często jest tak, że jest on tani w mało interesującym dla danego miejsca pod względem pogodowym momencie roku. Dlatego trzeba sprawdzić prognozę pogody w pierwszym etapie planowania podróży i nie sprawić sobie niemiłej niespodzianki.

WP

Punkt drugi: nie zawsze tanie miejsce noclegowe oznacza, że finalnie kwestia związana z noclegiem okaże się dla nas tania. Gdy nie znamy się na geografii regionu i na topografii miasta, to pierwszym impulsem dla nas będzie cena noclegu. Tymczasem, okazuje się, że dany obiekt jest na obrzeżu miasta, na węźle autostradowym albo na przedmieściach. Najlepiej szukać obiektów blisko metra, bądź dworca kolejowego. Następnie powinniśmy zastanowić się, ile pieniędzy wydamy na miejscu, chcąc zwiedzać różnego rodzaju atrakcje. Bardzo dużo miast ma listę darmowych atrakcji, z których możemy skorzystać bez opłat na co dzień lub po prostu w wybrane dni tygodnia. Oprócz darmowych możliwości, można wybrać jedną bądź dwie atrakcje płatne, do których jesteśmy przekonani i koniecznie chcemy je zobaczyć. W ten sposób dochodzimy do kolejnej kalkulacji: kupować kartę miejską czy nie? Bo jeśli tych atrakcji płatnych jest sporo, to warto zastanowić się, czy nie warto zainwestować w kartę miejską, która częstokroć upoważnia do skorzystania z tych atrakcji za darmo lub półdarmo.

A jak szukać tanich lotów?

Są trzy sposoby szukania biletów lotniczych. Pierwszy jest dość znany tym, którzy się tym interesują, czyli śledzenie serwisów, które się w tym specjalizują, np. fly4free, mlecznepodoze.pl. Drugim sposobem jest korzystanie z programów, które zrobią to za nas, np. azair albo azuon. Trzecim sposobem są wyszukiwarki, przy których trzeba samodzielnie popracować, np. skyscanner, kayak. Ta ostatnia metoda wymaga jednak o wiele więcej czasu i cierpliwości.

Jakie kierunki wybierać?

Pamiętajmy, że często skorzystanie z promocji na bilet w tropikalne miejsca, to kwestia kilku minut a nawet kilku sekund. Pamiętajmy jednak o tym, o czym mówiłem już wcześniej, czyli o warunkach klimatycznych w danym miejscu. Sprawdźmy, jaki klimat w danym miejscu panuje, czy przypadkiem nie ma tam akurat pory monsunowej. Warto mieć tę wiedzę zanim się kupi bilety. Np. nasze lato nie będzie dobrą porą na podróż do Indii czy do Wietnamu. Podobnie w przypadku Ameryki Centralnej, Środkowej, Karaibów, gdzie sezon tajfunów jest dość męczący i intensywny. Jeśli chodzi o Europę, to mam dwie rady. Jedna dotyczy szczytu sezonowego, a druga okresu "poszczytowego”. Sugeruję, żeby nigdy nie podróżować do Włoch w sierpniu. Choćby dlatego, że jest tam w tym czasie upał, a także dlatego, że Włosi w sierpniu również wyjeżdżają na wakacje i dlatego nie sposób przedrzeć się ani przez miasta, ani przez autostrady. Poza tym Włosi lubią też strajkować, co także utrudnia ruch. Natomiast po sezonie najlepiej się wybierać we wrześniu i październiku oraz w kwietniu i maju. Przy czym kwiecień i maj są najlepsze na kierunki śródziemnomorskie. Kreta, Portugalia, Korsyka, Sardynia – to rejony, w których w tym czasie rozkwita zieleń.

W jaki sposób organizować nocleg? Lepiej rezerwować hotel bądź hostel przed wylotem, czy robić to na miejscu?

Oczywiście, warto to robić przed podróżą, rezerwując nocleg za pośrednictwem serwisów bookingowych. Np. airbnb czy wimdu to świetne rozwiązania, kiedy jedziemy w więcej niż dwie osoby. Zawsze to wyjdzie taniej niż hotel. Większość ludzi woli mieć zabukowane noclegi przed wyjazdem. Tym bardziej, że nawet w sytuacji nagłej zmiany planów większość serwisów bukingowych daje już możliwość anulowania rezerwacji nawet do dnia przed planowanym noclegiem.

Co jest najdroższe w planowaniu podróży? Bilet? Ubezpieczenie? Nocleg? A może sam pobyt?
To trudne pytanie. Czasami jest tak, że loty do miejsca, w które chcemy polecieć są bardzo drogie, ale na miejscu jest tanio. A czasem jest zupełnie na odwrót, choćby w przypadku Izraela. Można upolować bardzo tani lot do tego kraju, ale na miejscu będzie dość drogo. Zarówno w kwestii noclegu, produktów, jak i atrakcji. Podobnie w przypadku Islandii i Skandynawii. Nie ma na to jednak reguły. Takimi miejscami, w które można jeszcze tanio polecieć i tanio się utrzymać będzie Grecja, część Portugalii oraz południowa część Włoch.

W waszym "Poradniku o kasie” piszecie tak: "Mądrość, roztropność, niewydawanie na głupoty. I nagle każdy jest zdolny do spełniania marzeń.” Na czym ma polegać ta podróżnicza mądrość i roztropność?

Ktoś może powiedzieć, że zorganizowanie podróży jest drogie. Zgoda. Ale jesteśmy w stanie udowodnić to, że, gdy wykreśli się najzwyklejsze, czasami trywialne wręcz elementy naszego codziennego życia, to okaże się, że bardzo szybko można uzyskać kwotę pieniędzy, która nam na taki wyjazd w zupełności wystarczy. "Niewydawanie” pieniędzy na głupoty to choćby kawa w sieciowej kawiarni, to częste chodzenie do kina i kupowanie popcornu za trzykrotnie większą kwotę niż w sklepie. To także uleganie pokusom kupowania dóbr konsumpcyjnych, takich jak ubrania z nowych kolekcji, których potem nie nosimy itp. Nie wydając pieniędzy na niepotrzebne rzeczy w perspektywie trzech miesięcy jesteśmy w stanie zaoszczędzić ok. 800 zł na 3-4 dniowy wypad do Barcelony. Okazuje się, że to nie są dalekosiężne cele, tylko coś, co znajduje się na wyciągnięcie ręki. Wystarczy się pozbyć złych nawyków. Nie ukrywam, że będąc człowiekiem pracującym z 26 dniami urlopu , chcącym zrealizować plan 50 dni w podróży w roku, które my realizowaliśmy, trzeba się liczyć z wieloma wyrzeczeniami. Często trzeba się zastanowić czy rzeczywiście potrzebujemy nowy samochód czy nowy telewizor. Moja ulubiona kurtka zimowa ma już piąty sezon i wcale mi to nie przeszkadza. I nie jest to wcale ascetyczne, w stylu: jedne buty przez całe życie. A dość proste i zawsze opłacalne.

Co z systemem prowadzenia tabeli wydatków i skrupulatnego kontrolowania kosztów podróży? Wydaje mi się, że to jest bardzo efektywne, bo cały czas można mieć kontrolę nad budżetem, ale czy to nie ogranicza spontaniczności wyjazdu?

Nigdy nie czułem, żeby coś zabiło moją spontaniczność w podróży. Zawsze z żoną cieszyliśmy się, że zrealizowaliśmy swoje cele, choć mnóstwo pozytywnych niespodzianek wydarzyło się po drodze. Chodzi tylko o to, żeby z jednej podróży móc zrobić dwie. Bo za pieniądze zaoszczędzone w jednej podróży możemy pojechać w jeszcze jedną. Budżet to przecież nie jest skarbonka bez dna. Dziś jest wiele aplikacji, które mogą nam pomóc w prowadzeniu zbilansowanych wydatków. Choćby karta revolut, która przesyła cały czas komunikaty o tym, ile pieniędzy już wydaliśmy, ile nam zostało. Rozumiem pani tok rozumowania, bo jak np. jesteśmy w Porto, to powinniśmy się cieszyć chwilą i zatracić w tej rzeczywistości. Pić dobre wino i jeść wykwintne dania. Każdy ma prawo w ten sposób się cieszyć, tylko skoro promujemy sprytne i rozsądne podróżowanie, to musimy być konsekwentni. Jeśli rozsądnie wydamy pieniądze w Porto, to może jeszcze tego samego roku uda nam się wyskoczyć do Lizbony.

To wszystko o czym pan mówi, to bardzo piękna wizja, ale w dzisiejszym konsumpcyjnym świecie niestety strasznie utopijna. Każdy marzy o tanim i sprytnym podróżowaniu, ale kto będzie umiał odmówić sobie kawy w Starbucksie i kina w sobotni wieczór?

Nie użyłbym słowa utopijna, bo utopia dotyczy czegoś nierealnego w stu procentach, a zastąpiłbym je sformułowaniem: mało powszechna. Faktycznie, nie jest to powszechne zjawisko i jeszcze długo nie będzie i gdybym miał oszacować, jaki procent ludzi jest świadomych tego typu podróżowania, to raczej byłoby to zaledwie kilka procent. Ale obserwuję tendencję wzrostową. Blogi promujące tego typu podróżowanie nie byłyby popularne, gdyby nie było zainteresowania tym tematem.

Mógłby mi pan na koniec opowiedzieć o pana ulubionych i najbardziej przydatnych trikach podróżniczych?

Jasne. Zacznę od najbardziej zaskakującego najmniej popularnego i dziwnie brzmiącego z ust blogera. Po pierwsze: nie wyciągać wniosków i nie budować swoich wniosków podróżniczych na przykładzie opisów blogów i artykułów prasowych. Te opisy i relacje będą zawsze subiektywne. Nawet jeśli będą pozytywne, to mogą zaburzać nasze wyobrażenie o danym miejscu. Rodzi to bardzo duże prawdopodobieństwo zawodu. Lepiej sięgnąć do źródeł opisujących kulturowe lub historyczne aspekty danego miejsca. Po drugie: szukać takich miejsc noclegowych, które są blisko węzłów komunikacyjnych. Dzięki temu nie tylko nie zmarnujemy czasu na przemieszczanie się, ale też pozbędziemy się niepotrzebnej frustracji i pozwoli nam to na bardziej efektywne eksplorowanie miasta i jego okolic. Po trzecie: niesugerowanie się własnym (najbliższym) lotniskiem podczas kupowania biletów. Niekoniecznie musimy zawsze wrócić do tego samego miejsca, z którego wylecieliśmy. Warto się czasem "pobawić” lotami multi-city. Można dzięki temu zaoszczędzić nawet kilkaset zł. I wreszcie: oszczędzać na zwiedzaniu atrakcji poprzez szukanie miejsc alternatywnych. Nierzadko główne atrakcje są zakolejkowane i nie dość, że dużo nas kosztują, to jeszcze musimy spędzić mnóstwo czasu na kolejce w te miejsca. Warto też kupić bilet online przed zwiedzaniem, które często można kupić w promocyjnych cenach, oraz zainteresować się zjawiskiem "free walking tour", czyli przewodnika za darmo. Tego nie było tak wiele kilka lat temu. Oczywiście wypada zostawić mu pod koniec jakiś napiwek.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Jak tanio podróżować?

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP