Trwa ładowanie...

Przez różowe okulary. 5 powodów, dla których tej wiosny powinieneś odwiedzić Tuluzę

Choć Tuluza jest czwartym co do wielkości miastem Francji, czasami wydaje się, że wszyscy tu się znają. Czuć tu młodość, widać, że ludzie potrafią odpoczywać i dobrze się bawić. A kamienice z różowawej cegły nadają miastu niepowtarzalnego klimatu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Tuluza nazywana jest różowym miastem
Tuluza nazywana jest różowym miastem (Shutterstock.com)

Różowe miasto

Usytuowana niemal u stóp Pirenejów, rzut kamieniem od Hiszpanii, Tuluza nie bez kozery nazywana jest "la ville rose" – różowym miastem. Ulice okalają budynki o charakterystycznych różowawych elewacjach, ale nie ma tu nic z cukierkowej tandety. Wszystko jest z klasą, światowo, ładnie – w końcu jesteśmy w stolicy Oksytanii, o styl nie trzeba się martwić. Najdobitniejszym tego przykładem są zabytkowe budowle Bazyliki św. Saturnina i kościoła Jakobinów, które wręcz zniewalają urodą.

Shutterstock.com

Ta pierwsza, wpisana na listę UNESCO, jest jednym z głównych przystanków na trasie pielgrzymki do Santiago de Compostela. Majestatyczna konstrukcja Basilique Saint-Sernin de Toulouse to – nie przesadzając – najwybitniejsze dzieło architektury romańskiej we Francji. Trzeba przy tym mieć na uwadze, że nie jest romanizm siermiężny, ciężki, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Wręcz odwrotnie – zaskakuje lekkością i strzelistością, podszywającymi się pod gotyk. Choć mistyfikacja jest przekonująca, nie dajcie się zwieść. I nie wierzcie blogerom i "ekspertom", którzy twierdzą, że to "bezładny i komiczny zlepek gotyckich i romańskich elementów". Komiczne są co najwyżej tego typu komentarze. Bazylika św. Saturnina jest jedną z tych atrakcji turystycznych, które warto zobaczyć na własne oczy – także w środku. Chyba nie będzie zaskoczeniem, że całość utrzymana jest w odcieniach różowego?

Shutterstock.com

Młode miasto

Tuluza to taki trochę Lublin Francji. Brzmi mało zachęcająco? Wręcz przeciwnie: jest tu młodo, świeżo, gwarnie. Położone nad Garonną miasto to bowiem drugi po Paryżu ośrodek akademicki w kraju. I jak przystało na studenckie zagłębie, aż roi się tu od klimatycznych knajpek, klubów, restauracji. Centrum spotkań jest Plac Świętego Piotra, położony przy urokliwym moście o tej samej nazwie, gdzie w czasie roku akademickiego wszystkie wieczorne pielgrzymki studentów kończą się w tutejszych barach. Latem na prowadzenie wychodzi z kolei* Plac de la Daurade*, którego trawiasta, leżąca nad rzeką część zamienia się pełnoprawną, tętniącą życiem w plażę. Nocami zaś Tuluza zamienia się w miasto świateł. Bazylika, brzegi Garonny oraz wpisanego na listę UNESCO Kanału Południowego (Canal du Midi) całe są skąpane w wielobarwnym blasku.

Shutterstock.com

W Tuluzie nie brakuje również targów z lokalnym specjałami – dość wymienić Targ Victora Hugo czy odbywający się wyłącznie w niedzielę Saint-Aubin. Chociażby z ich powodu każdy szanujący się hipster powinien bezwzględnie tej wiosny spakować walizki i ruszyć na południowy-zachód Francji. Tym bardziej, że z Warszawy do Tuluzy lata bezpośrednio Ryanair, więc o duże koszty nie trzeba się martwić.

Shutterstock.com

Kosmiczne miasto

Poza tym, że Tuluza jest takim trochę francuskim Lublinem, pełni także funkcję europejskiego odpowiednika Greenbelt w Maryland w Stanach (gdzie, jak pewnie wszyscy wiedzą, usytuowane jest Centrum Lotów Kosmicznych NASA). W Tuluzie mieści się nie tylko siedziba Airbusa,ale też najważniejszy we Francji ośrodek badań i produkcji sprzętu lotniczego oraz tego używanego w astronautyce. Ale to nie wszystko. Jedną z największych tuluskich atrakcji jest otwarte pod koniec lat 90. Cité de l'Espace – kosmiczne miasto. Kilka godzin na wizytę tutaj nie wystarczy.

toulouse-tourisme.com

Muzeum jest genialnie zaprojektowane i w pełni interaktywne. Dowiecie się z niego wszystkiego, co trzeba wiedzieć o podróżach pozaziemskich. Ciekawscy mogą nawet na własnym ciele poczuć, jak to jest, gdy w stanie nieważkości chodzi się po Księżycu. Gdy chcesz iść, ale tylko skaczesz.

toulouse-tourisme.com

Wypad do Albi i odwiedziny u Toulouse-Lautreca

Żył krótko, ale intensywnie. Urodził się z wadą genetyczną ("zawdzięczał" ją blisko spokrewnionym ze sobą rodzicom), która sprawiła, że jako nastolatek przestał rosnąć. Ze względu na skarłowaciałą posturę kobiety go odrzucały, ale sztuka pokochała. Malował prostytutki, praczki, tancerki kankana – w ich otoczeniu nie czuł się oceniany. I choć zasłynął jako najwybitniejszy portrecista nocnego życia na Montmarte, na świat wcale nie przyszedł w Paryżu. Urodził się w Albi, niewielkim mieście zlokalizowanym na rzeką Tarn, jakieś 75 km na północny wschód od Tuluzy. I nie będzie przesadą stwierdzenie, że dla wszystkie fanów sztuk wizualnych miasteczko jest jak Mekka dla muzułmanów. To właśnie tu, w byłej rezydencji arcybiskupów Palais de la Berbie, znajduje się Muzeum Toulouse-Lautreca. W przypominającym fortecę pałacu mieści się największy na świecie zbiór prac artysty: ponad 1000 obrazów, rysunków, litografii, szkiców, w tym wszystkie 31 plakatów.

Shutterstock.com

Muzeum to niewyczerpane źródło rozkoszy dla wielbicieli postimpresjonizmu i litografii. Ale nie tylko oni będą zachwyceni wizytą w Albi. Radość tu znajdą również entuzjaści architektury, a to ze względu na ulokowaną tuż obok pałacu katedrę św. Cecylii – przytłaczającą swym kunsztem, monumentalną, górującą nad miastem. Ogromna świątynia z blisko 80-metrową, nieukończoną wieżą i płaskim dachem budowana była przez dwa stulecia (1282-1480) jako symbol zwycięstwa katolicyzmu nad herezją. Do dziś stanowi jedyny w swoim rodzaju przykład południowo-francuskiego gotyku. Od 2010 r. wraz z miastem Albi figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO – i co tu dużo mówić – robi olbrzymie wrażenie.

Shutterstock.com

Wypad do Carcassonne i odwiedziny u katarów

Nie uznawali składania przysiąg, służby w wojsku, idei czyśćca i skostniałej hierarchii kościelnej. Praktykowali zasadę ubóstwa i odrzucali świat materialny, bo wierzyli, że został stworzony przez złego Boga lub szatana. Uznawani za heretyków, byli tępieni przez papiestwo, w swoich działaniach tak skuteczne, że w XIII w. doprowadziło do rozgromienia sekty. Mowa o katarach, w historię których nie można się zanurzyć bez odwiedzin w langwedockich zamkach. A zwłaszcza jednym.

Shutterstock.com

Cacassonne to oddalona o ok. 90 km na południowy wschód od Tuluzy średniowieczna twierdza, gdzie miały miejsce dramatyczne zdarzenia. W 1209 r. podczas europejskiej krucjaty doszło do oblężenia miasta. Po dwóch tygodniach bez braku dostępu do wody twierdza upadła. Co znamienne, katarów broniących swego bastionu nie skazano na śmierć, a "tylko" wygnano z miasta. I choć późniejsze dzieje Carcassonne też nie należały do najszczęśliwszych – miasta nie oszczędzały wojny, trawiły je pożary, miały tu miejsce rzezie innowierców – do dziś dech zapierają potężne mury z 52 wieżami o charakterystycznych, spiczastych dachach.

accorhotels.com‎

Wpisany na listę UNESCO zamek to oczywiście nie jedyna atrakcja, którą zapewnia odwiedzającym "brama do krainy katarów". Entuzjaści zwiedzania powinni koniecznie zajrzeć do romańsko-gotyckiej bazylika Saint-Nazaire. Zaś ci wszyscy, którzy wolą chłonąć klimat w towarzystwie dobrej kawy, muszą wstąpić choćby na chwilę do *Hotelu de la Cité *– cudnego miejsca w samym sercu fortecy. Wzniesiony w XIX wieku i utrzymany w neogotyckim stylu 5-gwiazdkowy hotel ma urokliwy park i zewnętrzny basen, a klimatyczny dziedziniec i restauracja na świeżym powietrzu sprawiają, że nie chce się stąd wyjeżdżać. Ostrzegam – naprawdę.

Slot

Zobacz też: Najpiękniejsze zamki w Polsce

Slot

Podziel się opinią

Share


Slot