Trwa ładowanie...
d2da1ra

Timor Wschodni. Kraj, którego jeszcze niedawno nie było

Timor Wschodni był pierwszym nowym państwem w XXI w. i większość osób na świecie zapewne nadal nie wie o jego istnieniu. Ja postanowiłem go odwiedzić i to, co tam zobaczyłem, zaskoczyło mnie tak, że już marzę o powrocie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wiele ludzi nie ma pojęcia, gdzie jest Timor Wschodni
Wiele ludzi nie ma pojęcia, gdzie jest Timor Wschodni (Szymon Jasina)
d2da1ra

Podróżując lubię czasem zaryzykować i pojechać w miejsce nieoczywiste. Takie, o którym niemal nic nie wiem. Jednym z nich był Timor Wschodni.

Choć zapewne wielu ludzi miałoby problem ze wskazaniem go na mapie, to sama nazwa mówi wiele - Timor w lokalnym języku oznacza wschód, gdyż wyspa ta położona jest właśnie na wschodzie Małych Wysp Sundajskich wchodzących w skład Indonezji, a jej wschodnia część (oraz enklawa Oecusse) jest niepodległym państwem. Krótko mówiąc - są to wschodnie rubieże Azji.

  Szymon Jasina
(Szymon Jasina)

Dlaczego nagle taki kawałek ogromnego indonezyjskiego archipelagu jest niezależny? Jak łatwo się domyślić, wynika to z kolonialnej przeszłości. Ta część wyspy do 1975 r. była zajęta przez Portugalczyków. Trochę zapomniana kolonia cały czas nie miała szczęścia, bo kilka miesięcy po ogłoszeniu niepodległości jej teren został zaanektowany przez Indonezję i Timorczykom udało się ostatecznie stworzyć niezależne państwo dopiero w 2002 r.

d2da1ra

Zobacz też: Indonezja - największy archipelag świata

To właśnie ta historia zachęciła mnie to odwiedzenia tego kraju. Miałem nadzieję, że Timor Wschodni będzie inny od Indonezji, która sama w sobie jest niesamowicie zróżnicowana.

Stolica Timoru Wschodniego

Do Dili, stolicy kraju dotarłem z indonezyjskiej części wyspy i już po przekroczeniu granicy poczułem, że jestem w innym państwie. Wzdłuż drogi, która w znacznej części była w budowie, częściej było widać chaty z palmy niż murowane domy. Szybko więc zobaczyłem, że jest to jeden z najbiedniejszych krajów, jakie odwiedziłem w życiu. Niemal całkowicie uzależniony od ropy, ale dopiero od niedawna czerpiący z niej zyski, gdyż wcześniej wydobyciem zajmowała się pobliska Australia.

d2da1ra

Podobne wrażenie zrobiła sama stolica, która przypomina raczej nieduże miasteczko niż największą aglomerację kraju. Małe sklepiki czy stragany przy ulicy to główne miejsca, gdzie można zrobić zakupy. Całość uzupełnia kilka małych marketów przywodzących na myśl to, co spotykaliśmy w Polsce na początku lat 90.

Europejczyk czuje się jak gość

Zagranicznych turystów dociera tu niewielu, więc Europejczyk idący po mieście zwraca na siebie uwagę. Jednak reakcje przechodniów są zawsze pozytywne. Ludzie machają i pozdrawiają, dzięki czemu można poczuć się jak gość, a nie turysta. I właśnie to jest pierwszą zaletą Timoru Wschodniego. W Azji trudno o miejsce, gdzie turysta nie czuje się wykorzystywany i oszukiwany. W Timorze na szczęście tak nie jest.

d2da1ra

Szybko przekonałem się też o drugiej ważnej cesze tego kraju. Tutaj życie płynie wolniej. Nikt się nie spieszy. Idealnie pasuje to do prowincjonalnego obrazu całego kraju. Nie ma tu wielkich biznesów, zgiełku, pogoni za nie wiadomo czym. Nawet śniadanie, zamówione w hostelu na godz. 8, zaczęło pojawiać się na stole dopiero 30 minut później. I nie był to przejaw złej woli - tam po prostu tak jest.

Wyspa Atauro

Skoro tak wygląda stolica, to jak jest dalej? Choć miałem w Timorze Wschodnim spędzić tylko kilka dni, to postanowiłem zrobić krok dalej i popłynąć na pobliską wyspę Atauro. Jak się okazało, promem można się tam dostać tylko dwa razy w tygodniu. W pozostałe dni jedyna możliwość to zabrać się łódką z lokalnymi rybakami. Stawka dla turystów to 10 amerykańskich dolarów w jedną stronę.

  Szymon Jasina
(Szymon Jasina)

Podróż trwa ok. 3 godziny, a później do największej (i tak niewielkiej) osady na wyspie dostać się można czymś w rodzaju tuk tuka. Jedna szutrowa droga ciągnąca się wzdłuż tej części wybrzeża i kilka budynków oraz chat obok niej to wszystko, co tam znajdziemy.

d2da1ra

Atauro okazało się prawdziwym końcem świata. Nigdzie nie czułem się tak daleko od cywilizacji. Jest to miejsce niesamowitego relaksu, ciszy i spokoju. Trudno ująć w słowa to wrażenie izolacji. Choć nie jest to pustynia, to na Atauro łatwo poczuć się jeszcze bardziej odciętym od reszty ludzi.

Ale na pewno nie jest tam nudno. Na wyspę tę przyciągają pobliskie rafy będące rajem dla nurków, ale nie tylko oni mają co robić. Puste plaże i możliwość popływania przy brzegu pozwolą się zrelaksować, ale warto też udać się na spacer po pobliskich wzgórzach porośniętych eukaliptusami. Przypominają one, znajdującą się już nie tak niedaleko, Australię.

Sama woda też potrafi zaskoczyć. W dzień przy brzegu można spotkać sporo ryb czy rozgwiazd, ale największe zaskoczenie przeżyłem, gdy wszedłem do morza po zmroku. Całą wodę wypełniał bioluminescencyjny plankton - niezliczone świecące "iskierki" tworzące niezwykły spektakl przy każdym ruchu.

d2da1ra

Na wyspie nie ma nawet żadnej restauracji ani baru. Więc jedzenie można kupować w ośrodkach, gdzie się nocuje, lub w kilku małych sklepach znajdujących się na wyspie.

  Szymon Jasina
(Szymon Jasina)

Ja na Atauro spędziłem tylko dwa dni, ale już gdy opuszczałem ją rybacką łodzią o godz. 4 w nocy wiedziałem że kiedyś muszę tam wrócić. Dla tego uczucia przebywania na końcu świata, którego nie zaznałem nigdzie indziej. Zresztą chcę wrócić do Timoru Wschodniego też po to, aby zobaczyć inne miejsca tego wyjątkowego kraju, jak wschodnie wybrzeże czy góry.

Ta izolacja Timoru Wschodniego nie jest jednak przypadkowa. Podróż tam nie należy do najłatwiejszych. Loty do Dili są drogie, zatem ja wylądowałem w Kupang (na zachodnim krańcu indonezyjskiej części Timoru) i stamtąd jechałem 12 godzin do Dili. Zaskakujące są też ceny w Timorze Wschodnim. Kraj ten nie ma własnej waluty i płaci się amerykańskimi dolarami, a to oznacza, że ceny są wyższe niż w innych miejscach w Azji Południowo-Wschodniej. Z drugiej strony nigdzie nie uświadczymy tam luksusów. Nawet w Dili.

To wszystko jednak schodzi na dalszy plan. Bo do Timoru Wschodniego nie jedzie się dla wyjątkowego jedzenia, czy zabytków (których nie ma), ale dla niesamowitej atmosfery tam panującej. Na szczęście w tym zaganianym świecie istnieją jeszcze takie enklawy spokoju, które pozwalają poczuć się wyjątkowo.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d2da1ra

Podziel się opinią

Share
d2da1ra
d2da1ra