Płynęłam największym wycieczkowcem świata. Tu nikt nie traktuje życia zbyt poważnie, a projektanci nie znali słowa "wystarczy"
Czerwony dywan w porcie w Maladze, muzyka, szampan i fajerwerki. Tak zaczynał się przedpremierowy rejs Legend of the Seas, statku, na którym rano można zjeść śniadanie pod prawdziwymi drzewami, po południu surfować, a wieczorem oglądać olimpijczyków na lodzie. Po dwóch dniach przestajesz już wiedzieć, czy jest poniedziałek, czy może czwartek.